Reklama

Więzienie Stasi w Berlinie Hohenschonhausen
Jerzy Dabrowski   
czwartek, 26 maja 2011 12:51

Za wysokim, czterometrowym murem, w dzielnicy Hohenschonhausen, we wschodnim Berlinie, schowany do dzisiaj pozostaje kompleks paru solidnych, więziennych budynków. Ich pochodzenie, to historia
44 letniej sowieckiej okupacji i komunistycznych represji w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Główny gmach można zwiedzać tylko w grupach, a przewodnikami są byli więźniowie. Rocznie odwiedza go około 200 tysięcy osób, z czego połowa to studenci.
..

{jcomments on}

Po zakończeniu II wojny światowej, na terenie obecnego muzeum, funkcjonował sowiecki obóz internowania, który z czasem przekształcono w wiezienie. Na początku lat pięćdziesiątych, pieczę
nad nim objęła policja polityczna Stasi i do końca istnienia NRD, w 1990 r., aresztu używano jako miejsca odosobnienia należącego do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Urzędnicy berlińskiego wiezienia Hohenschonhause nadzorowali 17 pozostałych ośrodków tego typu na terenie całego kraju.
Od początku swego funkcjonowania, czyli od 18 kwietnia
1945 roku obóz miał służyć, jako więzienie dla wszystkich „elementów wywrotowych” i innych przeciwników politycznych, takich jak członków NSDAP, szpiegów i terrorystów. Już pod koniec kwietnia 1945 roku zaczęto tu zwozić setki młodych ludzi oskarżonych o członkostwo w nazistowskiej, podziemnej organizacji „Wilkołak”, czyli partyzantki, mającej walczyć z aliantami.

Sowieckie dane o liczebności członków „Wilkołaka” były bardzo przesadzone.
Wielu z zatrzymanych miało niewiele wspólnego z nazistami. Większość stanowili tu Polacy, Rosjanie i niemieccy cywile w podeszłym wieku. Aresztowani przez lata siedzieli w obozie bez procesów i wyroków. Byli wśród nich także lekarze, dziennikarze, pracownicy banków, artyści i aktorzy, z których najbardziej znany, Heinrich George, jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy otrzymał zakaz wykonywania zawodu
za swoje komunistyczne sympatie. Naraził się jednak sowieckiej władzy, gdyż w latach trzydziestych, zagrał w kilku propagandowych filmach hitlerowskich. George zmarł z głodu w Hohenschonhause 1946 roku. Dopiero po roku 1990 odkryto jego szczątki zakopane na terenie wiezienia.
Pierwsze ofiary obozu zaczeto grzebać już w lipcu
1945 roku, w okolicznych lejach po bombach.
Trupy chowane były tak plytko, że niekiedy silny deszcz odkrywał ich ciala.
Skargi okolicznych mieszkanców do ówczesnego komendanta obozu – kapitana Tumaszczenki, spowodowaly ekshumacje i ponowne pochowanie 250 ciał.

Pod koniec lat czterdziestych Rosjanie chcąc powiększyć wiezienie nakazali aresztowanym rozbudowę podziemnego bunkra, byłej kantyny, zwanej U-botem.
Do 1951 roku więźniowie nie otrzymywali mydła ani papieru toaletowego. W małej celi mieli do swojej dyspozycji jedynie drewnianą pryczę i kubeł zamiast toalety.
W marcu 1951 roku, więzienie Hohenschonhause, przeszło pod jurysdykcje Stasi.
Po nieudanym powstaniu
z 17 czerwca 1953 roku znaleźli się w nim jego przywódcy,
a 13 tysięcy osób., biorących udział w manifestacjach trafiło do 17-nastu innych więzień na terenie całego NRD.
Zdarzało się, ze zatrzymywano tu także obywateli RFN jak na przykład porwanego w 1952 roku z Berlina Zachodniego, adwokata Waltera Linse, którego stracono rok później w Moskwie.
Byli tu też Świadkowie Jechowy, były minister partii CDU Georg Dertinger, niemiecki reformator komunizmu i szef Aufbau – NRD-owskiego wydawnictwa, Walter Janka.
Pod koniec lat pięćdziesiątych, do Hohenschonhause, dobudowano jeszcze pawilon na 200 cel wraz z salami przesłuchań.
W wiezieniu często siedzieli oficerowie rosyjscy i członkowie partii komunistycznej,którzy popadli w niełaskę. Przesłuchania zwykle prowadzono w nocy, zmuszając aresztowanych do stania. Dla wymuszenia zeznań, bardziej opornych, zamykano w specjalnych celach wypełnionych zimna wodą, która sięgała aż do szyi skazańca .
Oprócz normalnych cel były tu wąskie karcery, o wymiarach metr na metr, pozwalające tylko na stanie. Inne, z niskim sufitem, zmuszały więźniów do siedzenia lub kucania, były wreszcie cele z podwyższonym progiem które trzymały przez cały czas wodę sięgającą do kostek aresztowanego.
Cele tortur nie posiadały żadnych sprzętów. Często zatrzymani siedzieli w nich nago, bez ogrzewania ze związanymi od tylu rękoma.

Były więzień, Karl Heine Reuter przyznał, że zmuszano go do budowania cel tortur, w których mocował kajdany do sufitu i ścian oraz rury do wody lejącej się
na torturowanego więźnia.

Politycy Wschodnich Niemiec od 1960 roku wpadli na pomysł sprzedaży więźniów politycznych władzom RFN. Przeliczając na dzisiejsze pieniądze za 35 tysięcy
osób wypuszczonych z ośrodków odosobnienia kazano zapłacić rządowi RFN w przeliczeniu
na dzisiejszą walutę 1.75 biliona Euro.
Pod koniec lat sześćdziesiątych udoskonalono wyładunek więźniów. Samochody z aresztantami wjeżdżały od razu do garażu tak, żeby przybyli do wiezienia nie mogli się zorientować gdzie są. Strażnicy przywozili swoje ofiary furgonetkami bez szyb udającymi auta do transportu pieczywa.

W roku 1972 fizyczne tortury zamieniono na psychiczną udrękę.
Zatrzymani nie byli informowani przez cały czas odsiadki, gdzie się znajdują.
Nie zawiadamiano również rodzin aresztowanych.

Przez długie miesiące więźniowie byli całkowicie odcięci od świata zewnętrznego, innych współwięźniów a nawet adwokata. Byli zdani jedynie na łaskę przesłuchujących prokuratorów.
Dzięki ogromnej sieci informatorów i zakładanych podsłuchów
w domach podejrzanych, milicja z góry wiedziała o planowanych ucieczkach i innejdziałalności antysocjalistycznej. Zaoszczędzało to wiec miesiące śledztwa.

Funkcjonariusze Stasi fabrykowali kompromitujące anonimowe listy i fotografie, aby podrzucić je członkom rodzin aresztowanych w celu zerwania przez nich kontaktu z więzionymi.
Najbardziej pospolitym „przestępstwem” jakiego dopuszczali się obywatele wschodnich Niemiec była próba ucieczki do Berlina Zachodniego. Od 13 sierpnia
1961 roku, czyli od chwili zablokowania granicy i budowy muru, do 9 listopada 1989 roku do Berlina Zachodniego uciekło zaledwie 5075 osób. Wśród nich było 574 żołnierzy – dezerterów pilnujących granicy. Około 75 000 obywateli NRD stanęło przed sądami pod zarzutem próby ucieczki, za co według §213 kodeksu karnego NRD groziła kara do 8 lat więzienia. Osobom pomagającym w ucieczce groziło nawet dożywocie.
Trzydziestu pięciu, byłych więźniów Hohenschonhausen, oprowadza przybywających tu z całego świata turystów, opowiadając im swoje, niezwykłe
dla wolnego świata, historie.
Gerhard Rau, znalazł się w grupie młodych ludzi słuchających po wschodniej stronie muru berlińskiego koncertu zespołu Rolling Stones, grającego wówczas w Berlinie Zachodnim. Za udział w „nielegalnym zgromadzeniu” Rau dostał się do Hohenschonhausen na siedemnaście lat.
Inny przewodnik, Thomas Rafuisen, spędził w wiezieniu 3 lata
za próbę ucieczki do RFNi kontakt z „przedstawicielem wrogiego państwa”, czyli bratem pozostawionym w RFN, do którego telefonował .

Thomas urodził się w Hanowerze, ale jako dziecko został przywieziony do Berlina Wschodniego przez swojego ojca, agenta Stasi zdemaskowanego w RFN.
Po kilku latach, jak to często wówczas w NRD bywało, ojciec Thomasa trafił do ciężkiego wiezienia w Budziszynie, gdzie wkrótce zmarł, osierociwszy syna.
Inny więzień, Hartmut Richter,
za próbę przepłynięcia kanału Tetlow do Berlina Zachodniego został skazany na 15 lat.
Obywatel RFN, Jorg Kurshner, aresztowany w 1979 roku na ponad 6 lat, za próbę przemytu nielegalnej literatury do NRD. Został wykupiony przez rząd RFN
w 1981 roku.
Sławna prezenterka telewizyjna, Edda Schnherz, zatrzymana na trzy lata za samowolne odwiedzenie ambasady RFN na Węgrzech. W zachodniej placówce dyplomatycznej chciała się dowiedzieć w jaki sposób może legalnie emigrować do Niemiec Zachodnich.
Dwudziestodwuletni Wolfgang Arndt w 1981 roku skazany
na sześć lat pozbawieniawolności za planowanie ucieczki. Doniosła na niego żona.
Przewodnicy oprowadzają grupy turystów po ciemnych i dusznych korytarzach.
W jednej celi mogło przebywać nawet kilkanaście osób. Powietrze dochodziło do aresztowanych jedynie przez wąskie szczeliny w murze. Okna w celach nie pozwalały na żaden widok.

Do apelu więźniowie stawali w drzwiach, mówiąc zawsze przydzielony numer, który służył im zamiast nazwiska. Więźniom nie wolno było rozmawiać ze sobą. Na zewnątrz było kilka cel z kratami zamiast sufitu zwanymi przez więźniów „tygrysimi klatkami”. Tam zamykano aresztantów na 30 minut, aby co jakiś czas zaczerpnęli świeżego powietrza. W latach osiemdziesiątych
do krat dodano jeszcze drut kolczasty i kamery na korytarzach. Dobudowano też czterometrowy mur otaczający budynki i cztery wieże strażnicze. W części południowej znajdowało się 120 pokoi przesłuchań. Prawie wszystkie wyposażono w podsłuchy.
Po podpisaniu zeznania więzień w nagrodę dostawał kubek kawy. Przesłuchujący go oficer decydował również, czy zasłonić okno więźniowi, czy pozwolić mu na trochę przez nie popatrzeć.

Po upadku komunizmu w 1990 roku wielu więźniów wystąpiło z wnioskiem o uniewinnienie.
Prawie wszyscy oni otrzymali zaświadczenia o swojej niewinności.
Berlińskie wiezienie jest miejscem pamięci tysięcy niewinnie przetrzymywanych i torturowanych ludzi przez tak zwana „Demokracje Ludowa”. W Niemczech oprócz przypominania o ludobójstwie faszyzmu, dzięki takim instytucjom jak Hohenschonhausen, młode pokolenia poznają równie zbrodniczy system komunistyczny.

Nie wszystkim to się jednak podoba. Do grup turystow dolaczają często byli pracownicy Stasi prowokując kłótnie z przewodnikami. Według ubekow przewodnicy kłamią, mówiąc o zlym traktowaniu więźniów w NRD.

„Wiekszość to nasi sasiedzi, mieszkancy osiedli, które wybudowano na obrzeżach wiezienia” mówi dyrektor muzeum Hubertus Knabe. „Czasami, idąc do pracy, widuję starszych panów robiących zakupy na pobliskim targu i wiem z kim mam do czynienia”.

 

 

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.