BIEŻĄCY NUMER:

Gazeta Warszawska

Bronek i Donek
PUBLICYŚCI:

 

Polecane strony:


„Nie mogłem inaczej żyć” – Łukasz Ciepliński „Pług”
(4 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)
Aldona Zaorska   
piątek, 09 marca 2012 14:02


„Kochana Wisiu, jeszcze żyję, chociaż są to prawdopodobnie już ostatnie dla mnie dni. Siedzę z oficerem gestapo. Oni otrzymują listy, a ja nie. A tak bardzo chciałbym otrzymać chociaż parę słów Twoją ręką napisanych (…). Bogu dziękuję za to, że mogę umierać za Jego wiarę świętą, za moją Ojczyznę i za to, że dał mi tak dobrą żonę i wielkie szczęście rodzinne”

Gryps napisany na bibułce od papierosów przez Łukasza Cieplińskiego do żony Jadwigi w celi śmierci mokotowskiego więzienia 28 stycznia 1951 roku

 

 

 

Żołnierz „od zawsze”

Łukasz Ciepliński urodził się 26 listopada 1913 roku w Kwilczu, w Wielkopolsce jako syn Franciszka Cieplińskiego i Marii z domu Kaczmarek. Jego rodzice byli właścicielami piekarni i sklepu kolonialnego. Mieli ośmioro dzieci. Łukasz w 1929 roku wstąpił do Korpusu Kadetów w Rawiczu. W latach 1934-1935 kontynuował naukę jako słuchacz Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie pod Ostrowią Mazowiecką, którą ukończył w stopniu podporucznika. Pozostał w Wojsku Polskim, od 1936 służąc w 62 Pułku Piechoty w Bydgoszczy. Jako dowódca kompanii przeciwpancernej w tym Pułku uczestniczył w wojnie obronnej 1939 roku. Walczył w bitwie nad Bzurą i w Puszczy Kampinoskiej podczas przebijania się do oblężonej Warszawy. W szczególny sposób wyróżnił się w walkach pod Witkowicami, gdzie z działka przeciwpancernego zniszczył 6 niemieckich czołgów, za co został odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy przez gen. Tadeusza Kutrzebę oraz awansowany do stopnia porucznika. Z resztkami swojego pułku przedarł się do stolicy i brał udział w jej obronie. Po kapitulacji Warszawy udało się mu przedostać na Węgry do polskiej placówki wojskowej. Po przeszkoleniu usiłował powrócić do Polski, ale na granicy został aresztowany przez policję ukraińską, która przekazała go, na szczęście nie NKWD, ale Niemcom. Został osadzony w więzieniu w Sanoku. W maju 1940 zdołał uciec i przedostać się do Rzeszowa. 

 

W podziemiu 

Po przybyciu do Rzeszowa natychmiast zaangażował się w działalność konspiracyjną – został mianowany komendantem Podokręgu Rzeszowskiego Organizacji Orła Białego. Po scaleniu tej organizacji ze Związkiem Walki Zbrojnej (przekształconym później w Armię Krajową), objął funkcję komendanta Obwodu Rzeszów. W tym czasie otrzymał awans do stopnia kapitana. Od 1941 roku o lutego 1945 roku stał na czele Inspektoratu Rejonowego Podokręg Rzeszów AK. W tych latach brał udział w wielu akcjach bojowych na obszarze powiatów Rzeszów, Dębica, Kolbuszowa. Jego zasługą było znakomite zorganizowanie struktur wywiadu i kontrwywiadu, dzięki czemu zlikwidowano ok. 300 konfidentów Gestapo i kolaborantów. To jego podkomendni wiosną 1944 przechwycili części pocisków V-1 i V-2 a także wykryli tajną kwaterę Adolfa Hitlera „Anlage Süd” pod wsiami Wiśniowa i Stępina niedaleko Strzyżowa (znajdowały się tam ogromne tunele kolejowe dla sztabowych pociągów Hitlera, nocy z 27 na 28 sierpnia 1941 roku przebywał tam Hitler i Mussolini, którzy rozmawiali o rozwinięciu natarcia Niemiec na ZSRR). Nic więc dziwnego, że wobec tak znamienitych zasług awansował do stopnia majora. W maju 1944 przeprowadził akcję „Kośba” – likwidację funkcjonariuszy hitlerowskich na swoim terenie, a nieco później w ramach akcji „Burza” to jego oddziały zorganizowane w 39 Pułk Piechoty Strzelców Lwowskich AK, 2 sierpnia 1944 roku brały udział w wyzwalaniu Rzeszowa. Niestety żołnierze Cieplińskiego wyzwalali Rzeszów nie dla Polaków, ale dla Armii Czerwonej, a komendę nad miastem powierzono oczywiście radzieckiemu oficerowi. Jednym z pierwszych jego rozkazów było polecenie złożenia broni przez AK. Ciepliński był zbyt dobrym żołnierzem, by nie zdawać sobie sprawy, co oznacza ujawnienie się „wyzwolicielom” ze Wschodu i dlatego zdecydował o zejściu w konspirację. Był przeciwnikiem wstępowaniu żołnierzy AK do Ludowego Wojska Polskiego, do czego partyzanci byli „zachęcani”, niejednokrotnie pod lufami karabinów, dlatego też wydał rozkaz o bojkocie mobilizacji, ogłoszonej przez Armię Berlinga. Bardzo szybko okazało się, że miał rację, a dla żołnierzy AK „wyzwoliciele” z Armii Czerwonej byli równie niebezpieczni jak gestapo. Niemal od razu po wkroczeniu do Rzeszowa, NKWD rozpoczęło pierwsze aresztowania. Ciepliński – w konspiracji – „Pług” usiłował pomóc kolegom, m.in. podejmując w nocy z 7 na 8 października 1944 roku próbę odbicia 400 akowców więzionych przez NKWD na Zamku Rzeszowskim. Akcja nie powiodła się, ale dla NKWD i jego pomagierów z UB, „Pług” od razu stał się śmiertelnym wrogiem. 

 

Przeciwko nowym okupantom 

W styczniu 1945 roku „Pług” został przeniesiony do sztabu Okręgu Krakowskiego AK. Tam współorganizował organizację NIE (kadrową organizację wojskową, której zadaniem było kontynuowanie walki o niepodległość Polski, po wkroczeniu do niej Armii Czerwonej), zostając w lutym tego roku szefem sztabu Okręgu najpierw w NIE, a następnie w Delegaturze Sił Zbrojnych. 1 marca 1945 roku przekazał utrzymywaną od 1941 roku komendę nad Inspektoratem Rejonowym ZWZ-AK Rzeszów swemu zastępcy – Adamowi Lazarowiczowi a sam związał się z organizacją Wolność i Niezawisłość (WiN). WiN pomimo, że wywodził się bezpośrednio z AK, nie miał na celu walki stricte wojskowej i nie był organizacją militarną. Mimo to dla komunistów był śmiertelnym wrogiem, przedstawianym jako banda napadająca na funkcjonariuszy bezpieczeństwa oraz działaczy partyjnych. WiN był zaciekle zwalczany i wciąż dotykały go nowe aresztowania. W styczniu 1947 roku po dwóch miesiącach działalności aresztowany został III Zarząd WiN. Na czele organizacji stanął wówczas „Pług”. Ciepliński przeniósł siedzibę WiNu z Krakowa do Zabrza, gdzie również zamieszkał z żoną Jadwigą. W tym samym roku na świat przyszedł jego jedyny syn – Andrzej. Pług oparł działalność WiNu o starych, zaufanych współpracowników jeszcze z czasów „akowskich”. Jego zastępcą ponownie został Lazarowicz. Tak, jak wcześniej, tak i stojąc na czele WiNu Ciepliński działał bardzo efektywnie. Odnosił sukcesy dzięki swej stanowczości, punktualności, systematyczności. Wymagał wiele i od siebie i od innych jednocześnie pozostając uprzejmym, ciepłym i miłym człowiekiem. Był to okres dla Polski szczególnie ciężki – narastał terror NKWD a wobec bezczelnie sfałszowanego referendum, szanse na odzyskanie niepodległości, czy chociażby „dojście do porozumienia” z komunistami były żadne. Zarząd WiN rozjuszył UB otwartym listem wystosowanym do działaczy PPS, która w tym momencie zaczęła być właśnie likwidowana. List ten, mówiący m.in. o przepaści pomiędzy działaczami PPS a komunistami wywołał falę zajadłych ataków ze strony PPR i nasilił działania UB. Wobec zaciskającej się pętli Zarząd WiNu postanowił zawiesić działalność organizacji, pozostawiając ją jednocześnie w nienaruszonej formie. Było jednak już za późno – ubecy docierali właśnie do gremiów kierowniczych Zrzeszenia, w tym do samego „Pługa”. Pomiędzy 27 listopada a 2 grudnia 1947 roku zostali aresztowani prawie wszyscy członkowie Zarządu WiN. 

 

W kałuży krwi 

Podpułkownik Łukasz Ciepliński „Pług” został aresztowany 28 listopada 1947 roku. Jego syn nie miał nawet roku, a Pług już nigdy miał go nie zobaczyć. Natychmiast został przewieziony do Warszawy i osadzony w mokotowskim więzieniu, gdzie ubecy próbowali przekonać go dobrej woli i „dżentelmeńskim układzie”, w ramach którego za obietnicę rezygnacji z represji wobec działaczy WiN, ujawnił część informacji związanych z działalnością Zrzeszenia. Szybko zorientował się, że nie ma żadnej „dżentelmeńskiej umowy” ani „tajnej amnestii” dla jego podkomendnych. Wycofał się ze współpracy i odmówił dalszych zeznań. Wtedy też zaczęło się trzyletnie, niezwykle okrutne śledztwo, prowadzone bezpośrednio pod nadzorem NKWD. Przez trzy lata „Pług” był straszliwie torturowany. Wielokrotnie na przesłuchanie wnoszono go na kocu, gdyż miał połamane ręce i nogi a z przesłuchań wynoszono go nieprzytomnego. Na skutek pobicia ogłuchł na jedno ucho. O śledztwie tak mówił w czasie rozprawy: „W czasie śledztwa leżałem skatowany w kałuży własnej krwi. Mój stan psychiczny był w tych warunkach taki, że nie mogłem sobie zdawać sprawy z tego, co pisał oficer śledczy”. W podobny sposób traktowano jego współpracowników – jego zastępcy – mjr. Adamowi Lazarowiczowi ubecy wybili zęby, kpt. Franciszek Błażej szef Działu Propagandy miał ciągle ropiejące rany na nogach, a kpt. Józef Rzepkę, szefa Działu Politycznego nieustanne bicie doprowadziło do obłędu. W końcu, 5 października 1950 roku przed warszawskim sądem rejonowym rozpoczął się proces. Na ławie oskarżonych zasiedli: Łukasz Ciepliński, Adam Lazarowicz, Mieczysław Kawalec, Ludwik Kubik, Józef Rzepka, Franciszek Błażej, Józef Batory, Karol Chmiel, Joanna Czarnecka i Zofia Michałowska. Zarzucano im m.in. współpracę hitlerowcami podczas okupacji i działania przeciw władzy. Ich los był przesądzony jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy. Oskarżonym przerywano wypowiedzi, stosowano przemoc psychiczną. Na nic zdały się wyjaśnienia Cieplińskiego, że zarzuty mają fałszywy charakter, że nie zna treści protokołów przesłuchań, że podpisywał je pod przemocą, że nie pamięta, co mówił ponieważ często był nieprzytomny. Jak zwykle procesowi towarzyszyła propaganda medialna – „Trybuna Ludu” pisała o podsądnych jako o „zwykłej szajce szpiegów i morderców” a wybrane fragmenty procesu transmitowano przez radio i szczekaczki uliczne. 14 października 1950 roku sąd wydał wyrok. Łukasz Ciepliński i sześciu jego współpracowników zostało skazanych na karę śmierci. W uzasadnieniu wyroku „sędzia” płk Warecki napisał m.in – „Wyrok ten, przeto powinien stanowić przestrogę dla każdego, kto ośmieliłby się podnieść rękę na Władzę Ludową w Polsce i zdobycze mas pracujących”. Obrońcy wnieśli apelację, ale Najwyższy Sąd Wojskowy w Warszawie 16 grudnia 1950 r. podtrzymał wyroki. Prezydent Bolesław Bierut jak zwykle odmówił skazanym prawa łaski.

 

Grypsy 

Przez cały ten czas Ciepliński nie miał widzeń z żoną. Ani przed procesem, ani gdy oczekiwał na karę śmierci. Ubecy poza biciem, stosowali wobec niego także inne metody upokorzeń, m.in. przez trzy lata musiał nosić to samo ubranie. Poprosił więc o igłę i nici, by je naprawić. Ze szmatki sporządził chusteczkę i w jej brzegi zaszył pełne miłości grypsy, które pisał na bibułkach od papierosów do żony i syna. 

Do żony: „Wisiu, siedzę w celi śmierci. Śmierci nie boję się zupełnie. Żal mi tylko Was, sieroty moje najdroższe (…). Wiem, że myślą, sercem i modlitwą jesteś stale przy mnie. ODCZUWAM TO. Widzę wówczas Twoją zbolałą buzię na procesie. Ty znasz mnie najlepiej, dlatego musiałaś boleć słysząc te kłamliwe, prowokacyjne i krzywdzące mnie zarzuty. Bądź Wisiu dzielna. Przejdź nad cierpieniem z godnością i spokojem i wiarą w sprawiedliwość Bożą. Tylko nam ona została. Cel Twój i zadanie to Andrzejek i wierzę, że go wychowasz na człowieka, na Polaka i na katolika, że przekażesz mu swoje wartości duchowe i silnie zwiążesz ze mną i ideą, dla której żyłem”. Do syna, Andrzeja: Widzisz Synku – z Mamusią modliliśmy się zawsze, byś wyrósł ku chwale idei Chrystusowej, na pożytek Ojczyźnie i nam na pociechę. Chciałem służyć Tobie swoim doświadczeniem. Niestety to może moje ostatnie do Ciebie słowa. W tych dniach mam zostać zamordowany przez komunistów za realizowanie ideałów, które Tobie w testamencie przekazuję. O moim życiu powie Tobie Mamusia, która zna mnie najlepiej. W tej ciężkiej dla mnie godzinie życia świadomość, że ofiara moja nie pójdzie na marne, że niespełnione sny i marzenia nie zamknie nieznana mogiła, ale że będziesz je realizował Ty, jest dla mnie wielkim szczęściem. Będę umierał w wierze, że nie zawiedziesz nadziei w Tobie pokładanych. Do serca Cię tulę i błogosławię. Bóg z Tobą”. Były jeszcze inne – równie wzruszające. Z celi śmierci mokotowskiego więzienia grypsy te wyniósł współwięzień Cieplińskiego – Ludwik Kubik, któremu karę śmierci zamieniono na dożywotnie odosobnienie. 

W 1957 roku został zwolniony i dzięki temu część osobistych notatek Cieplińskiego się zachowała. 

 

Z medalikiem w ustach 

Kiedy 1 marca 1951 roku pułkownik Łukasz Ciepliński był wyprowadzany na rozstrzelanie szepnął jednemu ze współwięźniów: „Jeśli przeżyjesz, odnajdź moją rodzinę i przekaż Andrzejkowi, że ojciec przed śmiercią ukrył w ustach srebrny medalik z Matką Boską Ostrobramską. Postanowił, że gdy padnie strzał, ściśnie zębami medalik tak mocno, by nie wypadł. I gdy kiedyś, już w wolnej i sprawiedliwej Polsce syn szukać będzie szczątków swego ojca, to te z medalikiem wskażą mu właściwy grób”. Potwierdza to inna relacja więźniów, którzy wspominają, że na więziennym dziedzińcu w drodze na śmierć idący na czele 7 więźniów Ciepliński w pewnej chwili przyklęknął i wyjął coś z buta, po czym włożył to do ust. „Pług” został rozstrzelany o godzinie dwudziestej, w piwnicy jednego z budynków gospodarczych więzienia na Mokotowie. Zamordowano go ulubiona metodą NKWD – strzałem w tył głowy. Jak się spodziewał, ciała nie oddano rodzinie. Do dziś nie wiadomo, gdzie zostało ono pogrzebane. Żona i syn Cieplińskiego przez lata żyli w skrajnej nędzy – nawet przyjaciele ojca, którym powierzał opiekę nad nimi bali się kontaktów z rodziną „zdrajcy”. Dopiero po 1981 roku znalazły się organizacje, które pomogły samotnej wdowie. Wyrok wydany przez „sędziego” Wareckiego został uchylony dopiero w 1992 roku. 3 maja 2007 roku prezydent Lech Kaczyński pośmiertnie odznaczył Łukasza Cieplińskiego Orderem Orła Białego. 

 

Źródła: 

„Łukasz Ciepliński”, www.viedofakt.com 

www.IPN.gov

www.klubcieplinskiego.pl 

Elżbieta Jakimek-Zapart, „Świadectwo i testament Polski Walczącej”, www.zwpsw.sfora.pl 

Elżbieta Jakimek-Zapart, „Grypsy Łukasza Cieplińskiego z celi śmierci”, www.naszdziennik.pl 

 
Sapienti sat, czyli: mądrej głowie dość dwie słowie

Usłużne bałwochwalstwo dzisiejszych władców III RP, ich głupota i niewierność wobec prawa Bożego, mimo deklarowanej i praktykowanej świętokradzko wiary, może prowadzić do kolejnego, piątego już rozbioru Polski, bo ryba psuje się od głowy, zwłaszcza, gdy taką głowę wybiera. Ostatnio popisała się swoją głupotą prezydent Warszawy, karząc za dobro i nagradzając za zło w sprawach w prof. Bogdana Chazana i sodomskiej tęczy.

 
Zjednoczenie prawicy. Idzie ku lepszemu?

W minioną sobotę (tj. 19 lipca br.) w ramach zgromadzenia obywatelskiego „Czas na zmiany” i ku wielkiemu zaskoczeniu opinii publicznej Prawo i Sprawiedliwość podpisało polityczne porozumienie z Solidarną Polską i Polską Razem. Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin złożyli podpisy na dokumencie, którego celem jest trwałe zjednoczenie polskiej prawicy. Czy takie zjednoczenie jest w ogóle możliwe? 

 
Kościół jako znak sprzeciwu

Chrystus zmartwychwstały ukazuje się uczniom i przyjaciołom, nie ukazuje się tym, którzy skazali Go na śmierć i ukrzyżowanie. Jednak i oni – wrogowie prawdy, są powiadomieni o tym, czego doświadczyli żołnierze strzegący grobu. Nie idą do grobu, nie chcą dowiedzieć się, co naprawdę się wydarzyło, ale od razu sięgają po argument kłamstwa i korupcji: „dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: „rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszyli w nocy i wykradli Go gdyśmy spali. 

 
Za krzywdę tych biednych dzieci NIECH WAS PIEKŁO POCHŁONIE!

Jesteście od tego, żeby służyć chorym dzieciom, żeby zapewnić im lekarstwa, rehabilitację, opiekę medyczną i wszelką pomoc! To jest wasz – polityczne kundle – psi obowiązek. Każdy z was to przysięgał na początku kadencji Sejmu. Większość do tej przysięgi dodała Boga. 

Wiedzcie, że On patrzy z góry i prędzej czy później nadejdzie i dla was Dzień Sądu Ostatecznego. A do Najwyższego Sędziego nie dodzwoni się żaden wasz kumpel, żeby ustalić wynik rozprawy. Niech piekło was wszystkich pochłonie!

 
Polacy o rządzie w  Kijowie z twarzą Bandery

 

Już dawno głos z Nowogrodzkiej nie rozminął się tak znacząco z opiniami własnej bazy członków i sympatyków. Cena za wybór linii Sakiewicza i PiS-owskich salonowych socjologów z dawnej Unii Wolności, a nie ks. Isakowicza-Zaleskiego może okazać się dla Jarosława Kaczyńskiego i jego planów wzięcia odpowiedzialności za Polskę w 2015 r. bardzo wysoka. A czasu na ewentualną korektę ukraińskiego (probanderowskiego) błędu pozostało bardzo niewiele.

 
Mają nas za bydło i idiotów?

Odnoszę wrażenie, że żyjemy w jakiejś rzeczywistości podstawionej lub jesteśmy widzami jakiegoś tasiemcowego politycznego serialu, w którym każdy aktor za odpowiednią gażę w jednym odcinku może zagrać bohaterskiego policjanta, a już nazajutrz wcielić się w tropionego przez stróżów prawa złodzieja.

 
Słuchaj Jezu, jak Cię błaga lud

Jeżeli człowiek chce stwarzać siebie sam (wg ideologii gender), produkować ludzi sam (metodą in vitro), uszczęśliwiać siebie i niektórych po swojemu (na drodze posiadania, przyjemności, znaczenia), idzie drogą do nikąd, niszczy wspólnotę z Bogiem i z ludźmi, nawiązuje wspólnictwo z demonami, bo diabeł pierwszy powiedział: „non serviam – nie będę służyć”.

 
Czas na polski Majdan?

 

Ukraina pokazała, co należy zrobić z władzą która nie słucha Narodu

Ostatnie wydarzenia na Ukrainie powinny pokazać naszym władzom, co może się stać, jeśli Tusk nadal będzie niszczył polskie rodziny, wprowadzał chore lewackie ideologie, jeśli jeszcze raz wyśle uzbrojoną w broń policję i prowokatorów na uczestników kolejnego patriotycznego Marszu Niepodległości. Ukraińcy pokazali, że gdy zostanie ranna albo zginie chociaż jedna osoba – Narodu nikt i nic nie powstrzyma.

 
Odwagi, Polsko walcząca!

 

W Ewangelii niedzielnej 9 lutego (Mt 5, 13-18) Jezus porównuje swoich uczniów do soli i do światła. Sól daje smak i trwałość pożywieniu, światło wydobywa z ciemności kształty i kolory, pozwala dostrzec drogę i odległość, daje właściwą orientację, jak ominąć przeszkody.