Reklama

Mieczysław Moczar - szpieg, kat
Aldona Zaorska   
piątek, 18 listopada 2011 09:58


Opiekun autorytetów dzisiejszego Salonu

Nazwisko Moczar wzbudzało grozę w robotniczej Łodzi, dla której stał się on symbolem prawdziwego sadystycznego kata, osobiście torturującego i mordującego żołnierzy AK. Ale bestialstwo Moczara to tylko jedna z jego twarzy. Prawdę o sobie starannie ukrywał, zaczynając od nazwiska i pochodzenia. Polski nie uważał za swoją ojczyznę a ZSRR był dla niego czymś więcej niż „sojusznikiem”. Zanim jednak stał się katem Łodzi, przeszedł „klasyczną” drogę komunistycznych morderców

 

 

Mieczysław Moczar nie nazywał się bowiem Moczar a Mykoła Demko vel Mykoła Diomko. Urodził się 25 grudnia 1913 roku w Łodzi w „mieszanej” rodzinie – jego matką była Polka wyznania katolickiego – Bronisława Wierzbicka a ojcem najprawdopodobniej Ukrainiec wyznania prawosławnego – Tichon Demko vel Diomko. Moczar – Demko ukończył zaledwie szkołę podstawową i trzyletnie kursy zawodowe. Potem podjął pracę w fabryce włókienniczej, skąd został zwolniony. To właśnie wtedy związał się z ruchem komunistycznym. Od 1937 roku już „oficjalnie” należał do Komunistycznej Partii Polski. Jako że w działalność komunistów była wpisana likwidacja państwa polskiego i jego wcielenie do ZSRR Demko, podobnie jak wielu innych komunistów trafił do więzienia. Przebywał tam od 1938 roku do września 

1939 roku – wtedy bowiem w wyniku działań wojennych więzienie zostało rozbite a Demko „wzbogacony” o nowe znajomości wśród czołowych komunistów, odzyskał wolność. Jak wielu późniejszych zbrodniarzy udał się na tereny okupowane przez ZSRR – konkretnie do Białegostoku, gdzie podjął pracę dla wywiadu ZSRR jako „Woron”. Był w nią tak zaangażowany, że już w 1941 roku został skierowany na kurs NKWD w Gorki. Warto pamiętać, że na taki kurs kierowani byli jedynie „wybrani” – używając terminologii Himmlera (w końcu podobne „fachy”) – najwierniejsi z wiernych. Przeszkolenie na kurach NKWD obejmowało szkolenie typowo wojskowe ale także wywiadowcze i polityczne, chociaż biorąc pod uwagę fakt, że Moczar pracował dla radzieckiego wywiadu już w 1939 roku to ostatnie nie było mu potrzebne. Być może chodziło o utwierdzenie go w „słuszności” podjętej drogi. Stalin zwykł mawiać, że „kadry decydują o wszystkim”, stąd też zależało mu na „wykształceniu” kadr ślepo posłusznych, opętanych komunizmem i „wynarodowionych”. Pół Ukrainiec Demko nadawał się idealnie. 

 

Po ukończeniu tego kursu został przerzucony do Polski. Demko wstąpił do lewicowej partyzantki – w łódzkim, kieleckim i lubelskim dowodził oddziałami Gwardii Ludowej a później Armii Ludowej. Oczywiście jest naiwnością sadzić, że w tym momencie zarzucił on swoją wywiadowczą pracę na rzecz ZSRR. Wejście w struktury wywiadu jest jak wejście w mafię – nie ma odwrotu ani odejścia. Demko-Moczar prawdopodobnie przez cały okres „partyzancki” utrzymywał więc ścisły kontakt ze swoimi zwierzchnikami w Moskwie. Nic więc dziwnego, że zaraz po „wyzwoleniu” odnalazł się w najwyższych kręgach władzy i powierzono mu „bardzo odpowiedzialne zadania” związane z mordowaniem żołnierzy patriotycznego podziemia. 

 

Ojczyzna ZSRR 

Jak wielu komunistycznych zbrodniarzy uważał, że cel uświęca środki. Już od1945 roku działał w Komitecie Centralnym PPR, jako kierownik Grupy Operacyjnej Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ds. województwa łódzkiego, od 8 czerwca 1945 jako szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi. „Energia” działań Moczara odbiła się szerokim echem w całej Polsce za sprawą licznych aresztowań nie tylko osób bezpośrednio związanych z patriotycznym podziemiem ale także tych, którzy pomagali żołnierzom AK w czasie okupacji. Niestety w swej pracy Moczar odnosił „sukcesy” 

– to właśnie w Łodzi stracony został w 1947 roku „Wawrzyc” – Stanisław Sojczyński – dowódca Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Moczar pilnie wykonywał zalecenia ukrywania miejsc pochówku zamordowanych polskich patriotów. Prawdopodobnie „Wawrzyc” podobnie jak wiele innych ofiar Moczara spoczywa gdzieś w piwnicach budynków łódzkiej bezpieki, nazwanej przez osoby, które miały pecha zetknąć się z Demką „Moczarnią”. 

 

Na marginesie warto wiedzieć, 

że swoją siedzibę łódzka bezpieka założyła sobie przy ulicy Astadta, w budynku, w którym nieco wcześniej „rezydowało” gestapo. Moczar „dbał”, by każdy aresztowany odczuł ciężar własnego „przestępstwa”. Przepełnione cele, w których ludzie dosłownie się dusili z powodu tłoku były „normą” w jego „królestwie”. Wychowanek NKWD z lubością stosował przyswojone w czasie szkolenia „zasady przesłuchań” osobiście torturując żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Co istotne (i mało znane) – w tym okresie Moczar, któremu po „wypadkach marcowych” przypięto łatkę „antysemity” antysemitą nie był. Jako szef łódzkiej swoje „poletko” obsadzał podobnie jak bezpieka w całej Polsce – w znacznej części funkcjonariuszami pochodzenia żydowskiego. Do tego stopnia, że w sierpniu 1945 roku, wizytujący Łódź przedstawiciel Wydziału Organizacyjnego PPR stwierdził, że 50 procent etatów zajmują w niej Żydzi, co  – jego zdaniem – mogło mieć „szkodliwy wpływ na odbiór pracy aparatu bezpieczeństwa przez społeczeństwo”.

 

Przy tych wszystkich zbrodniach znajdował też czas na działalność „polityczną”. To on jest w dużej mierze odpowiedzialny za sfałszowanie wyników referendum w 1946 roku oraz wyborów w roku 1947, przy czym przejęcie władzy przez komunistów było dla niego tylko „etapem” a istnienie Polski, nawet komunistycznej – sytuacją przejściową. W 1948 roku sformułował słynne „credo” funkcjonariuszy przywiezionych z Moskwy w teczkach NKWD – „Związek Radziecki jest nie tylko naszym sojusznikiem – to jest powiedzenie dla narodu. Dla nas, partyjniaków, ZSRR jest naszą Ojczyzną, a granice nasze nie jestem w stanie dziś określić, dziś są za Berlinem, a jutro będą na Gibraltarze”. 

 

Był wszędzie 

Zaliczywszy karierę w bezpiece, Moczar oddał się działalności „administracyjnej” i partyjnej. – Od 6 października 1948 do 20 marca 1950 roku był wojewodą olsztyńskim, a po likwidacji urzędów wojewodów – przewodniczącym Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Olsztynie. Przez kilka miesięcy w 1956 był też ministrem do spraw PGR,a w latach 1956–1964 wiceministrem spraw wewnętrznych, co oznaczało powrót do bezwzględnego zwalczania wszelkich przejawów opozycji wobec władz, w tym także bezwzględną walkę z Kościołem Katolickim, w szczególności prymasem Wyszyńskim, którego nieugięta postawa była dla komunistów z Moczarem na czele źródłem prawdziwej furii. 

Warto też zwrócić uwagę, że pracując w MSW, Moczar stworzył podwaliny te samej instytucji, która do końca lat osiemdziesiątych zajmowała się mordowaniem członków opozycji. Sam Moczar przez cztery lata 

(od 1964 do 1968 roku) był szefem tego resortu. Jednocześnie w latach 1956–1981 był członkiem Komitetu Centralnego PZPR, a w latach 1968–1971 sekretarzem KC. W latach 1970–1971 oraz 1980–1981 członek Biura Politycznego KC PZPR. Jego ambicje sięgały stanowiska I sekretarza KC, ale tego jednego „stołka” nie objął ale i tak zajmując najważniejsze stanowiska w MSW i PZPR miał w ręku olbrzymią władzę. 

 

Partyzanci Moczara w 1968 

Moczarowi przypisuje się dużą rolę w wydarzeniach 1968 roku. Jako wiceminister a potem minister spraw wewnętrznych Moczar-Demko skupił wokół siebie grupę działaczy partyjnych i państwowych średniego i niższego szczebla oraz byłych żołnierzy Armii Ludowej. Powstałej w ten sposób frakcji przypisywano skłonności nacjonalistyczne, związane z dążeniem do wyeliminowania ze struktur władzy oraz wojska osób pochodzenia żydowskiego. Z perspektywy czasu ten rzekomy nacjonalizm dla części historyków wydaje się nieco „podejrzany”. Moczar sam był absolwentem kursów NKWD i przeszedł dokładnie tę samą drogę, co inni stalinowscy mordercy. Nie miał też oporów przed podejmowaniem współpracy z osobami pochodzenia żydowskiego w okresie stalinowskiego terroru. Chodziło raczej o zapewnienie Moczarowi pozycji drugiej osoby w partii (po Gomółce). 

Co ciekawe – jego ambicje w tym zakresie zostały poskromione właśnie przez Moskwę, której od wielu lat tak wiernie służył. To właśnie w 1968 roku wyszła na jaw sprawa działalności Moczara jako „Worona”. Po prostu aby go powstrzymać przewodniczący Komitetu Bezpieczeństwa Publicznego (KGB) Jurij Andropow polecił „wyjąć w KGB” jego teczkę. W ten sposób marsz po władzę Moczara został zatrzymany a on sam, chociaż deklarował lojalność w stosunku do Gomułki – stracił swój ministerialny stołek. Warto też wiedzieć, że to bliskie konszachty z Moczarem i jego grupą umożliwiły generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu dorwanie się do władzy o odegranie tak znaczącej roli w tzw. „wypadkach marcowych”. 

 

„Przyjaciel” młodzieży i… dzisiejszego Salonu

Mało kto wie, że Moczarowi całkiem sporo zawdzięcza też dzisiejszy Salon, złożony w znacznej części z osób, które do „opozycji” przeszły nie na skutek oburzenia bestialstwem UB w latach pięćdziesiątych a „wypadkami marcowymi” w 1968. Wszystko zaczęło się w 1945 roku, kiedy w Łodzi wyszedł pierwszy numer „Kuźnicy” – pisma stworzonego przez czołowych „intelektualistów” komunizmu z Antonim Dobrowowolskim, Zofią Nałkowską, Mieczysławem Jastrunem, Janem Kottem, Stefanem Żółkiewskim, Adolfem Rudnickim i Adamem Ważykiem na czele. Ich zadaniem jako twórców wspomnianego pisma było przyciągnięcie młodzieży. Nawet się udało. Przyciągnięto w ten sposób np. Jadwigę Hartwig, Woryszlskiego czy Leszka Kołakowskiego i parę innych osób, będących dla dzisiejszego Salonu „autorytetami moralnymi”. 

Oczywiście „Kuźnica” poza literaturą propagowała marksizm, co jednakże „przyciąganym” niespecjalnie przeszkadzało. Właśnie tę „pozytywną młodzież” komuniści zgrupowali w organizacji AZWM „Życie”. „Źyciowcy” w istocie byli po prostu bojówką (i tak się zachowywali), której członkowie mieli dostać pozwolenie na broń. A to w Łodzi nie było możliwe bez wiedzy i zgody wszechwładnego Moczara. Co prawda jego biograf, Krzysztof Lesikowski twierdzi, że „fakt patronatu (Moczara) nad łódzką organizacją AZWM „Życie” nie jest sprawą w pełni jasną, gdyż – zdaniem Tadeusza Dryzka, jednego z ówczesnych aktywistów tej organizacji – z WUBP nie utrzymywano żadnej współpracy organizacyjnej ani politycznej”. Również z materiałó łódzkiej organizacji PPR wynika z nich, że szefa WUBP przydzielono jako opiekuna, ale tylko do organizacji PPR przy UB, MO, ORMO, w dzielnicy Ruda Pabianicka, oraz organizacji sportowej ZWM „Zryw”. 

Nie ulega jednak wątpliwości, że Moczar był członkiem ZWM w Łodzi, tak samo to, że jego żona Irena Orlikowska była aktywistką AZWM. Wspominała ona, że chociaż on sam rzadko bywał na spotkaniach AZWM, to „wydaje się”, że członkowie tej organizacji odwiedzali go „w pracy”. Tym samym „Życiowcy” nie widzieli nic złego w odwiedzinach u zbrodniarza, nawet jeśli miały one charakter czysto prywatny. W ten sposób część dzisiejszych „autorytetów” Salonu bywała na herbatce u zbrodniarza a dokładnie w czasie, gdy ją popijali w jego gabinecie, w podziemiach budynku podwładni ich „przyjaciela” katowali członków patriotycznego podziemia. 

 

Bezkarny, obwieszony orderami 

Oczywiście za swoje zbrodnie Mieczysław Moczar nigdy nie poniósł najmniejszej kary. Nie musiał nawet składać „samokrytyki”, nie wspominając o jakimkolwiek procesie (nawet pokazowym). Wręcz przeciwnie – starannie przygotował sobie grunt pod przyszłą wysoką emeryturę. Już w 1964 roku stanął na czele Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD), zrzeszającą głównie komunistycznych „partyzantów” oraz członków ich rodzin np. wdowy po takich „bojownikach”. Oczywiście „bandytom z AK” wstęp do tej organizacji był wzbroniony, zresztą mało prawdopodobne, by w ogóle mieli ochotę do niej należeć. 

Moczar, który sam uważał siebie za kombatanta walk partyzanckich przewodził na różnie nazwanych stanowiskach ZBoWiDowi do roku 1983. W 1985 został powołany w skład Prezydium Rady Naczelnej ZBoWiD. Jednocześnie, bo w latach 1971 – 1983 stał na czele Najwyższej Izby Kontroli po raz kolejny mając dostęp do wszystkich najważniejszych informacji o działalności państwa. W stanie wojennym był też wiceprzewodniczącym Frontu Jedności Narodu – organizacji społeczno-politycznej, skupiającej partie polityczne i organizacje społeczne, całkowicie podporządkowanej PZPR i realizującej jej zalecenia. 

Praktycznie do końca życia pozostał aktywnym komunistą, dowodząc, że wszelkie informacje o czystkach i odwilży są jedynie czczym gadaniem. Zmarł 1 listopada 1986 roku. Przed jego trumną poniesiono liczne ordery – polskie i radzieckie, na które „zapracował” sobie szpiegowską i zbrodniczą działalnością. Zdążył przyjrzeć się „pracy” swoich uczniów – morderców ks. Popiełuszki i członków opozycji, autorów masakry na Wybrzeżu i kopalni Wujek. Pod tym względem niewątpliwie odniósł życiowy „sukces”. Radziecki agent, twórca łódzkiej bezpieki, osobiście odpowiedzialny za śmierć ludzi, do końca życia pozostał bezkarny a i dziś – pomimo powstania jego biografii, licznych badań nad rokiem ’68, wciąż wiemy o nim bardzo mało. Zbyt mało jak na takiego zbrodniarza. 

Aldona Zaorska 

Źródła: Sławomir Cenckiewicz „Prawda kłamstw”, „WPROST” nr 22/2005 

Sławomir Cenckiewicz „Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943-1991”, Wydawnictwo ZYSK i S-KA 2011. 

„Za co wykształciuchy powinny cenić Mieczysława Moczara”, www.perłyprzedwieprze.salon24.pl 

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.