Reklama

Stefan Michnik – sądowy morderca
Aldona Zaorska   
piątek, 27 stycznia 2012 09:12

 

Guru „Salonu”, odznaczony przez Komorowskiego Orderem Orła Białego Adam Michnik jest nader elokwentny jeśli chodzi o opluwanie patriotów i nader powściągliwy jeśli chodzi o „wspomnienia” własnych wyczynów (oczywiście wyłącznie tych z czasów przynależności do PZPR), jak i wyczynów swoich rodziców – zasłużonych „stalinowców” a jeszcze mniej brata – Stefana Michnika – stalinowskiego mordercy splamionego krwią niewinnych ludzi, których skazał na śmierć. 

 

 

„Żydokomuna w sensie ścisłym”

Stefan Michnik jest starszym (i przyrodnim) bratem Adama Michnika. Urodził się 28 września 1929 roku w Drohobyczu ale jak sam mówi – jego miastem jest Lwów, gdzie od 1939 roku chodził do szkoły powszechnej. Matka to pochodząca z żydowskiej rodziny Helena Michnik – to zasłużona komunistka – aktywistka Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej „Życie” (po 1945 roku była nauczycielką w korpusie Kadetów Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego – jednostki powołanej specjalnie do walki z Narodowymi Siłami Zbrojnymi i innymi patriotycznymi organizacjami, współorganizatorką komunistycznej organizacji pionierskiej im. Lenina w Polsce a także autorką stalinowskich podręczników historii, w których szczególnie zajadle atakowała Kościół, oczywiście prawdy było w nich „mniej niż zero”). Ojciec Stefana – również zasłużony komuch zginął w czasie stalinowskich czystek w latach trzydziestych. Helena Michnik pocieszyła się wychodząc za mąż za żydowskiego działacza Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy – Ozjasza Szechtera, skazanego za antypolską działalność na karę więzienia. Po wojnie Szechter – biologiczny ojciec Adama Michnika – był kierownikiem Wydziału Prasowego Centralnej Rady Związków Zawodowych i zastępcą redaktora naczelnego „Głosu Pracy”. Nic więc dziwnego, że Adam Michnik mówiąc o swojej rodzinie powiedział, że wywodzi się z „żydokomuny w sensie ścisłym”. Po wojnie cała rodzina Szechterów przeprowadziła się do Warszawy i zamieszkała przy ubeckiej Alei Przyjaciół, gdzie swoje mieszkania mieli wysocy funkcjonariusze PZPR i MBP. Nic więc dziwnego, że wychowywany w komunistycznej ideologii Stefan Szechter vel Michnik zapragnął budować komunizm. Zaczął od Związku Walki Młodych, w 1947 roku zapisał się do PPR i w końcu w PZPR. 

 

„Ja, Stefan Michnik, syn Ozjasza…”

Tuż po wojnie Stefan Michnik podjął pracę jako laborant – elektryk w warszawskiej elektrowni. Właśnie tam w 1948 roku został sekretarzem koła Związku Młodzieży Polskiej. Jednak praca w elektrowni mu nie odpowiadała. Z rekomendacji partii 28 sierpnia 

1949 roku wstąpił do Oficerskiej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza w Jeleniej Górze. 

Składając podanie do Oficerskiej Szkoły Prawniczej w Jeleniej Górze, w której przez 18 miesięcy zgłębił tajniki „pracy” stalinowskiego sędziego wojskowego podał przyczyny, dla których wybrał właśnie tę drogę życiową – bo „szkoła ta kształci tych, którzy będą realizować dyktaturę proletariatu w praktyce”. Innymi słowy Michnik wiedział (i szczycił się tym), że jako absolwent tej szkoły będzie budował dyktaturę, będącą z założenia zaprzeczeniem demokracji, nawet tej „ludowej”. Nie miał więc złudzeń co do bezprawności działań ludowej władzy. Stąd wszystkie późniejsze tłumaczenia tak jego, jak i jego brata – redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” o „naiwności” i „nieświadomości” Stefana Michnika można potraktować w kategoriach bajek dla idiotów. 

Stefan Michnik był bardzo „zaangażowanym studentem”, tak bardzo, że już w 1950 roku został członkiem tamtejszej egzekutywy Oddziałowej Organizacji Partyjnej PZPR. W jednej z opinii na jego temat kpt. Henryk Kosmaty pisał: „Pod względem politycznym wykazał się szczerze oddanym wobec obecnej rzeczywistości, a zwłaszcza jeżeli chodzi o ustosunkowanie do Związku Radzieckiego. Dużo pracy w kompanii swojej podchorąży Michnik położył nad uświadomieniem kolegów nie rozumiejących dokładnie znaczenia zwycięstw Armii Radzieckiej i tu ciągle tłumaczy artykuły z gazet radzieckich na język polski, co przyczynia się w dużej mierze do podnoszenia poziomu politycznego słabszych podchorążych”.

Właśnie w tej szkole rozpoczął swoją „wielką karierę” – 26 lutego 1950 roku ppor. Starczyński z Informacji Wojskowej złożył „raport o zwerbowanie” Michnika w charakterze „rezydenta”. Zaproponowanie akurat jego do takiej funkcji pośrednio może świadczyć, że Michnik na polu donosicielstwa miał już jakieś „osiągnięcia”, chociaż dzisiaj trudno to stwierdzić. W każdym razie do spotkania młodego Michnika ze Starczyńskim doszło i 13 marca 1950 roku a zakończyło się ono podpisaniem oświadczenia o współpracy. Mały szczegół – zobowiązanie do współpracy Stefan Michnik podpisał jako syn „Ozjasza”, co by oznaczało, że ojciec Adama Michnika – Ozjasz Szechter uznał go za swoje dziecko. 

Werbunek przeprowadzał wspomniany już ppor. Starczyński. Odnotował później, że Michnik „mocno był przejęty prowadzoną rozmową i zobowiązanie pisał z dużą powagą”, innymi słowy – cieszył się z „zaszczytu” i „zaufania”, którym został obdarzony. Funkcja „rezydenta” oznaczała, że sam Stefan Michnik nie zbierał informacji ale miał informatorów, którzy jemu składali meldunki i od niego przyjmowali polecenia. Początkowo było ich dwóch, ale wkrótce potem ich liczba zaczęła rosnąć. Jak podają historyczne źródła w „szczytowym” momencie zaangażowania Michnika – Szechtera w działanie Informacji Wojskowej wynosiła sześć osób. 

Podpisując oświadczenie o współpracy jako TW „Kazimierczak” – szpieg Informacji Odrodzonego Wojska Polskiego, Michnik za cel postawił sobie „wykrycie szpiegów, sabotażystów, dywersantów i wszelkiego rodzaju innego wrogiego elementu, działającego na szkodę WP i ustroju Polski Ludowej”. Ta deklaracja nieco mijała się z faktyczną działalnością Michnika. Nie wykrywał „szpiegów”, tylko zbierał donosy na kolegów ze szkoły. Do pracy wziął się z energią nie mniejszą, niż okazał później przy ferowaniu wyroków śmierci – już po miesiącu dostał pierwszą wypłatę – 1000 zł za „sumienne wykonywanie zadań”. Tysiąc złotych w 1950 roku było kwotą o jakiej przeciętny Kowalski mógł sobie w nielicznych wolnych chwilach pomarzyć. 

W szkole nie kształcił się szczególnie długo. Stalinowskie sądy potrzebowały kadr, poza tym nie o wykształcenie prawnicze w nich chodziło. I tak Stefan Michnik po ukończeniu osmienatosmiesięcznego kursu prawniczego w wieku 22 lat jako podporucznik Ludowego Wojska Polskiego został asesorem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie. 

 

„Żeby mi sprawy nie odebrano…” 

Pracę w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie rozpoczął 27 marca 1951 roku jako asesor. Już dwa tygodnie później, wchodząc do składu sędziowskiego skazał na dożywocie żołnierza Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Stanisława Bronarskiego ps. „Mirek”. 

Jesienią 1951 roku podporucznik Michnik zasiadał w składach sędziowskich orzekających „w procesach odpryskowych grupy gen. Stanisława Tatara” a także płk. Mariana Utnika i płk. Stanisława Nowickiego. To była wówczas bardzo głośna sprawa, która pozwoliła komunistom na przeprowadzenie czystek w wojsku. W rzeczywistości była to po prostu prowokacja, sterowana (i nadzorowana) przez oficerów sowieckich Informacji Wojskowej. Jej wynikiem było aresztowanie ponad 200 oficerów Wojska Polskiego. Blisko 

100 stanęło przed sądami wojskowymi. W sfingowanych procesach zapadło 40 kar śmierci. Połowę wykonano. 

Po zakończeniu wydawania orzeczeń w tych odpryskowych procesach, Michnik wrócił do swej „codzienności” i orzekania śmierci wobec „zaplutych karłów reakcji”. 

I tak 22 grudnia 1951 roku podpisał wyrok dożywotniego więzienia dla członka Delegatury Rządu RP na powiat płocki Bolesława Jędrzejewskiego, pseudonim „Koral”. Na śmierć skazał też m.in. mjr. Zefiryna Machallego – przedwojennego oficera, żołnierza Września, który przeszedł przez radzieckie więzienie, potem walczył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie a od 1947 roku pracował w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Podobnie jak w przypadku wielu bohaterów podziemia zeznania Machallego zostały na nim wymuszone (a wszyscy wiedzą, jak te wymuszenia się odbywały – specjalizowali się w nich szczególnie Różański, Berman, Brystygierowa, Widaj, Chimczak, Morel, Klejman i paru innych). Michnika to nie obchodziło. Mało tego – posunął się do złamania nawet stalinowskiego prawa – nie zgodził się na dopuszczenie do procesu obrońcy. Co prawda funkcja obrońcy w sfingowanych stalinowskich procesach była czystą fikcją, ale Michnik był na tyle bezczelny, że nie zawracał sobie głowy takimi „drobiazgami”. Machalla został rozstrzelany 10 stycznia 1952 roku w Warszawie. O wykonaniu kary śmierci nie powiadomiono rodziny a miejsce pochówku do dziś pozostaje nieznane. 

Jednocześnie z karierą sądową, znakomicie rozwijała się jego współpraca z wojskową informacją. Można powiedzieć, że oba te „zawody” się uzupełniały. Biorąc pod uwagę charakter Informacji Wojskowej, rezydentami zostawali tylko najbardziej „zasłużeni”, całkowicie „pewni” szpicle, tacy jak „Wolski”- Jaruzelski, czy właśnie Stefan Michnik. Potem odebrano mu rezydenturę i „zdyskwalifikowano” go do zwykłego TW. Michnik pisał więc raporty i dostarczał je do swego oficera prowadzącego – ppor. Piaskowskiego. Za każdy dostawał 50 zł. Oczywiście to niewiele w porównaniu z 1000 zł, od którego zaczynał, ale po pierwsze był zapewne dość „płodnym” autorem a po drugie – za sądowe mordy sowicie wynagradzała go ludowa ojczyzna. Współpraca Michnika z Informacją miała miejsce do 10 czerwca 1953 roku. Zakończona została z powodu jego przynależności do PZPR a teczka TW Kazimierczaka przekazana do archiwum. 

 

Upadek i ucieczka 

Po odejściu z „sądownictwa”, Stefan Michnik objął stanowisko kierownika gabinetu Katedry Nauk Wojskowo-Prawniczych Wojskowej Akademii Politycznej im. F. Dzierżyńskiego w Warszawie. W tym okresie kontynuował rozpoczęte w 1951 roku studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Szło mu wyjątkowo opornie, bo po czterech latach nauki w 1955 roku zaliczył tylko I stopień studiów prawniczych, co nie znaczy, jak się okaże, że nie próbował prowadzić praktyki adwokackiej! W międzyczasie, jak wielu stalinowskich morderców, został nauczycielem kadr aparatu represji. Następnie, w latach 1957-1958 był adwokatem w Warszawie! Później, w latach 1958-1968, redaktorem w Wydawnictwie MON. 

 

Bezczelność 

W 1969 roku Stefan Michnik wyjechał do Szwecji jako „ofiara” antysemityzmu. Zamieszkał w nieopodal Uppsali i podjął pracę jako bibliotekarz. Jak wielu „opozycjonistów”, którzy w czasach stalinowskich budowali albo wspierali komunizm, przeszedł na drugą stronę. W latach 70. wspierał działaczy opozycji demokratycznej, współpracował z Radiem Wolna Europa i jako Karol Szwedowicz publikował w paryskiej „Kulturze”. Jako biedna ofiara antysemityzmu polskiego otrzymał w końcu szwedzkie obywatelstwo. 

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych upomniał się o niego polski wymiar sprawiedliwości. Jestem obywatelem Szwecji, a Szwecja broni swoich obywateli. Poza tym to dawne czasy, lata 50. Ja nic nie podpisywałem, nie ma żadnych dokumentów. Byłem tylko podporucznikiem, a przecież żadnego generała, nikogo wysokiego nie skazano. Wcześniej już były jakieś próby wobec mojej osoby, ale nic to nie dało. Tu jest Szwecja – powiedział w rozmowie z dziennikarzem PAP. Podobnie lekceważący stosunek do zbrodni braciszka i jego ofiar ma Adam Michnik, który stwierdził, że „Kiedy zapadały najgorsze wyroki, Stefan był dwudziestoparoletnim człowiekiem, który niewiele rozumiał z tego, co się działo. Naturalnie to go nie usprawiedliwia, ale nie uzasadnia też aż takiego eksponowania jego roli w stalinowskich zbrodniach sądowych”. Innymi słowy, biedny Stefek nie rozumiał znaczenia słowa śmierć. 

IPN od 2007 roku rozważał wniosek o jego ekstradycję. W końcu w dniu 25 lutego 2010 Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie, na wniosek pionu śledczego IPN, wydał nakaz aresztowania, na podstawie którego w październiku wydany został Europejski Nakaz Aresztowania. Niestety, 18 listopada 2010 sąd w Uppsali odmówił wydania Stefana Michnika do Polski, tłumacząc, że czyny które mają mu być zarzucone w Polsce, a umieszczone w europejskim nakazie aresztowania, w świetle prawa obowiązującego w Szwecji, uległy przedawnieniu. Stefan Michnik pozostaje bezkarny. 

 

Źródła: 

Stefan Jedrychowski „Stefan Michnik”. www.hej-kto-polak.pl 

Piotr Gontarczyk., „Agent Michnik”, WPROST nr 30/2007 

PAP

Adam Michnik „Między panem a plebanem” 

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.