| Stefan Michnik – sądowy morderca |
| Aldona Zaorska |
| piątek, 27 stycznia 2012 09:12 |
|
„Żydokomuna w sensie ścisłym” Stefan Michnik jest starszym (i przyrodnim) bratem Adama Michnika. Urodził się 28 września 1929 roku w Drohobyczu ale jak sam mówi – jego miastem jest Lwów, gdzie od 1939 roku chodził do szkoły powszechnej. Matka to pochodząca z żydowskiej rodziny Helena Michnik – to zasłużona komunistka – aktywistka Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej „Życie” (po 1945 roku była nauczycielką w korpusie Kadetów Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego – jednostki powołanej specjalnie do walki z Narodowymi Siłami Zbrojnymi i innymi patriotycznymi organizacjami, współorganizatorką komunistycznej organizacji pionierskiej im. Lenina w Polsce a także autorką stalinowskich podręczników historii, w których szczególnie zajadle atakowała Kościół, oczywiście prawdy było w nich „mniej niż zero”). Ojciec Stefana – również zasłużony komuch zginął w czasie stalinowskich czystek w latach trzydziestych. Helena Michnik pocieszyła się wychodząc za mąż za żydowskiego działacza Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy – Ozjasza Szechtera, skazanego za antypolską działalność na karę więzienia. Po wojnie Szechter – biologiczny ojciec Adama Michnika – był kierownikiem Wydziału Prasowego Centralnej Rady Związków Zawodowych i zastępcą redaktora naczelnego „Głosu Pracy”. Nic więc dziwnego, że Adam Michnik mówiąc o swojej rodzinie powiedział, że wywodzi się z „żydokomuny w sensie ścisłym”. Po wojnie cała rodzina Szechterów przeprowadziła się do Warszawy i zamieszkała przy ubeckiej Alei Przyjaciół, gdzie swoje mieszkania mieli wysocy funkcjonariusze PZPR i MBP. Nic więc dziwnego, że wychowywany w komunistycznej ideologii Stefan Szechter vel Michnik zapragnął budować komunizm. Zaczął od Związku Walki Młodych, w 1947 roku zapisał się do PPR i w końcu w PZPR.
„Ja, Stefan Michnik, syn Ozjasza…” Tuż po wojnie Stefan Michnik podjął pracę jako laborant – elektryk w warszawskiej elektrowni. Właśnie tam w 1948 roku został sekretarzem koła Związku Młodzieży Polskiej. Jednak praca w elektrowni mu nie odpowiadała. Z rekomendacji partii 28 sierpnia 1949 roku wstąpił do Oficerskiej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza w Jeleniej Górze. Składając podanie do Oficerskiej Szkoły Prawniczej w Jeleniej Górze, w której przez 18 miesięcy zgłębił tajniki „pracy” stalinowskiego sędziego wojskowego podał przyczyny, dla których wybrał właśnie tę drogę życiową – bo „szkoła ta kształci tych, którzy będą realizować dyktaturę proletariatu w praktyce”. Innymi słowy Michnik wiedział (i szczycił się tym), że jako absolwent tej szkoły będzie budował dyktaturę, będącą z założenia zaprzeczeniem demokracji, nawet tej „ludowej”. Nie miał więc złudzeń co do bezprawności działań ludowej władzy. Stąd wszystkie późniejsze tłumaczenia tak jego, jak i jego brata – redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” o „naiwności” i „nieświadomości” Stefana Michnika można potraktować w kategoriach bajek dla idiotów. Stefan Michnik był bardzo „zaangażowanym studentem”, tak bardzo, że już w 1950 roku został członkiem tamtejszej egzekutywy Oddziałowej Organizacji Partyjnej PZPR. W jednej z opinii na jego temat kpt. Henryk Kosmaty pisał: „Pod względem politycznym wykazał się szczerze oddanym wobec obecnej rzeczywistości, a zwłaszcza jeżeli chodzi o ustosunkowanie do Związku Radzieckiego. Dużo pracy w kompanii swojej podchorąży Michnik położył nad uświadomieniem kolegów nie rozumiejących dokładnie znaczenia zwycięstw Armii Radzieckiej i tu ciągle tłumaczy artykuły z gazet radzieckich na język polski, co przyczynia się w dużej mierze do podnoszenia poziomu politycznego słabszych podchorążych”. Właśnie w tej szkole rozpoczął swoją „wielką karierę” – 26 lutego 1950 roku ppor. Starczyński z Informacji Wojskowej złożył „raport o zwerbowanie” Michnika w charakterze „rezydenta”. Zaproponowanie akurat jego do takiej funkcji pośrednio może świadczyć, że Michnik na polu donosicielstwa miał już jakieś „osiągnięcia”, chociaż dzisiaj trudno to stwierdzić. W każdym razie do spotkania młodego Michnika ze Starczyńskim doszło i 13 marca 1950 roku a zakończyło się ono podpisaniem oświadczenia o współpracy. Mały szczegół – zobowiązanie do współpracy Stefan Michnik podpisał jako syn „Ozjasza”, co by oznaczało, że ojciec Adama Michnika – Ozjasz Szechter uznał go za swoje dziecko. Werbunek przeprowadzał wspomniany już ppor. Starczyński. Odnotował później, że Michnik „mocno był przejęty prowadzoną rozmową i zobowiązanie pisał z dużą powagą”, innymi słowy – cieszył się z „zaszczytu” i „zaufania”, którym został obdarzony. Funkcja „rezydenta” oznaczała, że sam Stefan Michnik nie zbierał informacji ale miał informatorów, którzy jemu składali meldunki i od niego przyjmowali polecenia. Początkowo było ich dwóch, ale wkrótce potem ich liczba zaczęła rosnąć. Jak podają historyczne źródła w „szczytowym” momencie zaangażowania Michnika – Szechtera w działanie Informacji Wojskowej wynosiła sześć osób. Podpisując oświadczenie o współpracy jako TW „Kazimierczak” – szpieg Informacji Odrodzonego Wojska Polskiego, Michnik za cel postawił sobie „wykrycie szpiegów, sabotażystów, dywersantów i wszelkiego rodzaju innego wrogiego elementu, działającego na szkodę WP i ustroju Polski Ludowej”. Ta deklaracja nieco mijała się z faktyczną działalnością Michnika. Nie wykrywał „szpiegów”, tylko zbierał donosy na kolegów ze szkoły. Do pracy wziął się z energią nie mniejszą, niż okazał później przy ferowaniu wyroków śmierci – już po miesiącu dostał pierwszą wypłatę – 1000 zł za „sumienne wykonywanie zadań”. Tysiąc złotych w 1950 roku było kwotą o jakiej przeciętny Kowalski mógł sobie w nielicznych wolnych chwilach pomarzyć. W szkole nie kształcił się szczególnie długo. Stalinowskie sądy potrzebowały kadr, poza tym nie o wykształcenie prawnicze w nich chodziło. I tak Stefan Michnik po ukończeniu osmienatosmiesięcznego kursu prawniczego w wieku 22 lat jako podporucznik Ludowego Wojska Polskiego został asesorem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie.
„Żeby mi sprawy nie odebrano…” Pracę w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie rozpoczął 27 marca 1951 roku jako asesor. Już dwa tygodnie później, wchodząc do składu sędziowskiego skazał na dożywocie żołnierza Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Stanisława Bronarskiego ps. „Mirek”. Jesienią 1951 roku podporucznik Michnik zasiadał w składach sędziowskich orzekających „w procesach odpryskowych grupy gen. Stanisława Tatara” a także płk. Mariana Utnika i płk. Stanisława Nowickiego. To była wówczas bardzo głośna sprawa, która pozwoliła komunistom na przeprowadzenie czystek w wojsku. W rzeczywistości była to po prostu prowokacja, sterowana (i nadzorowana) przez oficerów sowieckich Informacji Wojskowej. Jej wynikiem było aresztowanie ponad 200 oficerów Wojska Polskiego. Blisko 100 stanęło przed sądami wojskowymi. W sfingowanych procesach zapadło 40 kar śmierci. Połowę wykonano. Po zakończeniu wydawania orzeczeń w tych odpryskowych procesach, Michnik wrócił do swej „codzienności” i orzekania śmierci wobec „zaplutych karłów reakcji”. I tak 22 grudnia 1951 roku podpisał wyrok dożywotniego więzienia dla członka Delegatury Rządu RP na powiat płocki Bolesława Jędrzejewskiego, pseudonim „Koral”. Na śmierć skazał też m.in. mjr. Zefiryna Machallego – przedwojennego oficera, żołnierza Września, który przeszedł przez radzieckie więzienie, potem walczył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie a od 1947 roku pracował w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Podobnie jak w przypadku wielu bohaterów podziemia zeznania Machallego zostały na nim wymuszone (a wszyscy wiedzą, jak te wymuszenia się odbywały – specjalizowali się w nich szczególnie Różański, Berman, Brystygierowa, Widaj, Chimczak, Morel, Klejman i paru innych). Michnika to nie obchodziło. Mało tego – posunął się do złamania nawet stalinowskiego prawa – nie zgodził się na dopuszczenie do procesu obrońcy. Co prawda funkcja obrońcy w sfingowanych stalinowskich procesach była czystą fikcją, ale Michnik był na tyle bezczelny, że nie zawracał sobie głowy takimi „drobiazgami”. Machalla został rozstrzelany 10 stycznia 1952 roku w Warszawie. O wykonaniu kary śmierci nie powiadomiono rodziny a miejsce pochówku do dziś pozostaje nieznane. Jednocześnie z karierą sądową, znakomicie rozwijała się jego współpraca z wojskową informacją. Można powiedzieć, że oba te „zawody” się uzupełniały. Biorąc pod uwagę charakter Informacji Wojskowej, rezydentami zostawali tylko najbardziej „zasłużeni”, całkowicie „pewni” szpicle, tacy jak „Wolski”- Jaruzelski, czy właśnie Stefan Michnik. Potem odebrano mu rezydenturę i „zdyskwalifikowano” go do zwykłego TW. Michnik pisał więc raporty i dostarczał je do swego oficera prowadzącego – ppor. Piaskowskiego. Za każdy dostawał 50 zł. Oczywiście to niewiele w porównaniu z 1000 zł, od którego zaczynał, ale po pierwsze był zapewne dość „płodnym” autorem a po drugie – za sądowe mordy sowicie wynagradzała go ludowa ojczyzna. Współpraca Michnika z Informacją miała miejsce do 10 czerwca 1953 roku. Zakończona została z powodu jego przynależności do PZPR a teczka TW Kazimierczaka przekazana do archiwum.
Upadek i ucieczka Po odejściu z „sądownictwa”, Stefan Michnik objął stanowisko kierownika gabinetu Katedry Nauk Wojskowo-Prawniczych Wojskowej Akademii Politycznej im. F. Dzierżyńskiego w Warszawie. W tym okresie kontynuował rozpoczęte w 1951 roku studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Szło mu wyjątkowo opornie, bo po czterech latach nauki w 1955 roku zaliczył tylko I stopień studiów prawniczych, co nie znaczy, jak się okaże, że nie próbował prowadzić praktyki adwokackiej! W międzyczasie, jak wielu stalinowskich morderców, został nauczycielem kadr aparatu represji. Następnie, w latach 1957-1958 był adwokatem w Warszawie! Później, w latach 1958-1968, redaktorem w Wydawnictwie MON.
Bezczelność W 1969 roku Stefan Michnik wyjechał do Szwecji jako „ofiara” antysemityzmu. Zamieszkał w nieopodal Uppsali i podjął pracę jako bibliotekarz. Jak wielu „opozycjonistów”, którzy w czasach stalinowskich budowali albo wspierali komunizm, przeszedł na drugą stronę. W latach 70. wspierał działaczy opozycji demokratycznej, współpracował z Radiem Wolna Europa i jako Karol Szwedowicz publikował w paryskiej „Kulturze”. Jako biedna ofiara antysemityzmu polskiego otrzymał w końcu szwedzkie obywatelstwo. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych upomniał się o niego polski wymiar sprawiedliwości. Jestem obywatelem Szwecji, a Szwecja broni swoich obywateli. Poza tym to dawne czasy, lata 50. Ja nic nie podpisywałem, nie ma żadnych dokumentów. Byłem tylko podporucznikiem, a przecież żadnego generała, nikogo wysokiego nie skazano. Wcześniej już były jakieś próby wobec mojej osoby, ale nic to nie dało. Tu jest Szwecja – powiedział w rozmowie z dziennikarzem PAP. Podobnie lekceważący stosunek do zbrodni braciszka i jego ofiar ma Adam Michnik, który stwierdził, że „Kiedy zapadały najgorsze wyroki, Stefan był dwudziestoparoletnim człowiekiem, który niewiele rozumiał z tego, co się działo. Naturalnie to go nie usprawiedliwia, ale nie uzasadnia też aż takiego eksponowania jego roli w stalinowskich zbrodniach sądowych”. Innymi słowy, biedny Stefek nie rozumiał znaczenia słowa śmierć. IPN od 2007 roku rozważał wniosek o jego ekstradycję. W końcu w dniu 25 lutego 2010 Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie, na wniosek pionu śledczego IPN, wydał nakaz aresztowania, na podstawie którego w październiku wydany został Europejski Nakaz Aresztowania. Niestety, 18 listopada 2010 sąd w Uppsali odmówił wydania Stefana Michnika do Polski, tłumacząc, że czyny które mają mu być zarzucone w Polsce, a umieszczone w europejskim nakazie aresztowania, w świetle prawa obowiązującego w Szwecji, uległy przedawnieniu. Stefan Michnik pozostaje bezkarny.
Źródła: Stefan Jedrychowski „Stefan Michnik”. www.hej-kto-polak.pl Piotr Gontarczyk., „Agent Michnik”, WPROST nr 30/2007 PAP Adam Michnik „Między panem a plebanem” |
| Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu |
|
| HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW |
|
| Misja życia Antoniego Macierewicza |
|
| Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”? |
|
| Kiedy już głupcy przejrzą na oczy… |
|
| Czas łotrów i szubrawców |
|
| ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE |
| Pozostała nam tylko ulica |
| CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI |
|
| Kiedy przeproszą za rabina? |
Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? |
| Tusk to obciach |
Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca |
| BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP... |
|
| 21 730 samobójców pod rządami Tuska |
|
| Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę? |
|
| Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta |
|
| Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna |
|
| PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona |
|
| Posypała się narracja |
|
| CO DALEJ? |
|
| Boże, przybądź nam z pomocą |
|
| WYDARZENIA | POLITYKA | KRAJ | HISTORIA | WARSZAWSKA ALEJA | KULTURA | ZDROWIE I URODA |
| Warszawska Gazeta 2011 | REKLAMA | PRENUMERATA | KONTAKT | do góry
|