| Roman Zambrowski - latami budował a potem utrwalał komunizm w Polsce |
| Aldona Zaorska |
| piątek, 10 lutego 2012 08:30 |
|
Roman Zambrowski urodził się w Warszawie. Źródła historyczne (w tym encyklopedia) podają, że 15 lipca 1909 roku, jego syn Antoni, że było to 15 lipca 1907 roku. Według encyklopedii prawdziwe imię i nazwisko Romana Zambrowskiego brzmiało Rubin Nusbaum, jego syn informację tę nazywa „totalną bzdurą”, chociaż nawet on nie zaprzecza żydowskim korzeniom swego ojca i matki. Ojciec Romana Zambrowskiego – z zawodu księgowy – jeszcze przed wybuchem I wojny światowej wyemigrował do USA, gdzie poznał swą drugą żonę, przeprowadził rozwód i przestał interesować się rodziną pozostawioną w Polsce, która znalazła się w skrajnej nędzy autentycznie głodując. Podobno to zadecydowało o komunistycznych ciągotach młodego Romana Zambrowskiego. Jakby nie było, od 1928 roku Roman Zambrowski był już członkiem Komunistycznej Partii Polski. Już po dwóch latach w 1930 roku wszedł do Komitetu Centralnego Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej. W miedzyczasie zdał maturę i podjął pracę – najpierw jako pomoc murarza we Lwowie a potem jako robotnik w krakowskiej fabryce. Szybko został „funkiem” – etatowym funkcjonariuszem KPP. Ukończył Wyższą Szkołę Partyjną im. Lenina w Moskwie prowadzoną pod auspicjami Kominternu, czyli Komunistycznej Międzynarodówki. Dzięki odesłaniu go do „pracy” w Polsce, przetrwał bez szwanku stalinowskie czystki lat trzydziestych. Został zatrzymany dopiero w 1939 roku i na kilka miesięcy trafił do obozu internowania w Berezie Kartuskiej. Z więzienia „wyzwolili” go radziccy „towarzysze” po napaści na Polskę 17 września 1939 roku. Zambrowski pozostał na terenach okupowanych i podjął współpracę z okupantem zatrudniając się jako urzędnik w sowieckim magistracie w Baranowiczach. Jako „bezpartyjny komunista” kolaborował z okupantem aż do czerwca 1941 roku i napaści Niemiec na ZSRR. Wtedy opuścił Baranowicze i udał się „w głąb” Związku Sowieckiego śladem swojej rodziny.
Szczekaczka na szlaku bojowym Rodzinę odnalazł w kołchozie w obwodzie kujbyszewskim. Podjął pracę jako nauczyciel w szkole podstawowej. W maju 1943 roku zgłosił się na ochotnika do formowanej w Sielcach pod Riazaniem I dywizji im. Tadeusza Kościuszki. O razu zajął się pracą „wychowawczą”, tym razem „ucząc” żołnierzy. Na początek został zastępcą dowódcy batalionu saperów do spraw polityczno-wychowaczych, w 1944 roku był już szefem Zarządu Polityczno-Wychowawczego całej 1. Armii Wojska Polskiego, czyli pospolitą „szczekaczką”. Właśnie jako „szczekaczka” wjechał do Lublina razem z Edwardem Ochabem w lipcu 1944 roku. Na tym zakończył swój „szlak bojowy”. Z Ludowego Wojska Polskiego wyszedł jako pułkownik i pomaszerował prosto do PPR. Zanim rozwinął karierę partyjną zajął się gorliwie literatami, zostając niemal oficjalnym politrukiem reżimu (przez lata przypisywano mu „instruowanie” twórców). Był kierownikiem Wydziału Organizacyjnego Komitetu Centralnego PPR a potem także członkiem Komitetu Centralnego PPR i tę „odpowiedzialną” funkcję sprawował aż do 1948 roku. Przy okazji w latach 1944 – 1948 był też członkiem paru innych kluczowych komórek PPR. To właśnie jemu przypisywane jest autorstwo „Pierwszego rozkazu rewolucyjnego do walczących obywateli miasta”, czyli do mieszkańców ogarniętej Powstaniem Warszawy. W tym haniebnym gniocie, uchwalonym przez PPR 8 sierpnia 1944 roku i zrzucanych potem nad płonącą Warszawą, generał Bór-Komorowski był nazywany zdrajcą. Sam rozkaz nakazywał odmowę wykonywania poleceń dowódców AK, ich natychmiastowe aresztowanie i oddanie Armii Czerwonej a gdy nie będą chcieli się poddać – rozstrzelanie. Rozkaz obejmował też złożenie biało-czerwonych opasek z orłem i założenie czerwonych, powstałych przez „oderwanie części białej opaski”. Brednie te kończyły się „okrzykiem” – „Niech żyje marszałek Stalin!”.
Nawet jeśli Zambrowski rzeczywiście jest autorem tego paszkwilu, to i tak była to jedynie jego uboczna działalność. Pisząc ten „rozkaz” Zambrowski prawdopodobnie po prostu „literacko” ujmował polecenia „czynników wyższych”. O wiele bardziej aktywny okazał się, gdy zasiadł w Prezydium Krajowej Rady Narodowej, na czele której stał agent NKWD Bolesław Bierut.
Współtwórca aparatu represji Swoją karierę w aparacie represji przeciwko narodowi polskiemu zaczął od współuczestnictwa w zwalczaniu mikołajczykowskiego PSL oraz fałszowaniu referendum 1946 roku i wyborów do Parlamentu 1947 roku. W wyłonionym dzięki sfałszowanym wyborom Sejmie został wicemarszałkiem. Zanim do tego doszło Zambrowski zdążył wraz z towarzyszami 22 sierpnia 1944 roku na posiedzeniu Biura Politycznego PPR uchwalić zadania na jesień, w tym – przeprowadzenie we wrześniu „w każdym województwie przynajmniej po jednym publicznym procesie przeciwko reakcjonistom” oraz przygotowanie dekretu „w sprawie powołania nadzwyczajnego trybunału do walki z korupcją, spekulacją i bandytyzmem”. Jesienią 1944 roku. Roman Zambrowski osobiście zawiózł koncept tej komisji do Moskwy i uzyskał akceptację Berii albo nawet samego Stalina. Jego pomysł wszedł w życie w 1945 roku, kiedy został przewodniczącym owej Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym. Funkcję tę sprawował prawie przez 10 lat – aż do 1954 roku. Oficjalnie Komisja była powołana do zwalczania przestępczości gospodarczej, w rzeczywistości była kolejnym organem represji wobec prywatnej własności, zwłaszcza rzemiosła i handlu. Chociaż Komisja działała poza strukturami Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, metodami niewiele się od niego różniła. Miała prawo do orzekania grzywien, konfiskaty majątku, a nawet kierowania ludzi do obozów pracy! Co istotne – kierowana przez Zambrowskiego instytucja mogła wydawać wyroki zaocznie, bez wysłuchania oskarżonego! Wyroki wydawała nawet na podstawie anonimowych donosów. Osoby ukarane trafiały nie tylko do obozów, ale były też piętnowane w ówczesnych mediach, tym samym „rykoszetem dostawały” ich rodziny.
Ale to nie wszystko. W 1949 roku rozszerzono zainteresowania Komisji o sprawy dotyczące „działalności przeciwko władzy ludowej”, za jaką uważano m.in. posiadanie nieodpowiednich książek czy prowadzenie korespondencji z rodziną zamieszkałą w kraju kapitalistycznym. Do więzienia można było więc trafić nie tylko za prowadzenie sklepiku ale także za posiadanie listu od przyjaciela czy rodziny z USA. Nielegalne były nie tylko książki ale nawet bardzo popularna w czasie II wojny światowej przepowiednia na temat tak losów wojny jak i powojennych (może chodziło o jej trafność – wiele z jej proroctw się spełniło, chociaż przynajmniej części Zambrowski nie doczekał). W końcu, dzięki rozpasaniu Zambrowskiego od kwietnia 1950 roku represjom poddawano także osoby, które… spóźniły się do pracy. Wszystko za sprawą z dekretu Rady Ministrów z 19 kwietnia 1950 roku, mówiącego o zabezpieczaniu socjalistycznej dyscypliny pracy. Oczywiście Zambrowski nie wyrywał paznokci jak Różański i nie gasił papierosów na ciałach ludzi jak Światło ale za sprawą swojej komisji posyłał Polaków do więzień w stopniu niewiele mniejszym niż najbardziej zaangażowani ludzie bezpieki. Warto też pamiętać, że komunistyczne obozy pracy w istocie nie różniły się niczym od niemieckich obozów koncentracyjnych a od sowieckich łagrów tylko łagodniejszymi warunkami atmosferycznymi. Głód, praca ponad siły, tortury i upodlenie ze strony strażników były takie same.
Partyjna wierchuszka Jednocześnie wykonywał pilnie polecenia Moskwy. Na zlecenie Stalina to właśnie on latem 1947 roku pojechał do Pragi, Budapesztu i Jugosławii. Oficjalnym powodem wizyty były przygotowania do powołania Kominformu. Spotkał się z marszałkiem Josipem Brozem „Titem” – prezydentem komunistycznej Jugosławii. Czy rozmawiali o czymś jeszcze? Niewiadomo. Wiadomo za to, że należał do współpracowników Bolesława Bieruta i na jego zlecenie w czerwcu 1948 roku wziął udział w obaleniu sekretarza generalnego KC PPR Władysława Gomułki. Spisał się dobrze i w nagrodę na kongresie, który powołał do życia PZPR został członkiem Biura Politycznego PZPR. W nowej i jedynej partii od razu zaczął pełnić kierownicze stanowiska. Najpierw został wybrany na członka KC (był nim do 1964), w międzyczasie także na członka Biura Organizacyjnego KC (do 1954) i na członka Biura Politycznego KC (do 1963 roku). W latach 1948–1954 i 1956–1963 był nawet sekretarz KC PZPR. W ten sposób Zambrowski skupił w swoim ręku ogromną władzę. Doskonale wiedział, jak komuniści budują w Polsce władzę i ile istnień ludzkich to kosztuje. Stąd też „laurka” wystawiona mu przez radzieckiego ambasadora krótko po wojnie wydaje się ze wszech miar słuszna. Syn Zambrowskiego, Antoni podkreśla, że od momentu wstąpienia w szeregi PZPR kariera Zambrowskiego zaczęła podupadać a służby bezpieczeństwa go szykanować, ale nie wydaje się aby doznał szczególnie wielkiej krzywdy. Jego podwładni nadal węszyli po kraju poszukując nieprawomyślnych, chociaż tu bardziej pasowałoby słowo – „nielewomyślnych” lektur, sprawdzali prywatną korespondencję i to, czy Polacy nie spóźniają się czasem do pracy. Być może więc jeśli nawet można w jego przypadku mówić o załamaniu kariery, to był on wynikiem wewnętrznej walki pomiędzy komunistami na szczycie a nie zmiany jego przekonań. Zambrowski „prześliznął się” bez większych problemów przez okres „oczyszczania” po śmierci Stalina. Co więcej – ten sam człowiek, który na polecenie Bieruta zadbał o aresztowanie Gomułki, w roku 1956 spotkał się potajemnie z „towarzyszem Wiesławem” i zadbał o jego powrót do władzy.
Schyłek łagodny Podobno Zambrowski nie był zachwycony poczynaniami „towarzysza Wiesława” i nawet ostrzegał go, że kontynuowanie polityki uzależniania Polski od ZSRR oraz dalszego lekceważenia Polaków, doprowadzi w końcu do „konfrontacji” z narodem. Tak przynajmniej twierdzi jego syn – Antoni Zambrowski. W rzeczywistości Romanowi Zambrowskiemu nadal świetnie się powodziło – w latach 1954–1955 był przewodniczącym Komitetu Rady Państwa i Rady Ministrów ds. Podziału Administracyjnego Kraju, w latach 1955–1956 – ministrem kontroli państwowej. W latach 1963–1968 był wiceprezesem NIK. Cała rodzina mieszkała wygodnie najpierw na ul. Puławskiej a potem w Al. Szucha – w obu przypadkach w bezpośrednim sąsiedztwie ubeków, esbesków i całej komunistycznej wierchuszki. Rodzina zakupy robiła w ubeckich konsumach i w głodującym mieście całkiem dobrze się odżywiała. Pozycja Romana Zambrowskiego zapewniła dobry strat życiowy także jego dzieciom np. syn Antoni przyznał, że to dzięki jego pozycji dostał mieszkanie na ul. Świętokrzyskiej – coś o czym przeciętny mieszkaniec Warszawy mógł tylko pomarzyć. Załamanie kariery Zambrowskiego przyszło dopiero w latach sześćdziesiątych, kiedy popadł w konflikt z Gomułką. W 1968 roku na fali czystek w partii został usunięty z PZPR a SB rozpoczęło rozpowszechnianie na jego temat różnych nie do końca prawdziwych informacji. Odpowiedzialności za swoją działalność nie poniósł nigdy. Roman Zambrowski zmarł w Warszawie 19 sierpnia 1977 roku w Warszawie. Został pochowany na wojskowych Powązkach. Po latach jego syn, jako jeden z nielicznych potomków czołowych komunistów, znalazł dość odwagi, by przyznać, że Roman „ojciec robił straszne rzeczy” i nie tłumaczy go nic, bo „jednak był zbrodniarzem”. Zaznaczył też, że ojca kochał, bo prywatnie był bardzo miłym człowiekiem.
Źródła: Robert Mazurek, „Zambrowski: Byłem czerwonym królewiątkiem”, www.waidomosci.dziennik.pl Antoni Zambrowski, „Życiorys Romana Zambrowskiego”, www.a.zambrowski.prv.pl |
| Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu |
|
| HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW |
|
| Misja życia Antoniego Macierewicza |
|
| Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”? |
|
| Kiedy już głupcy przejrzą na oczy… |
|
| Czas łotrów i szubrawców |
|
| ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE |
| Pozostała nam tylko ulica |
| CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI |
|
| Kiedy przeproszą za rabina? |
Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? |
| Tusk to obciach |
Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca |
| BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP... |
|
| 21 730 samobójców pod rządami Tuska |
|
| Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę? |
|
| Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta |
|
| Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna |
|
| PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona |
|
| Posypała się narracja |
|
| CO DALEJ? |
|
| Boże, przybądź nam z pomocą |
|
| WYDARZENIA | POLITYKA | KRAJ | HISTORIA | WARSZAWSKA ALEJA | KULTURA | ZDROWIE I URODA |
| Warszawska Gazeta 2011 | REKLAMA | PRENUMERATA | KONTAKT | do góry
|