Reklama

Roman Zambrowski - latami budował a potem utrwalał komunizm w Polsce
Aldona Zaorska   
piątek, 10 lutego 2012 08:30

 

Roman Zambrowski w 1949 roku został przez ambasadora ZSRR w Polsce zaliczony do kierowniczego jądra partii razem z takimi zbrodniarzami jak Bierut, Berman i Minc. Jako „ten czwarty” Roman Zambrowski pozostawał w cieniu, co nie znaczy, że nie ma na sumieniu ludzkich istnień. Wręcz przeciwnie – latami budował a potem utrwalał komunizm w Polsce, czego wspomniana opinia radzieckiego namiestnika jest najlepszym przykładem. Dziś syn Romana Zambrowskiego nerwowo reaguje na próby opisania poczynań ojca. Ale może właśnie dlatego warto je przypomnieć. 

 

 

Roman Zambrowski urodził się w Warszawie. Źródła historyczne (w tym encyklopedia) podają, że 15 lipca 1909 roku, jego syn Antoni, że było to 15 lipca 1907 roku. Według encyklopedii prawdziwe imię i nazwisko Romana Zambrowskiego brzmiało Rubin Nusbaum, jego syn informację tę nazywa „totalną bzdurą”, chociaż nawet on nie zaprzecza żydowskim korzeniom swego ojca i matki. Ojciec Romana Zambrowskiego – z zawodu księgowy – jeszcze przed wybuchem I wojny światowej wyemigrował do USA, gdzie poznał swą drugą żonę, przeprowadził rozwód i przestał interesować się rodziną pozostawioną w Polsce, która znalazła się w skrajnej nędzy autentycznie głodując. Podobno to zadecydowało o komunistycznych ciągotach młodego Romana Zambrowskiego. Jakby nie było, od 1928 roku Roman Zambrowski był już członkiem Komunistycznej Partii Polski. Już po dwóch latach w 1930 roku wszedł do Komitetu Centralnego Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej. W miedzyczasie zdał maturę i podjął pracę – najpierw jako pomoc murarza we Lwowie a potem jako robotnik w krakowskiej fabryce. Szybko został „funkiem” – etatowym funkcjonariuszem KPP. Ukończył Wyższą Szkołę Partyjną im. Lenina w Moskwie prowadzoną pod auspicjami Kominternu, czyli Komunistycznej Międzynarodówki. Dzięki odesłaniu go do „pracy” w Polsce, przetrwał bez szwanku stalinowskie czystki lat trzydziestych. Został zatrzymany dopiero w 1939 roku i na kilka miesięcy trafił do obozu internowania w Berezie Kartuskiej. Z więzienia „wyzwolili” go radziccy „towarzysze” po napaści na Polskę 17 września 1939 roku. Zambrowski pozostał na terenach okupowanych i podjął współpracę z okupantem zatrudniając się jako urzędnik w sowieckim magistracie w Baranowiczach. Jako „bezpartyjny komunista” kolaborował z okupantem aż do czerwca 1941 roku i napaści Niemiec na ZSRR. Wtedy opuścił Baranowicze i udał się „w głąb” Związku Sowieckiego śladem swojej rodziny. 

 

Szczekaczka na szlaku bojowym

Rodzinę odnalazł w kołchozie w obwodzie kujbyszewskim. Podjął pracę jako nauczyciel w szkole podstawowej. W maju 1943 roku zgłosił się na ochotnika do formowanej w Sielcach pod Riazaniem I dywizji im. Tadeusza Kościuszki. O razu zajął się pracą „wychowawczą”, tym razem „ucząc” żołnierzy. Na początek został zastępcą dowódcy batalionu saperów do spraw polityczno-wychowaczych, w 1944 roku był już szefem Zarządu Polityczno-Wychowawczego całej 1. Armii Wojska Polskiego, czyli pospolitą „szczekaczką”. Właśnie jako „szczekaczka” wjechał do Lublina razem z Edwardem Ochabem w lipcu 1944 roku. Na tym zakończył swój „szlak bojowy”. Z Ludowego Wojska Polskiego wyszedł jako pułkownik i pomaszerował prosto do PPR. Zanim rozwinął karierę partyjną zajął się gorliwie literatami, zostając niemal oficjalnym politrukiem reżimu (przez lata przypisywano mu „instruowanie” twórców). Był kierownikiem Wydziału Organizacyjnego Komitetu Centralnego PPR a potem także członkiem Komitetu Centralnego PPR i tę „odpowiedzialną” funkcję sprawował aż do 1948 roku. Przy okazji w latach 1944 – 1948 był też członkiem paru innych kluczowych komórek PPR. To właśnie jemu przypisywane jest autorstwo „Pierwszego rozkazu rewolucyjnego do walczących obywateli miasta”, czyli do mieszkańców ogarniętej Powstaniem Warszawy. W tym haniebnym gniocie, uchwalonym przez PPR 8 sierpnia 1944 roku i zrzucanych potem nad płonącą Warszawą, generał Bór-Komorowski był nazywany zdrajcą. Sam rozkaz nakazywał odmowę wykonywania poleceń dowódców AK, ich natychmiastowe aresztowanie i oddanie Armii Czerwonej a gdy nie będą chcieli się poddać – rozstrzelanie. Rozkaz obejmował też złożenie biało-czerwonych opasek z orłem i założenie czerwonych, powstałych przez „oderwanie części białej opaski”. Brednie te kończyły się „okrzykiem” – „Niech żyje marszałek Stalin!”. 

 

Nawet jeśli Zambrowski rzeczywiście jest autorem tego paszkwilu, to i tak była to jedynie jego uboczna działalność. Pisząc ten „rozkaz” Zambrowski prawdopodobnie po prostu „literacko” ujmował polecenia „czynników wyższych”. O wiele bardziej aktywny okazał się, gdy zasiadł w Prezydium Krajowej Rady Narodowej, na czele której stał agent NKWD Bolesław Bierut. 

 

Współtwórca aparatu represji 

Swoją karierę w aparacie represji przeciwko narodowi polskiemu zaczął od współuczestnictwa w zwalczaniu mikołajczykowskiego PSL oraz fałszowaniu referendum 1946 roku i wyborów do Parlamentu 1947 roku. W wyłonionym dzięki sfałszowanym wyborom Sejmie został wicemarszałkiem. 

Zanim do tego doszło Zambrowski zdążył wraz z towarzyszami 22 sierpnia 1944 roku na posiedzeniu Biura Politycznego PPR uchwalić zadania na jesień, w tym – przeprowadzenie we wrześniu „w każdym województwie przynajmniej po jednym publicznym procesie przeciwko reakcjonistom” oraz przygotowanie dekretu „w sprawie powołania nadzwyczajnego trybunału do walki z korupcją, spekulacją i bandytyzmem”. Jesienią 1944 roku. Roman Zambrowski osobiście zawiózł koncept tej komisji do Moskwy i uzyskał akceptację Berii albo nawet samego Stalina.  

Jego pomysł wszedł w życie w 1945 roku, kiedy został przewodniczącym owej Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym. Funkcję tę sprawował prawie przez 10 lat – aż do 1954 roku. Oficjalnie Komisja była powołana do zwalczania przestępczości gospodarczej, w rzeczywistości była kolejnym organem represji wobec prywatnej własności, zwłaszcza rzemiosła i handlu. Chociaż Komisja działała poza strukturami Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, metodami niewiele się od niego różniła. Miała prawo do orzekania grzywien, konfiskaty majątku, a nawet kierowania ludzi do obozów pracy! Co istotne – kierowana przez Zambrowskiego instytucja mogła wydawać wyroki zaocznie, bez wysłuchania oskarżonego! Wyroki wydawała nawet na podstawie anonimowych donosów. Osoby ukarane trafiały nie tylko do obozów, ale były też piętnowane w ówczesnych mediach, tym samym „rykoszetem dostawały” ich rodziny. 

 

Ale to nie wszystko. W 1949 roku rozszerzono zainteresowania Komisji o sprawy dotyczące „działalności przeciwko władzy ludowej”, za jaką uważano m.in. posiadanie nieodpowiednich książek czy prowadzenie korespondencji z rodziną zamieszkałą w kraju kapitalistycznym. Do więzienia można było więc trafić nie tylko za prowadzenie sklepiku ale także za posiadanie listu od przyjaciela czy rodziny z USA. Nielegalne były nie tylko książki ale nawet bardzo popularna w czasie II wojny światowej przepowiednia na temat tak losów wojny jak i powojennych (może chodziło o jej trafność – wiele z jej proroctw się spełniło, chociaż przynajmniej części Zambrowski nie doczekał). W końcu, dzięki rozpasaniu Zambrowskiego od kwietnia 1950 roku represjom poddawano także osoby, które… spóźniły się do pracy. Wszystko za sprawą z dekretu Rady Ministrów z 19 kwietnia 1950 roku, mówiącego o zabezpieczaniu socjalistycznej dyscypliny pracy. Oczywiście Zambrowski nie wyrywał paznokci jak Różański i nie gasił papierosów na ciałach ludzi jak Światło ale za sprawą swojej komisji posyłał Polaków do więzień w stopniu niewiele mniejszym niż najbardziej zaangażowani ludzie bezpieki. Warto też pamiętać, że komunistyczne obozy pracy w istocie nie różniły się niczym od niemieckich obozów koncentracyjnych a od sowieckich łagrów tylko łagodniejszymi warunkami atmosferycznymi. Głód, praca ponad siły, tortury i upodlenie ze strony strażników były takie same. 

 

Partyjna wierchuszka 

Jednocześnie wykonywał pilnie polecenia Moskwy. Na zlecenie Stalina to właśnie on latem 1947 roku pojechał do Pragi, Budapesztu i Jugosławii. Oficjalnym powodem wizyty były przygotowania do powołania Kominformu. Spotkał się z marszałkiem Josipem Brozem „Titem” – prezydentem komunistycznej Jugosławii. Czy rozmawiali o czymś jeszcze? Niewiadomo. Wiadomo za to, że należał do współpracowników Bolesława Bieruta i na jego zlecenie w czerwcu 1948 roku wziął udział w obaleniu sekretarza generalnego KC PPR Władysława Gomułki. Spisał się dobrze i w nagrodę na kongresie, który powołał do życia PZPR został członkiem Biura Politycznego PZPR. W nowej i jedynej partii od razu zaczął pełnić kierownicze stanowiska. Najpierw został wybrany na członka KC (był nim do 1964), w międzyczasie także na członka Biura Organizacyjnego KC (do 1954) i na członka Biura Politycznego KC (do 1963 roku). W latach 1948–1954 i 1956–1963 był nawet sekretarz KC PZPR. W ten sposób Zambrowski skupił w swoim ręku ogromną władzę. Doskonale wiedział, jak komuniści budują w Polsce władzę i ile istnień ludzkich to kosztuje. Stąd też „laurka” wystawiona mu przez radzieckiego ambasadora krótko po wojnie wydaje się ze wszech miar słuszna. Syn Zambrowskiego, Antoni podkreśla, że od momentu wstąpienia w szeregi PZPR kariera Zambrowskiego zaczęła podupadać a służby bezpieczeństwa go szykanować, ale nie wydaje się aby doznał szczególnie wielkiej krzywdy. Jego podwładni nadal węszyli po kraju poszukując nieprawomyślnych, chociaż tu bardziej pasowałoby słowo – „nielewomyślnych” lektur, sprawdzali prywatną korespondencję i to, czy Polacy nie spóźniają się czasem do pracy. Być może więc jeśli nawet można w jego przypadku mówić o załamaniu kariery, to był on wynikiem wewnętrznej walki pomiędzy komunistami na szczycie a nie zmiany jego przekonań. Zambrowski „prześliznął się” bez większych problemów przez okres „oczyszczania” po śmierci Stalina. Co więcej – ten sam człowiek, który na polecenie Bieruta zadbał o aresztowanie Gomułki, w roku 1956 spotkał się potajemnie z „towarzyszem Wiesławem” i zadbał o jego powrót do władzy. 

 

Schyłek łagodny 

Podobno Zambrowski nie był zachwycony poczynaniami „towarzysza Wiesława” i nawet ostrzegał go, że kontynuowanie polityki uzależniania Polski od ZSRR oraz dalszego lekceważenia Polaków, doprowadzi w końcu do „konfrontacji” z narodem. Tak przynajmniej twierdzi jego syn – Antoni Zambrowski. W rzeczywistości Romanowi Zambrowskiemu nadal świetnie się powodziło – w latach 1954–1955 był przewodniczącym Komitetu Rady Państwa i Rady Ministrów ds. Podziału Administracyjnego Kraju, w latach 1955–1956 – ministrem kontroli państwowej. W latach 1963–1968 był wiceprezesem NIK. Cała rodzina mieszkała wygodnie najpierw na ul. Puławskiej a potem w Al. Szucha – w obu przypadkach w bezpośrednim sąsiedztwie ubeków, esbesków i całej komunistycznej wierchuszki. Rodzina zakupy robiła w ubeckich konsumach i w głodującym mieście całkiem dobrze się odżywiała. Pozycja Romana Zambrowskiego zapewniła dobry strat życiowy także jego dzieciom np. syn Antoni przyznał, że to dzięki jego pozycji dostał mieszkanie na ul. Świętokrzyskiej – coś o czym przeciętny mieszkaniec Warszawy mógł tylko pomarzyć. 

Załamanie kariery Zambrowskiego przyszło dopiero w latach sześćdziesiątych, kiedy popadł w konflikt z Gomułką. W 1968 roku na fali czystek w partii został usunięty z PZPR a SB rozpoczęło rozpowszechnianie na jego temat różnych nie do końca prawdziwych informacji. Odpowiedzialności za swoją działalność nie poniósł nigdy. Roman Zambrowski zmarł w Warszawie 19 sierpnia 1977 roku w Warszawie. Został pochowany na wojskowych Powązkach. Po latach jego syn, jako jeden z nielicznych potomków czołowych komunistów, znalazł dość odwagi, by przyznać, że Roman „ojciec robił straszne rzeczy” i nie tłumaczy go nic, bo „jednak był zbrodniarzem”. Zaznaczył też, że ojca kochał, bo prywatnie był bardzo miłym człowiekiem. 

 

Źródła: 

Robert Mazurek, „Zambrowski: Byłem czerwonym królewiątkiem”, www.waidomosci.dziennik.pl 

Antoni Zambrowski, „Życiorys Romana Zambrowskiego”, www.a.zambrowski.prv.pl 

 
 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.