| Z końcem roku rzucam Monikę Olejnik |
| Rekontra |
| czwartek, 23 grudnia 2010 11:07 |
|
Po stokroć zalecam wstrzemięźliwość i życzę jej Czytelnikom w nadchodzącym roku. Ograniczyć obcowanie z każdym mainstreamem. Jestem świeżo po lekturze „Kordiana” Juliusza Słowackiego. Oto bezpośrednia i jedyna korzyść z dwukrotnego obejrzenia Drugiego Śniadania Mistrzów, w którym to programie mistrz Olbrychski wypowiedział swoje słynne już zdanie o rozterkach Jaruzelskiego wprowadzającego stan wojenny: „„no no, ale to jest no tak jak można mówić, Prezes, prawda, w Kordianie Słowackiego”. Stwierdzam kategorycznie. Olbrychski poznał „Kordiana” z niechlujnej inscenizacji albo też, zaimprowizował sobie od rzeczy. Jednym tchem dodaję: miał i ma do tego prawo. Ale z drugiej strony, czy śniadanie to teleturniej? Czy nie można zachować się wstrzemięźliwie i powiedzieć: nie wiem, mam zbyt małą wiedzę na ten temat, a osobista sympatia do Jaruzelskiego mąci mój osąd? Zastanawiającym natomiast jest, że pozostali mistrzowie, młodzieżowi aktorzy Wojciech Pszoniak oraz Andrzej Grabowski, którzy zapewne nie jeden raz mieli do czynienia z „Kordianem” nie zmarszczyli brwi, nie zadumali, nie wyrazili odmiennego zdania, nie zająknęli się nawet półsłowem. Nie powiedzieli: Litości Danielu, nie osłabiaj nas. Dwójka dziennikarzy, też nieobecna rozumem, w tym Marcin Meller – kształcony historyk.
Olbrychski ma trochę racji mówiąc: „można grać Prezesa jako rzecz negatywną, ale można grać Prezesa jako postać …”, ale co ma piernik do wiatraka? Kilkadziesiąt lat temu już w liceum uczono logiki, zresztą z doskonałego podręcznika Kazimierza Ajdukiewicza. Dzisiaj logiki – zresztą jak wielu innych rzeczy też – się nie uczy, dzisiaj się przygotowuje do zdania egzaminu z logiki i to dopiero na studiach. Dzisiaj uczniowie i studenci przygotowują się do zaliczeń i egzaminów, na naukę zwyczajnie nie mają już czasu.
I weźmy „dylemat”. Dwa zdania warunkowe i przesłanka w postaci alternatywy. Alternatywa: dziennikarz mówi to, z czym się zgadza, albo to, z czym się nie zgadza. Albo też: omija prawdę świadomie lub czyni to nieświadomie. Przesłanki w formie implikacji – jeżeli mówi …. Rzucam Monikę Olejnik – z końcem roku. W ogóle, jeżeli chodzi o jej osobę, to zalecam maksymalną wstrzemięźliwość. Rzucić okiem na buty, a drugie spojrzenie – czy się uśmiecha czy też mimowolny grymas zniekształcił jej uśmiech. Olejnik śniadającej w niedzielę nie słucham od ponad pół roku, a teraz definitywnie rzucam jej „kropką nad i”. Dlaczego? Oprócz notorycznych (wkurzających) objawów stronniczości, stanu chronicznego – braku „kropek”, dochodzi przyczyna zasadnicza – nie zadaje narzucających się pytań. Ile można czekać? W grudniu widziałem ją zaledwie kilka razy. I natknąłem się na nią w ostatnie kolejne dwa dni – wkładała do głów widzów narrację katastrofy smoleńskiej. Przedwczoraj gościła (gościła – właściwe słowo) szefa komisji wypadków lotniczych Edmunda Klicha, a wczoraj nader uprzejmie rozmawiała z pułkownikiem Piotrem Łukaszewiczem. Zasłuchana Olejnik wchłaniała wszystko jak leci. Klich przyznał, że w raporcie nie ma prawie mowy o odpowiedzialności strony rosyjskiej – a przecież już wszyscy wiedzą, że samolot rządowy był „na kursie i na ścieżce”. Redaktor Olejnik wypadła bardzo blado. Dzisiaj przeczytałem o zdumiewających słowach Klicha, że nie zajmuje się wyjaśnianiem katastrofy, a jest tylko akredytowanym przy MAK. Narzucające się pytanie: to, co robił przez minione osiem miesięcy pułkownik Klich? Co z jego medialną aktywnością: pytanie – „ilu pan udzielił wywiadów od kwietnia do końca roku” – z dokładnością do dziesięciu? Aż się prosiło poinformować widzów ile razy ekspert Klich gościł w studiu „kropki nad i”. Chciałoby się zapytać eksperta, ile sprzecznych ze sobą tez wygłosił przez te prawie dziewięć miesięcy? W kwietniu obowiązywała jego teza A, w maju tezy B oraz C, w sierpniu wygłaszał tezę K oraz zaprzeczał swojej tezie majowej B, a w lipcu nie C i kategoryczne D, a w grudniu … informuje, że nie zajmuję się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy. Jaką dodatkową wiedzą dysponuje pułkownik Łukaszewicz obciążający winą pilotów? To jest ten dyżurny ekspert „kropki nad i” który podczas październikowej wizyty u Olejnik twierdził, ze „kabina zamieniła się w salę konferencyjną”. A co ze stenogramami? A gdzie podziali się słynni lądujący „debeściacy” – słowa ponoć wydobyte z taśmy. Dlaczego Olejnik w czasie rozmowy posługiwała się drugorzędnymi informacjami – a nie pytała o sprawy zasadnicze? Czy Łukaszewicz rozwija swoje teorie w oparciu o wiedzę z dopiero co wydanych książek? Przez dłuższy czas śledziłem bardzo uważnie to, co się mówi i co się dzieje. Czytałem prawie wszystko, a na swoim blogu dokonałem kilkudziesięciu wpisów, lecz od kilku miesięcy tylko czekam. Czekam na fakty, czekam na odczyty urządzeń pokładowych, czekam chociażby na drugą „krakowską „wersję stenogramu. Czy ktoś pamięta, że w lipcu informowano o odczytaniu kilkunastu nowych słów? W sierpniu media donosiły, że zapis rozmów z kokpitu Tu-154 jest niemal gotowy. Oficjalnie (usta prokuratorów są jak najbardziej oficjalne) informowano opinię publiczną, że prace ukończone zostaną na „przestrzeni września i października”. Październik miał być pewniejszą datą – mówił Andrzej Seremet. I co? Eksperci z krakowskiego Instytutu mieli wydać opinię, czy taśma, którą badają nie była montowana. Mamy koniec grudnia. Chciałbym wiedzieć, czy stwierdzono – a rozważam czysto hipotetycznie – że w dwudziestej minucie nagrania taśma nie zacięła się na kilka sekund? Największa tragedia od czasu wojny, tragedia narodowa, a społeczeństwo odcięte jest od informacji. Tymczasem, w eter poszły nie tylko słowa o „debeściakach” i „oczywistej” presji. Media przez dłuższy wnikliwie rozkładały na czynniki słowa: „Jak nie wyląduję (wylądujemy), to mnie zabiją (zabije)”, a według Wyborczej słowa dowódcy tupolewa brzmiały: „Jeśli nie wyląduję, będę miał przechlapane (przewalone)”. I co? Nawet nie wiemy, w której minucie takie słowa padły i czy w ogóle zostały zarejestrowane. Za to już wiemy, że prezydent się na samolot nie spóźnił. Współorganizujący lot Tomasz Szczegielniak z Kancelarii Prezydenta powiedział, że nie było opóźnienia w wylocie rządowego samolotu Tu-154. Logiczny wniosek? Upadają wszystkie konstrukcje (w Wyborczej były to wielopiętrowe konstrukcje) oparte na przesłance – pośpiech i spóźnienie. Już w kwietniu spekulowano i insynuowano, dlaczego samolot wyleciał opóźniony. A w październiku Jarosław Kurski w tekście „Trzynaście kostek domina” pisał „Ustawiamy jedne za drugą – trzynaście kostek domina, które przewracają się jedna na drugą”. Jeżeli wyjmiemy pośpiech i spóźnienie, to co się stanie z kostkami Kurskiego? A więc moje życzenia noworoczne na rok 2011. Zachować wstrzemięźliwość. Pamiętać o „faktach prasowych”, o zmyśleniach podawanych, jako cytaty, oraz o poprawnym logicznym wnioskowaniu. Pranie mózgu to trzy „d”. Debilitation, czyli ogłupienie – poprzez izolowanie od rzeczywistości, podsuwanie rzeczywistości medialnej i przede wszystkim od informacji. Drugie „d” to dread – utrzymanie w strachu i poczuciu beznadziei i trzecie „d” to depedency – poczucie uzależnienia, co ma skutkować uległością i posłuszeństwem. Medialne pranie mózgu – czyli medialna narracja. Antidotum?
Wstrzemięźliwość. |
| Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu |
|
| HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW |
|
| Misja życia Antoniego Macierewicza |
|
| Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”? |
|
| Kiedy już głupcy przejrzą na oczy… |
|
| Czas łotrów i szubrawców |
|
| ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE |
| Pozostała nam tylko ulica |
| CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI |
|
| Kiedy przeproszą za rabina? |
Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? |
| Tusk to obciach |
Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca |
| BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP... |
|
| 21 730 samobójców pod rządami Tuska |
|
| Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę? |
|
| Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta |
|
| Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna |
|
| PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona |
|
| Posypała się narracja |
|
| CO DALEJ? |
|
| Boże, przybądź nam z pomocą |
|
| WYDARZENIA | POLITYKA | KRAJ | HISTORIA | WARSZAWSKA ALEJA | KULTURA | ZDROWIE I URODA |
| Warszawska Gazeta 2011 | REKLAMA | PRENUMERATA | KONTAKT | do góry
|