Reklama

Kaci z UB
Aldona Zaorska   
piątek, 03 czerwca 2011 13:08

Katów w ubeckich więzieniach było niemało. Za torturowanie, znęcanie się psychiczne i zwykłe mordowanie ludzi ludowa ojczyzna szczodrze ich wynagradzała. Wolna Polska nigdy nie podjęła wysiłków aby im odpłacić za zbrodnie. W przypadku niektórych do dziś nie wiadomo, jak wyglądali, czy jeszcze żyją, ani co robią...

{jcomments on}

Piotr Śmietański – ledwie pisał, ale „celnie” strzelał
Piotr Śmietański zapisał krwią patriotów karty więzienia na Mokotowie w Warszawie. Tu działał i mordował. Poza kilkoma skąpymi faktami, niewiele o nim wiadomo. Urodził się 27 czerwca
1899 w Zawadach, w chłopskiej rodzinie Władysława i Anny. Nie wiemy, jak wyglądała jego młodość ani jakie były jego losy w czasie wojny. Na podstawie strzępków informacji możemy się jednak domyślać, że rodzina Śmietańskich do najzamożniejszych nie należała, a sam Piotr był z gatunku tych, co to „nie matura, lecz chęć szczera…” Fakt niskiego pochodzenia Śmietańskiego potwierdzają też protokoły wykonania wyroków, z których wynika, że był on ledwie piśmienny. Oznacza to, że Śmietański szybko zakończył swoją edukację, a zaraz po wojnie poświęcił się wyłącznie karierze w UB.

Ubecka kariera
Nie wiadomo, jak Śmietański trafił do UB i to od razu do Warszawy. Może czymś się ubekom zasłużył… Faktem jest, że karierę zaczął jeszcze przed zakończeniem wojny – już 17 stycznia 1945 roku (a więc w dniu „wyzwolenia” zrównanej z ziemią i opuszczonej przez Niemców Warszawy), został funkcjonariuszem sekcji VII wydziału I (kontrwywiad) Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie w randze wywiadowcy. Wywiadowca oznaczał szpicla, składającego donosy na sąsiadów. Celem sekcji VII było tropienie „szpiegów”, volksdeutschów i innych „elementów wywrotowych”, w praktyce – każdego, kto w jakikolwiek sposób nie podobał się nowej władzy. Śmietański musiał się bardzo starać, bo szybko pokonywał kolejne szczeble kariery – od 21 lipca 1945 pełnił funkcję referenta w sekcji specjalnej (też podejrzane „stanowisko”, skoro Śmietański ledwie pisał), od 1 stycznia 1946 oddziałowego, od 1 lutego 1946 wywiadowcy w sekcji 1 (realizacja) wydziału IV A (śledczego) a od 3 sierpnia 1946 – agenta zaopatrzenia w wydziale gospodarczym. Od 1 lutego 1947 pozostawał do dyspozycji szefa i w randze starszego sierżanta był dowódcą plutonu egzekucyjnego w Więzieniu Mokotowskim. W praktyce, zarówno sformułowanie „pozostawał do dyspozycji szefa”, „dowódca plutonu egzekucyjnego” czy używane rzadziej – „oficer
do zleceń” – oznaczało jedno i to samo – funkcję kata. W więzieniu mokotowskim nie było żadnego plutonu egzekucyjnego. Mordował tylko Śmietański. Metodą wypróbowaną i podpatrzoną u radzieckich towarzyszy – jednym strzałem w tył głowy. W ten sposób wykonał egzekucję m.in. na Rotmistrzu Witoldzie Pileckim, zastrzelił Hieronima Dektowskiego ps. Zapora i jego żołnierzy: Ry­sia, Żbi­ka, Mund­ka, Bia­łe­go, Ju­na­ka i Za­wa­dę. Mo­ko­tow­ska le­gen­da gło­si, że ube­cy wrzu­ci­li ma­jo­ra Za­po­rę do wor­ka, wo­rek po­wie­si­li pod su­fi­tem i w ten sposób przeprowadzili egzekucję. Czy to prawda, wiedział tylko Śmietański.

Dalsze losy
Nie wiadomo dokładnie, kiedy Śmietański odszedł z UB, ani co robił potem. Informacje na temat jego dalszych losów są bardzo sprzeczne – część źródeł podaje, że jak wielu innych zbrodniarzy z UB wyjechał do Izraela, według IPN zmarł jeszcze w 1950 roku na gruźlicę. Która z nich jest prawdziwa? Na to pytanie nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Z całą pewnością to zatracie śladów nie jest przypadkowe. Na polskiej stronie Wikipedii do dziś nie ma nawet jego zdjęcia. Kto chce je zobaczyć, musi wejść na strony anglojęzyczne.

Wykłócał się o „zlecenia”
Funkcję kata po Śmietańskim przejął sierżant Aleksander Drej. O nim również wiadomo bardzo mało. Drej urodził się 27 listopada 1905 roku w Warszawie jako syn Bronisławy i Wincentego Drejów. W czasie II wojny światowej należał do Armii Ludowej, w której dosłużył się stopnia sierżanta. W Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego pojawił się miesiąc po Śmietańskim – 15 lutego 1945 roku. W latach 1945-1947 pełnił funkcje referenta i kuriera a 1 lutego 1947 roku został „przydzielony do dyspozycji szefa”. W latach 1947-1954 będąc oficjalnie przydzielonym do dyspozycji Szefa Urzędu, Wydziału I, Ekspozytury Kolejowej, Wydziału II, Wydziału Ogólnego, Wydziału IV Warszawskiego WUBP pracował jako kat w więzieniu na Mokotowie wykonując wyroki śmierci strzałem w potylicę. Ludzi mordował już „za czasów” Śmietańskiego, tyle że wtedy, był wysyłany na prowincję. Zachowało się przynajmniej jedno świadectwo jego zbrodni popełnionych poza Warszawą. Miało to miejsce w Płońsku, dokąd Drej przybył późnym wieczorem
19 lutego 1947 roku. Osadzeni w tamtejszym więzieniu dowiedzieli się, że przyjechał ważny funkcjonariusz UB z centrali. W Płońsku byli osadzenie żołnierze Ruchu Oporu Armii Krajowej – Bronisław Urbański ps. Andrzej, „Ślepy”, Zygmunt Ciarka „Sowa” i Marceli Gajewski „Mściciel”. Wszyscy 9 grudnia 1946 roku zostali skazani na śmierć przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie. Jednak nawet strażnicy mówili im, że nie wyrok nie będzie wykonany – za trzy dni w życie wchodziła przecież amnestia. Strażnicy albo kłamali, albo sami nie wiedzieli, że amnestia tych skazanych nie obejmie. Około trzeciej w nocy Drej i inni funkcjonariusze więzienni wyprowadził całą trójkę na zaplecze płońskiego aresztu. W pobliżu należącej do zakładu karnego chlewni Drej otworzył ogień. Najpierw posłał do nich serię z karabinu, potem wyciągnął pistolet i dobił każdego strzałem w głowę. Ciała wrzucił do dołu, wyżłobionego przez strumień gnoju i błota, wylewających się z chlewni, po czym przykrył je jeszcze jedną warstwą gnoju. Wykonawszy zadanie Drej spokojnie wrócił do stolicy i kontynuował mordowanie. To on zastrzelił Antoniego Olechowicza „Podhoreckiego” – ostatniego komendanta AK okręgu wileńskiego, majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, ppłk. Łukasza Cieplińskiego – prezesa zarządu WiN, byłego więźnia KL Auschwitz – Tadeusza Cieślę, który w obozowej konspiracji działał razem z rotmistrzem Witoldem Pileckim i wielu innych. Podobnie, jak w przypadku Śmietańskiego liczba jego ofiar jest trudna do ustalenia. Drej mordował aż do 1957 roku, kiedy to przeszedł do milicji obywatelskiej, której szeregi musiał opuścić w listopadzie 1957 roku z powodu braku „przygotowania do służby w MO”, gdyż „przez okres służby w BP st. sierż. Drej wykonywał zlecenia specjalne”. Zbrodniarza hojną premią nagradzała ludowa ojczyzna – w latach pięćdziesiątych Zarządzeniem nr 19 MBP za ofiarną pracę w zwalczaniu wrogiego podziemia otrzymał premię w wysokości 30 tys. ówczesnych złotych (prawie dwuletnia średnia pensja). Wtedy była to kwota oszałamiająca. Drej wykłócał się zresztą o nagrody za każde „zlecenie” i chciał mieć ich jak najwięcej. Za każde dostawał więcej, niż wynosiła nauczycielska pensja. Co się z nim działo potem, nie wiadomo. Poza jednym – ten morderca także nigdy nie odpowiedział za swoje zbrodnie – zmarł „w latach dziewięćdziesiątych” w Warszawie. Wolna Polska nie tylko nigdy nie kazała mu za zbrodnie odpowiedzieć, ale też była dla niego bardzo szczodra – Drej do końca życia pobierał resortową emeryturę dla szczególnie zasłużonych.

Kat pedant
Powszechnie panuje opinia, że Drej jest ostatnim polskim katem, którego nazwisko jest znane, ale to nieprawda. Jest przynajmniej jeszcze jeden – Wacław Ziółek, urodzony 2 października
1927 roku, zastępca naczelnika Wydziału III WUdsBP w Kielcach – od 1 września 1955 do 31 grudnia 1956 roku, zwany w UB „majorem Plamą. Ziółek nie tylko zarządzał więzieniem. Przede wszystkim osobiście torturował, między innymi – słynnego „Szarego” – Antoniego Hedę, a także jako kat mordował w więzieniach w Kielcach i Radomiu. Egzekuje wykonywał w polskim mundurze porucznika. Przygotowywał je bardzo starannie. Zachowały się informacje o jego „przygotowaniach” w więzieniu w Radomiu. W więzieniu pojawiał się po południu w przeddzień egzekucji. Kazał sobie otwierać cele ze skazańcami i przyglądał się swoim ofiarom. Oceniał, czy może mieć problem z ich zamordowaniem. Potem wychodził na zewnętrzne podwórko, sprawdzał, czy na drodze przemarszu ze skazanym nie ma zanieczyszczeń, kamieni, kawałków żelaza czy drewna. Potem szedł do garażu, gdzie mordowano – sprawdzał, czy pętla dobrze się zaciska, czy urządzenie uruchamiające zapadnię działa cicho i sprawnie. Sprawdziwszy wszystko opuszczał więzienie i przychodził następnego dnia rano. Był dobry w swoim „fachu”, więc za każdego zamordowanego dostawał od 600 do 700 ówczesnych złotych. Poza mordowaniem patriotów Ziółek zajmował się także inną „działalnością” – to on w 1946 r. z ramienia resortu uczestniczył (m.in. razem z Adamem Humerem) w prowokacji, którą PRL-owska historiografia nazwała „pogromem kieleckim”, a obecnie dla oszczerczej propagandy wykorzystuje Gross. Z końcem grudnia 1956 przeszedł do milicji obywatelskiej w której dosłużył się stopnia pułkownika. Na wysoką emeryturę przeszedł w latach dziewięćdziesiątych. Jeszcze w 2006 roku co miesiąc Polska wypłacała mordercy 4000,00 zł.

I inni
Oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że bezpieka miała w całej Polsce tylko trzech katów. Tych morderców było znacznie więcej. Ale wszystkich starannie chroniono. Do dziś twarze większości z nich pozostają nieznane. Tak samo jak nazwiska i koleje losu po odejściu ze służby. Być może dziś większość już nie żyje.
Ale skoro Izrael potrafi ścigać wiekowego Demianiuka, to dlaczego Polska nie potrafi wymierzyć sprawiedliwości mordercom z UB? Choćby przez publiczne pokazanie ich twarzy i odebranie im pieniędzy, które wciąż dostają za mordowanie polskiego narodu? Tymczasem, kiedy w 2007 roku IPN zorganizował w stolicy wystawę „Twarze warszawskiej bezpieki”, na której pokazał ubeków, tak skomentował ją obecny prezydencki doradca Tomasz Nałęcz: „Naszą najnowszą historię Instytut pokazuje przez pryzmat negatywnych postaci. Znaczenie cieplej powitałbym wystawę ze zdjęciami bohaterów pozytywnych, np. działaczy opozycji demokratycznej PRL. To byłoby lepsze dla młodych: pokazywało wzory do naśladowania, niebo a nie piekło”. Jak widać Nałęcz niechętnie przyjmuje pokazywanie ubeków. Czyżby wywodzącemu się z najczerwieńszej komuny Nałęczowi przeszkadzało pokazywanie jej ojców?

Źródła:
Tadeusz M. Płużański „To oni strzelali w tył głowy”, WWW.asme.pl
„Twarze kieleckiej bezpieki” WWW.ipn.gov.pl
Jan Fusiecki „Wystawa Twarze Warszawskiej Bezpieki”, 27.04.2007, WWW.warszawa.gazeta.pl

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.