Pechowy lider Tusk
Rekontra   
piątek, 07 października 2011 14:01

 

„W kwietniu szef doradców premiera Michał Boni zapowiedział, że sam Donald Tusk zostanie liderem programu”.

 

Środa rano. Siadam do pisania artykułu. Mam tytuł. „Dlaczego Kaczyński?” Za dziesięć dni wybory. Wczoraj wieczorem przeczytałem stare z nim wywiady, w tym bardzo długi Teresy Torańskiej. Widzę, jak wówczas dobrze diagnozował sytuację. Zajrzałem do swoich starych tekstów o nim, po prostu porządkowałem myśli.

Przykładowo – porównywałem skuteczność dwóch polityków podobnego formatu i przez wiele lat gabinetowych – Jarosława Kaczyńskiego oraz Bronisława Geremka. Geremek poniósł klęskę. Unia Wolności i jej środowisko jest przecież politycznym trupem. Nie pozostawiło po sobie żadnej idei, żadnego pomysłu na Polskę. Pogrobowcy muszą się wciąż podczepiać – a to pod Komorowskiego czy Tuska, ostatnio próbują wykorzystywać Palikota. Samodzielnie nie tworzą ciała politycznego, ale wpływy pozostały. 

Jarosław Kaczyński wielokrotnie pokrzyżował również plany Adama Michnika. Przecież nienawiść redaktora Wyborczej, to nie tylko zwykła obsesja, usterka charakteru, przecież ma swoje przyczyny i źródło. 

 

Przykładowo kilka lat temu w krótkim wpisie na blogu zatytułowanym „Wielkie dzieło Adama Michnika zakończyło się klapą” cytowałem notatkę z „Dziennika” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Zobaczył w akcji Michnika wiosną 1989 roku, tuż po okrągłym stole, gdy objeżdżał Polskę w glorii niezłomnego więźnia komunistów i arcyfechmistrza polityki polskiej. Obwoził po kraju swego prywatnego pomazańca. Występował z nim publicznie w aulach uniwersyteckich i dyskutował z nim, jako z tym, z kim chce budować nową niekomunistyczną Polskę. I Herling pisze: „Tym pomazańcem był dobrze w Polsce znany młody aparatczyk, symbol pezetpeerowskiego oportunizmu, Aleksander Kwaśniewski” i przypomina, że minister z rządu Rakowskiego był dobrze znany z buty i pyszałkowatości oraz z cynizmu i bezwzględności, gdy na początku lat osiemdziesiątych weryfikował w imieniu WRON-y dziennikarzy. Ale w 1989 roku był dla Michnika już „Olkiem”. Przez następne miesiące Michnik już na łamach „Gazety Wyborczej” obwieszczał, że przyszłość Polski zależy wyłącznie od porozumienia „światłych komunistów” (Rakowski + Jaruzelski) i „zdrowego nurtu Solidarności”, czyli ekipy okrągłostołowej. 

Tyle Herling, ja przypomnę, że do unii światłych komunistów z obecnym środowiskiem Czerskiej nie doszło, gdyż miłosny uścisk rozerwał właśnie Kaczyński. A kilka dni temu czytam w Wyborczej podle napisany tekst tegoż Michnika, „komu nie należy wierzyć”. Jeżeli Piotr Zaremba, słynący z łagodności w słowie pisanym i mówionym orzekł, że Michnik brzydko się starzeje. Jeżeli dodał, że tekstu Michnika napisanego w rytmie oskarżycielsko-propagandowym, nie powstydziłby się „Krótki kurs WKP (b)” – to cóż mogę ja napisać, skoro artykuły redaktora naczelnego GW od dawna wzbudzają odrazę wielu blogerów? 

 

Ale dlaczego moje rozważania „Dlaczego Kaczyński” będą za tydzień, tuż przed ciszą wyborczą? Otóż rano nieopatrznie zajrzałem na internetową stronę „Gazety Wyborczej” i wyjaśniam, dlaczego pechowemu Tuskowi nie należy wierzyć. 

W lidzie artykułu „Laptopy kupią rodzice, podręczniki będą za darmo” przeczytałem, że program „Laptop dla ucznia» rząd zamienił najpierw na „Cyfrową klasę», a teraz na „E- podręcznik». Pociesza się czytelnika (raczej tumani), że podręcznik będzie darmowy dla rodziców. 

 

Krótka kronika. W marcu rząd planował kupować laptopy dla pierwszaków z podstawówek. Według projektu Ministerstwa Infrastruktury już we wrześniu każdy pierwszoklasista miał dostać komputer na własność. W roczniku jest ok. 350 tys. dzieci i „Wyborcza” obwieszczała triumfalnie – „Za miliard złotych rząd planuje znowu kupować netbooki dla uczniów. Tym razem dla pierwszaków z podstawówek, a nie z gimnazjów”. 

Dlaczego nie pierwszaków z gimnazjów? Kolejne przypomnienie jest niezbędne. Już raz, w maju 2008 roku premier Donald Tusk zapowiadał «informatyczną rewolucję w szkołach» – czyli komputer dla każdego gimnazjalisty. Powstał zespół, przeszkolono nauczycieli, ale na komputery zabrakło już pieniędzy.

 

I co mam uczynić? Umrzeć ze śmiechu? 

Zanim umrę zreferuję zamysły Platformy Obywatelskiej tak jak są widziane spoglądając z ulicy Czerskiej. W marcu, a więc zaledwie pół roku temu, rząd roztoczył – przed wyborcami, to moje uzupełnienie – taką oto wizję. Ala idzie do szkoły, a w plecaku zamiast książek niesie w prezencie od państwa netbooka. W kwietniu minister Boni zapowiedział, że sam Donald Tusk zostanie liderem programu i już od września 2011 r. miał się zacząć pilotaż w szkołach. Podkreślę – jeszcze w marcu komputer był na własność, a już w kwietniu nie było o tym mowy – był pilotaż. 

I redaktorka Wyborczej – sama z siebie, no chyba, że czyta w myślach naczelnego – tłumaczy klapę rządowych planów. Otóż, zaczęły się dyskusje w dwóch grupach ekspertów, i eksperci zaczęli się głowić jak wprowadzić program. W pierwszym zespole dominował pomysł – laptop dla pierwszoklasisty, a drugim spec-zespole – lepiej dać czwartoklasistom oraz nauczycielom. Dylemat – pierwszakom czy czwartakom. 

 

Tymczasem rząd, poprzez MEN, zaczął naciskać – wyposażać w komputery szkoły, nie uczniów. Co wygrało? Dziennikarka GW pisze, że wygrała koncepcja e- klasy, w tym, laptopy dla uczniów, choć nie zdecydowano, czy dla każdego, czy np. jeden na dwóch. Uśmiecham się czytając, że wiceminister infrastruktury w ten sposób chciała „podnieść kompetencje cyfrowe najmłodszych Polaków”. 

Wystarczy wyjrzeć przesz okno pani minister. Dzisiaj nie widać dziewczynek ze skakankami, czy grających w klasy albo wiszących – dosłownie wiszących – na trzepaku. Nie zobaczy pani chłopców ganiających za piłką, czy grających w palanta. Młode pokolenie już nie wie, co to palant, wie „kto to”, ale cyfrowo jest świetnie obcykane. 

Dzisiaj każde dziecko ma w ręku komórkę i – nie mam najmniejszych wątpliwości – prawie każdy pierwszak mógłby panią minister nauczyć obsługi tejże komórki, nauczyć zmieniania dzwonka, zmieniania „usługi” esemesem, a czwartak sprawiłby, że ministerialna ręka przestałaby drżeć, gdy wciska przycisk zasilania komputera. Takie czasy. 

 

Z tym, że komórkę kupuje się za złotówkę w sieci, i spłaca w ratach – a na komputer po prostu nie ma pieniędzy. Na marginesie. Jaką katastrofą dla oczu i stanu wzroku pierwszoklasistów (sześcio, czy siedmiolatków pani minister Hall?) byłyby fatalnej jakości ekrany tanich komputerów? Co o tym projekcie sądzą szkolni okuliści? 

A jak wyobrazić sobie lekcję z dwudziestką płaczących sześciolatków, nie mogących poradzić sobie z laptopem? Istne horrendum pedagogiczne. Cóż na tych laptopach miałyby nasze pociechy robić? Nie potrafiąc czytać – rysować szlaczki i je drukować? 

Wracając do programu pechowego lidera Tuska – laptop dla ucznia. Co nastąpiło potem? Oczywiście badania. Czytam, że eksperci i rząd zaczęli badać ilu uczniów ma w domu dostęp do Internetu. Ale już w lipcu wszystko się sypnęło. Cóż się stało? Po prostu w międzyczasie się okazało, że na laptopy nie ma pieniędzy. Dla pełniejszego obrazu dodam, że pieniądze miały iść z opłat, które wpływają do budżetu od operatorów komórkowych. Można kolejny raz się uśmiechnąć. I pomyśleć, że Tuskowi zawsze wiatr wieje prosto w twarz. 

 

Już, już wprowadza reformę… natrafiał na prezydenckie weto. Walczył z biurokracją, a tymczasem wraże siły za biurkami usadziły kolejne sto tysięcy urzędników. Prawie uratował stocznie i tysiące miejsc pracy, ale na wielbłądach Katarczycy nie przybyli. Tusk buduje Polakom autostrady, zawalili Chińczycy. Perfekcyjnie przygotowaną komercjalizację opozycja nazywa prywatyzacją, a Tuska prywatyzację nazywa wyprzedażą majątku narodowego. A powodzie i gradobicia i burze i kryzys na świecie. Premier ma pod górkę. Ma pecha. Ale czy stać nas na takiego pechowca o ksywce „nic nie mogę”? 

 

Wracam do artykułu w GW – redaktorka organu Michnika nie poddaje się (może ironizuje, czy nie daj Boże kpi) pisząc, że „Program min. Boniego miał być gotowy do końca sierpnia, dziś minister mówi nam, że będzie gotowy w listopadzie – tak żeby można go było wdrożyć od stycznia”. Czy można umrzeć ze śmiechu wyobrażając sobie czytelnika Gazety Wyborczej kupującego tę wyborczą narrację? 

Ale to w dalszym ciągu nie koniec przygód lidera Donalda Tuska z laptopami. 

 

W międzyczasie minister edukacji Katarzyna Hall napisała rozporządzenie, które zobliguje wydawców podręczników do wydawania książek w wersji papierowej i elektronicznej równocześnie. Nie wiadomo tylko, czy gazetowe sformułowanie „minister napisała” oznacza, że rozporządzenie obowiązuje, czy tylko to, że napisała, ale trzyma je w szufladzie.

Ale to jeszcze nie koniec perypetii premiera. Czytam dalej, że wszystko wskazuje na to, że tę wersję przyjmuje również Boni. Już nie mówi o e- klasie, ale o e- podręcznikach. Podkreśla zarazem, że to wszystko nie zdarzy się od razu. To program na dwa albo trzy lata.

Czy cztery lata rządów premiera Tuska właśnie tak nie wyglądają? W ubiegłym tygodniu pisałem o księżycowych obiecankach, a dzisiaj sam redaktor Michnik daje mi do ręki doskonałą egzemplifikację tych obiecanek. Przecież nie da się przemilczeć braku 

350 tysięcy laptopów w tornistrach obiecanych w marcu. 

 

Jeżeli ktoś nie mógł sobie wyobrazić gruszki na wierzbie, nie widział na własne oczy kiełbasy wyborczej, to na swoim własnym komputerze może wpisać „laptop” i cóż zobaczy? W ciapki i kwiatki, ekologiczny, a także następnej generacji – np. zwijany w rulonik, różowy jak wdzianko Dody, a może być tęczowy jak myśli Kalisza. 

Nie odbieram dobrych chęci premierowi, zapewne chciałby wręczyć nie tylko laptop, ale i bułkę z masłem każdemu uczniowi, i kiełbaskę, ale jego rządy, to amatorszczyzna. Po prostu premier Tusk oblewa egzamin jeden za drugim. Kroczy od klęski do klęski. Wciąż buduje. 

Czy czytelników GW nie zastanawia, że nie usłyszy – zreformowałem, wdrożyłem, zbudowałem, ułatwiłem, czy uprzyjemniłem wizytę w okienku, a program PO sprowadza się do jednego cudu – załatwię w Europie 300 miliardów złotych. I co? 

Wierny Tomaszu z telewizji publicznej, co ty na to? Co z tym państwem Tuska w budowie? W poniedziałek popularny redaktor zwany Lizem w programie zatytułowanym „Tomasz Lis na żywo” zastanawiał się, czy wyborcy boją się Jarosława Kaczyńskiego. Głowił się, czy nadchodzące wybory nie będą referendum nad Jarosławem Kaczyńskim. Interesowała go wiarygodność Kaczyńskiego. 

W pierwszej części programu – można na moje obliczenia się powoływać – nazwisko Kaczyński padło 29 razy, a Tusk zaledwie dziewięć. Nazwisko Kaczyński padało w kontekście pejoratywnym, a Tusk w obojętnym albo pozytywnym. 

 

W drugiej części programu w rozmowie z Wałęsą Lis dopytywał, czy głosowanie na PiS nie byłoby nieroztropne – spuszczam zasłonę milczenia, cóż wydusił z siebie były prezydent. 

 

Odnotuję – że nazwisko Kaczyński padło około dziesięciu razy, a Tusk może raz. Czy w Polsce od czterech lat rządzi opozycja i to ona buduje? 

Ale, dlaczego Kaczyński i tylko PiS, o tym za tydzień. A redaktor Michnik nie ujawnił, głosować na Tuska czy Palikota. Rozum podpowiada zapewne Tusk, ale serce Palikot. Na SLD Michnik postawił już krzyżyk. 

rekontra

 

Dodaj komentarz

21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.

 
Nagrał prezydenta? ABW szuka taśmy

 

ABW szuka taśmy dokumentującej rozmowę przebywającego w areszcie Krzysztofa W. z prezydentem Bronisławem Komorowskim. W. miał dokonać nagrania jesienią 2007 r. – dowiedział się Nowy Ekran.

 
Wypowiedzmy lojalność takiemu Państwu

„Obecna władza zdradza Polskę i naród”

Wyobraźmy sobie, że kupujemy telewizor i zobowiązujemy się spłacać go przez 20 miesięcy w równych, uzgodnionych z bankiem ratach. Nagle po dziesięciu miesiącach otrzymujemy pismo z tego banku informujące nas, iż z powodu jego złej sytuacji finansowej zobowiązani jesteśmy płacić nie 20, a 25 rat i w dodatku zabrany zostanie nam telewizor, a w zamian otrzymamy radio.

 
KOMUNIZM NIE PRZEJDZIE

 

Narodowcy, antykomuniści ich sympatycy przygotowują w Warszawie wielki wiec pod hasłem „Komunizm nie przejdzie”. Nie ukrywają, że plany wiecu są związane z pochodem pierwszomajowym, który z komuchowatego niebytu ma zamiar wskrzesić Janusz Palikot. Nie ukrywają też, że ich wiec będzie zemstą na lewakach, którzy wspierani przez środowiska gejowskie i zaprzyjaźnione media z funkcyjnymi z Czerskiej i Wiertniczej na czele, usiłowali zablokować Marsz Niepodległości 11 listopada ubiegłego roku.

 
Nie lękajcie się przyjść do Jezusa Króla

 

6 stycznia obchodzimy uroczystość Objawienia Pańskiego, zwaną w Polsce Świętem Trzech Króli. Mądrzy Królowie są przedstawicielami narodów pogańskich. Idą do Jerozolimy a następnie do Betlejem, aby oddać hołd Chrystusowi Królowi. Pytają najpierw Heroda: „Gdzie jest nowonarodzony Król Żydowski?”. Otrzymują prawidłową odpowiedź. Dzięki arcykapłanom znającym Pismo Święte, król Herod jest dobrze poinformowany. Ta sama prawda jednak budzi w mądrych królach pragnienie, aby ją znaleźć i oddać pokłon Chrystusowi, natomiast w Herodzie strach. On też szuka prawdy, ale po to, aby Chrystusa i prawdę zabić. Jest ludzka władza, która poddaje się władzy Boga, jest też władza, która władzę Boga uznaje za zagrożenie dla swojego panowania. Ten sam motyw, który skłonił Heroda do zarządzenia rzezi niewiniątek, skłania współczesnych władców do zabijania Tych, którzy w imię Boga służą Chrystusowi Królowi. Dlatego zabito błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę, który głosił społeczne prawa Chrystusa. Dlatego też zabito w zamachu Smoleńskim Polaków wiernych prawdzie i pamięci, wiernych Bogu, honorowi i Ojczyźnie. 

 
Potrzebujemy prawdziwego polskiego państwa

 

AD 2012, czyli czas doładować akumulatory

 
Czas to miłość

 

Chrystus Bóg i Człowiek objawia Boga ludziom i człowieka człowiekowi. Niewidzialny Bóg stał się widzialny w Chrystusie. Człowiek nie rozumiejący samego siebie, poznaje dzięki Chrystusowi wielkość i godność swojego człowieczeństwa. Bóg stworzył człowieka na swój obraz. 

 
„Długie ramię Moskwy” obejmuje nas „czule”

 

Ilość obrońców rozwiązanych WSI, walczących jeszcze dzisiaj o ich „dobre imię” i działających aktywnie w III RP, budzi mój najwyższy niepokój. Jest w to zaangażowana cała rzesza „najwyżej cenionych” dziennikarzy, „wiodące media” oraz wszystkie mianowane i namaszczone przez salon autorytety.

 
Tusk jest lepszy od Gierka!

 

W tym czasie powinniśmy rozmawiać o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. Tymczasem ostatnie dni przewrotnie przekonują nas o wyższości kapitalizmu nad socjalizmem. Oraz o przewadze Donalda Tuska nad Władysławem Gomułką i Edwardem Gierkiem.

 
Kłamcy dostali zadyszki

 

 

Przyjdą kiedyś takie czasy, że dzieci i wnuczki zatrudnionych w „Gazecie Wyborczej”, TVN24 i pozostałych służących establishmentowi III RP mediach, będą wstydliwie ukrywać fakt, że ich ojcowie, matki, dziadkowie czy babki byli tam zatrudnieni. I nawet nieważne będzie, czy stali w pierwszym szeregu funkcjonariuszy frontu ideologicznego, czy tylko zapowiadali pogodę. Sam fakt zarobkowania w tych instytucjach, udzielania się, jako celebryta, czy pożyteczny idiota, będzie wystarczający by spłonąć ze wstydu i spotkać się ze społecznym ostracyzmem.

 
Dał nam przykład Jezus Chrystus, jak zwyciężać mamy

Los i przyszłość Polski zależy od Boga i od Polaków. Komu chcemy służyć? Na to kluczowe pytanie odpowiadamy wraz z Jozuem – „ja i mój dom chcemy służyć Panu” (Jozue 24,15).  Pamiętam młodych ludzi, którzy trzydzieści lat temu mówili – za Polskę i "Solidarność" gotów jestem oddać życie. I wielu życie oddało. Ta ofiara naszej przeszłości niedawnej i dawniejszej, jest darem i zobowiązaniem dla dzisiejszych pokoleń Polaków. Kto myśli, że można tak żyć aby nie służyć nikomu i niczemu, jest w błędzie.

 
ZROBIMY WAM KATYŃ

 

„Przez wiele lat byłem skłonny wierzyć tym wszystkim, którzy powtarzali, że wyjąwszy politruków z Głównego Zarządu Politycznego, większość oficerów LWP była polskimi patriotami. Badania nad wywiadem wojskowym PRL [...] nakazały negatywnie zweryfikować te zapewnienia. Analizując przez lata tysiące dokumentów, materiałów operacyjnych i akt personalnych oficerów, doszedłem do przekonania, że LWP było niemal w pełni zsowietyzowane.” – pisał Sławomir Cenckiewicz w zakończeniu książki „Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943-1991”.

 
REKOMENDACJE DLA POLSKI

 

Gdy kilka tygodni po wyborze, Bronisław Komorowski ogłosił rozpoczęcie „Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego” – należało tę zapowiedź odebrać jako złowróżbny znak i fatalną prognozę dla Polski. Nie tylko z uwagi na predyspozycje intelektualne lokatora Belwederu, ale głównie z powodu braku zdolności do samodzielnego formułowania ocen i sądów. Wolno było się spodziewać, że majstrowanie przy kwestiach związanych z bezpieczeństwem narodowym, skończy się wnioskami zbieżnymi z poglądami środowiska, z którym związany jest Komorowski i będzie zawierało konkluzje zgodne z interesem Kremla.