|
Za wysokim, czterometrowym murem, w dzielnicy Hohenschonhausen, we wschodnim Berlinie, schowany do dzisiaj pozostaje kompleks paru solidnych, więziennych budynków. Ich pochodzenie, to historia
44 letniej sowieckiej okupacji i komunistycznych represji w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Główny gmach można zwiedzać tylko w grupach, a przewodnikami są byli więźniowie. Rocznie odwiedza go około 200 tysięcy osób, z czego połowa to studenci...
{jcomments on}
Po zakończeniu II wojny światowej, na terenie obecnego muzeum, funkcjonował sowiecki obóz internowania, który z czasem przekształcono w wiezienie. Na początku lat pięćdziesiątych, pieczę
nad nim objęła policja polityczna Stasi i do końca istnienia NRD, w 1990 r., aresztu używano jako miejsca odosobnienia należącego do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Urzędnicy berlińskiego wiezienia Hohenschonhause nadzorowali 17 pozostałych ośrodków tego typu na terenie całego kraju.
Od początku swego funkcjonowania, czyli od 18 kwietnia
1945 roku obóz miał służyć, jako więzienie dla wszystkich „elementów wywrotowych” i innych przeciwników politycznych, takich jak członków NSDAP, szpiegów i terrorystów. Już pod koniec kwietnia 1945 roku zaczęto tu zwozić setki młodych ludzi oskarżonych o członkostwo w nazistowskiej, podziemnej organizacji „Wilkołak”, czyli partyzantki, mającej walczyć z aliantami.
Sowieckie dane o liczebności członków „Wilkołaka” były bardzo przesadzone.
Wielu z zatrzymanych miało niewiele wspólnego z nazistami. Większość stanowili tu Polacy, Rosjanie i niemieccy cywile w podeszłym wieku. Aresztowani przez lata siedzieli w obozie bez procesów i wyroków. Byli wśród nich także lekarze, dziennikarze, pracownicy banków, artyści i aktorzy, z których najbardziej znany, Heinrich George, jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy otrzymał zakaz wykonywania zawodu
za swoje komunistyczne sympatie. Naraził się jednak sowieckiej władzy, gdyż w latach trzydziestych, zagrał w kilku propagandowych filmach hitlerowskich. George zmarł z głodu w Hohenschonhause 1946 roku. Dopiero po roku 1990 odkryto jego szczątki zakopane na terenie wiezienia.
Pierwsze ofiary obozu zaczeto grzebać już w lipcu
1945 roku, w okolicznych lejach po bombach.
Trupy chowane były tak plytko, że niekiedy silny deszcz odkrywał ich ciala.
Skargi okolicznych mieszkanców do ówczesnego komendanta obozu – kapitana Tumaszczenki, spowodowaly ekshumacje i ponowne pochowanie 250 ciał.
Pod koniec lat czterdziestych Rosjanie chcąc powiększyć wiezienie nakazali aresztowanym rozbudowę podziemnego bunkra, byłej kantyny, zwanej U-botem.
Do 1951 roku więźniowie nie otrzymywali mydła ani papieru toaletowego. W małej celi mieli do swojej dyspozycji jedynie drewnianą pryczę i kubeł zamiast toalety.
W marcu 1951 roku, więzienie Hohenschonhause, przeszło pod jurysdykcje Stasi.
Po nieudanym powstaniu
z 17 czerwca 1953 roku znaleźli się w nim jego przywódcy,
a 13 tysięcy osób., biorących udział w manifestacjach trafiło do 17-nastu innych więzień na terenie całego NRD.
Zdarzało się, ze zatrzymywano tu także obywateli RFN jak na przykład porwanego w 1952 roku z Berlina Zachodniego, adwokata Waltera Linse, którego stracono rok później w Moskwie.
Byli tu też Świadkowie Jechowy, były minister partii CDU Georg Dertinger, niemiecki reformator komunizmu i szef Aufbau – NRD-owskiego wydawnictwa, Walter Janka.
Pod koniec lat pięćdziesiątych, do Hohenschonhause, dobudowano jeszcze pawilon na 200 cel wraz z salami przesłuchań.
W wiezieniu często siedzieli oficerowie rosyjscy i członkowie partii komunistycznej,którzy popadli w niełaskę. Przesłuchania zwykle prowadzono w nocy, zmuszając aresztowanych do stania. Dla wymuszenia zeznań, bardziej opornych, zamykano w specjalnych celach wypełnionych zimna wodą, która sięgała aż do szyi skazańca .
Oprócz normalnych cel były tu wąskie karcery, o wymiarach metr na metr, pozwalające tylko na stanie. Inne, z niskim sufitem, zmuszały więźniów do siedzenia lub kucania, były wreszcie cele z podwyższonym progiem które trzymały przez cały czas wodę sięgającą do kostek aresztowanego.
Cele tortur nie posiadały żadnych sprzętów. Często zatrzymani siedzieli w nich nago, bez ogrzewania ze związanymi od tylu rękoma.
Były więzień, Karl Heine Reuter przyznał, że zmuszano go do budowania cel tortur, w których mocował kajdany do sufitu i ścian oraz rury do wody lejącej się
na torturowanego więźnia.
Politycy Wschodnich Niemiec od 1960 roku wpadli na pomysł sprzedaży więźniów politycznych władzom RFN. Przeliczając na dzisiejsze pieniądze za 35 tysięcy
osób wypuszczonych z ośrodków odosobnienia kazano zapłacić rządowi RFN w przeliczeniu
na dzisiejszą walutę 1.75 biliona Euro.
Pod koniec lat sześćdziesiątych udoskonalono wyładunek więźniów. Samochody z aresztantami wjeżdżały od razu do garażu tak, żeby przybyli do wiezienia nie mogli się zorientować gdzie są. Strażnicy przywozili swoje ofiary furgonetkami bez szyb udającymi auta do transportu pieczywa.
W roku 1972 fizyczne tortury zamieniono na psychiczną udrękę.
Zatrzymani nie byli informowani przez cały czas odsiadki, gdzie się znajdują.
Nie zawiadamiano również rodzin aresztowanych.
Przez długie miesiące więźniowie byli całkowicie odcięci od świata zewnętrznego, innych współwięźniów a nawet adwokata. Byli zdani jedynie na łaskę przesłuchujących prokuratorów.
Dzięki ogromnej sieci informatorów i zakładanych podsłuchów
w domach podejrzanych, milicja z góry wiedziała o planowanych ucieczkach i innejdziałalności antysocjalistycznej. Zaoszczędzało to wiec miesiące śledztwa.
Funkcjonariusze Stasi fabrykowali kompromitujące anonimowe listy i fotografie, aby podrzucić je członkom rodzin aresztowanych w celu zerwania przez nich kontaktu z więzionymi.
Najbardziej pospolitym „przestępstwem” jakiego dopuszczali się obywatele wschodnich Niemiec była próba ucieczki do Berlina Zachodniego. Od 13 sierpnia
1961 roku, czyli od chwili zablokowania granicy i budowy muru, do 9 listopada 1989 roku do Berlina Zachodniego uciekło zaledwie 5075 osób. Wśród nich było 574 żołnierzy – dezerterów pilnujących granicy. Około 75 000 obywateli NRD stanęło przed sądami pod zarzutem próby ucieczki, za co według §213 kodeksu karnego NRD groziła kara do 8 lat więzienia. Osobom pomagającym w ucieczce groziło nawet dożywocie.
Trzydziestu pięciu, byłych więźniów Hohenschonhausen, oprowadza przybywających tu z całego świata turystów, opowiadając im swoje, niezwykłe
dla wolnego świata, historie.
Gerhard Rau, znalazł się w grupie młodych ludzi słuchających po wschodniej stronie muru berlińskiego koncertu zespołu Rolling Stones, grającego wówczas w Berlinie Zachodnim. Za udział w „nielegalnym zgromadzeniu” Rau dostał się do Hohenschonhausen na siedemnaście lat.
Inny przewodnik, Thomas Rafuisen, spędził w wiezieniu 3 lata
za próbę ucieczki do RFNi kontakt z „przedstawicielem wrogiego państwa”, czyli bratem pozostawionym w RFN, do którego telefonował .
Thomas urodził się w Hanowerze, ale jako dziecko został przywieziony do Berlina Wschodniego przez swojego ojca, agenta Stasi zdemaskowanego w RFN.
Po kilku latach, jak to często wówczas w NRD bywało, ojciec Thomasa trafił do ciężkiego wiezienia w Budziszynie, gdzie wkrótce zmarł, osierociwszy syna.
Inny więzień, Hartmut Richter,
za próbę przepłynięcia kanału Tetlow do Berlina Zachodniego został skazany na 15 lat.
Obywatel RFN, Jorg Kurshner, aresztowany w 1979 roku na ponad 6 lat, za próbę przemytu nielegalnej literatury do NRD. Został wykupiony przez rząd RFN
w 1981 roku.
Sławna prezenterka telewizyjna, Edda Schnherz, zatrzymana na trzy lata za samowolne odwiedzenie ambasady RFN na Węgrzech. W zachodniej placówce dyplomatycznej chciała się dowiedzieć w jaki sposób może legalnie emigrować do Niemiec Zachodnich.
Dwudziestodwuletni Wolfgang Arndt w 1981 roku skazany
na sześć lat pozbawieniawolności za planowanie ucieczki. Doniosła na niego żona.
Przewodnicy oprowadzają grupy turystów po ciemnych i dusznych korytarzach.
W jednej celi mogło przebywać nawet kilkanaście osób. Powietrze dochodziło do aresztowanych jedynie przez wąskie szczeliny w murze. Okna w celach nie pozwalały na żaden widok.
Do apelu więźniowie stawali w drzwiach, mówiąc zawsze przydzielony numer, który służył im zamiast nazwiska. Więźniom nie wolno było rozmawiać ze sobą. Na zewnątrz było kilka cel z kratami zamiast sufitu zwanymi przez więźniów „tygrysimi klatkami”. Tam zamykano aresztantów na 30 minut, aby co jakiś czas zaczerpnęli świeżego powietrza. W latach osiemdziesiątych
do krat dodano jeszcze drut kolczasty i kamery na korytarzach. Dobudowano też czterometrowy mur otaczający budynki i cztery wieże strażnicze. W części południowej znajdowało się 120 pokoi przesłuchań. Prawie wszystkie wyposażono w podsłuchy.
Po podpisaniu zeznania więzień w nagrodę dostawał kubek kawy. Przesłuchujący go oficer decydował również, czy zasłonić okno więźniowi, czy pozwolić mu na trochę przez nie popatrzeć.
Po upadku komunizmu w 1990 roku wielu więźniów wystąpiło z wnioskiem o uniewinnienie.
Prawie wszyscy oni otrzymali zaświadczenia o swojej niewinności.
Berlińskie wiezienie jest miejscem pamięci tysięcy niewinnie przetrzymywanych i torturowanych ludzi przez tak zwana „Demokracje Ludowa”. W Niemczech oprócz przypominania o ludobójstwie faszyzmu, dzięki takim instytucjom jak Hohenschonhausen, młode pokolenia poznają równie zbrodniczy system komunistyczny.
Nie wszystkim to się jednak podoba. Do grup turystow dolaczają często byli pracownicy Stasi prowokując kłótnie z przewodnikami. Według ubekow przewodnicy kłamią, mówiąc o zlym traktowaniu więźniów w NRD.
„Wiekszość to nasi sasiedzi, mieszkancy osiedli, które wybudowano na obrzeżach wiezienia” mówi dyrektor muzeum Hubertus Knabe. „Czasami, idąc do pracy, widuję starszych panów robiących zakupy na pobliskim targu i wiem z kim mam do czynienia”.
|