| Sąsiedzi: Alicja i Kazimierz Graff - cz.2 |
| Aldona Zaorska |
| poniedziałek, 05 grudnia 2011 09:46 |
|
W przypadku Alicji Graff, podobnie jak w przypadku wielu innych stalinowskich zbrodniarzy, próżno szukać jakichkolwiek szczegółów z jej życia, nie wspominając o zdjęciu. Nie wiadomo nawet, jak naprawdę się nazywała ani z jakiej pochodziła rodziny. Po prostu nie ma o tym choćby wzmianki. Chociaż do niedawna zbrodniarka mieszkała w Warszawie (żyła jeszcze w 2008 roku), informacje o niej można zdobyć tylko na podstawie pojedynczych wzmianek. Co więc o niej wiadomo? Podobno na zdjęciach z czasów pracy w prokuraturze prezentowała „urodę świętej”. Jednak za dużymi oczami, łagodnymi rysami i delikatnym uśmiechem kryła się zbrodniarka, taka sama jak „piękne bestie” – strażniczki w obozach koncentracyjnych. Alicja Graff urodziła się prawdopodobnie około 1917 roku. Prawdopodobnie, bo oczywiście nigdzie nie ma na ten temat informacji. Ale… wiadomo, że przed wojną na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego była wyróżniającą się studentką. „To jest studentka, która nie tylko manicure i pedicure potrafi robić, ale nadaje się na prawo” – podobno mawiał o niej profesor prawa rzymskiego, który generalnie kobiet nie cenił i nie widział w roli prawników. Takie słowa świadczą o tym, że młoda Alicja była zdolna i inteligentna. Wiadomo też, że właśnie na tych studiach poznała swego przyszłego męża, również stalinowskiego zbrodniarza – Kazimierza Graffa (urodzonego w 1917 roku – stąd przypuszczenie, że musiała przyjść na świat mniej więcej w tym samym czasie). Para ta przetrwała wojnę i zaraz po niej zabrała się do gorliwego mordowania Polaków. Alicja mordowała na tyle gorliwie i skutecznie, że, podobnie jak jej krwawy mąż, szybko awansowała i już w 1953 roku była wicedyrektorką Departamentu III Generalnej Prokuratury. Właśnie wtedy dokonała jednego z swych „większych” a na pewno najbardziej znanego „osiągnięcia”.
Wzgardliwe milczenie w sprawie „Nila” Generał Edmund Fieldorf „Nil” bohater podziemia, w czasie wojny działał w Związku Walki Zbrojnej. To on wydał rozkaz likwidacji „kata Warszawy” generała Franza Kutschery. Rozkaz wykonano w niezwykle śmiałej a zarazem tragicznej akcji 1 lutego 1944 roku. W kwietniu 1944 powierzono Fieldorfowi zadanie stworzenia i kierowania głęboko zakonspirowaną organizacją „Niepodległość” o kryptonimie NIE, kadrowego odłamu Armii Krajowej przygotowanego do działań w warunkach sowieckiej okupacji. Bezpośrednie działania organizacja „NIE” miała podjąć po rozwiązaniu Armii Krajowej 19 stycznia 1945.Na krótko przed upadkiem powstania warszawskiego, rozkazem Naczelnego Wodza Kazimierza Sosnkowskiego z 28 września 1944 „Nil” został awansowany na stopień generała brygady. W październiku 1944 został zastępcą dowódcy Armii Krajowej, gen. Leopolda Okulickiego. Po raz pierwszy aresztowany pod fałszywym nazwiskiem przez NKWD w marcu 1945 roku dwa lata spędził na Uralu, wrócił do Polski i w 1948 roku „ujawnił się”. Ponownie aresztowany w 1950 roku, był torturowany podczas niezwykle brutalnego śledztwa a potem skazany na śmierć przez powieszenie. To właśnie Alicja Graff – w 1953 roku wicedyrektor Departamentu III Prokuratury Generalnej, podpisała się pod pismem do naczelnika więzienia na Rakowieckiej, informującym o terminie wykonania wyroku śmierci na generale „Nilu”.
Prosiła w nim także o „wydanie niezbędnych zarządzeń do wykonania egzekucji”. Jej „prośba” została spełniona. Dyrektor więzienia stosowne polecenia wydał. Polskiemu generałowi, bohaterowi walki o niepodległość, komunistyczni bandyci odmówili nawet honorowej żołnierskiej śmierci od kuli. Powiesili go jak pospolitego bandytę 24 lutego 1953 roku o godzinie 15.00. Przez pół wieku nie było wiadomo, gdzie jest pochowany. W 2009 roku pojawiła się informacja, że prawdopodobnie spoczywa na Powązkach.
Kiedy po latach od tej zbrodni rodzina bohatera Polski Podziemnej napisała do niej list z prośbą o wyjaśnienie okoliczności śmierci gen. Fieldorfa, Graff nie odpisała. Do końca życia ta morderczyni nie zdobyła się na odpowiedź na pytanie: jak zginął legendarny szef Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej, ani na żadne inne pytanie o swoją przeszłość i rolę w stalinowskim systemie bezprawia. Uznała, że niczego wyjaśniać nie musi i nie będzie. Oczywiście Alicja Graff nigdy za swój udział w tym mordzie nie przeprosiła Jednocześnie komuś bardzo zależy na ukrywaniu prawdy o niej, bowiem wzmianki są mniej niż enigmatyczne. Być może zależy na tym jej potomkom..
Więzień Biernacki – „opinia Naczelnika Więzienia (…) negatywna” Oczywiście zaangażowanie Alicji Graff w mord na gen. Fieldorfie to nie wszystko. Nadzorowała ona także inne sprawy, w tym płk. Wacława Kostka – Biernackiego, zaufanego Józefa Piłsudskiego jeszcze z czasów legionowych, aresztowanego przez bezpiekę w październiku 1945 roku. Wacław Kostek-Biernacki odpowiadał m.in. za nadzór i organizację obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej, był więc szczególnie przez komunistów znienawidzony. Aresztowany w październiku 1945 roku osiem lat spędził w więzieniu zanim wytoczono mu „proces”, oczywiście od początku do końca sfingowany. W kwietniu 1953 roku został w nim skazany na karę śmierci. Alicja Graff brała aktywny udział w tym procesie. To właśnie ona w piśmie z 19 listopada 1953 roku wymieniała zarzuty wobec Biernackiego: „Od 1931 r. do 31 sierpnia 1939 r. w związku z wykonywaniem urzędu wojewody nowogródzkiego i poleskiego na terenie tych województw realizował politykę sanacyjnego rządu faszystowskiego dławienia rewolucyjnego ruchu mas pracujących miast i wsi oraz wynaradawiania ludności ukraińskiej i białoruskiej. (…) Nadzorował znajdujący się na podległym mu terenie obóz w Berezie Kartuskiej, będący zorganizowanym ośrodkiem wyniszczania działaczy ruchu robotniczego”. Streszczała też przebieg kary odbywanej przez Biernackiego. Zanotowała wówczas – „Początek kary dnia 9.XI.1945 r., koniec kary 9.XI.1955 r. (…) pozostało do odbycia 2 lata „ (Po apelacji na poczet dziesięcioletniej kary więzienia zaliczono Biernackiemu także czas aresztowania przed wytoczeniem mu procesu. Niestety – w stalinowskim więzieniu aresztowani nie mogli pisać wspomnień, jak czynił to Adam Michnik w czasie swojego aresztowania w latach osiemdziesiątych. Nie mieli żadnych praw, a im bardziej byli przez komunistów znienawidzeni, tym gorszy był ich los za kratami. Kostek-Biernacki był dręczony w sposób szczególny, czego ślady możemy znaleźć w skrupulatnym piśmie Alicji Graff. Rozważając kwestię jego przedterminowego zwolnienia we wspomnianym wyżej piśmie stalinowska zbrodniarka napisała o „więźniu Biernackim” – „Opinia Naczelnika Więzienia z września 1953 r. – negatywna. Z orzeczenia Komisji Lekarskiej z dnia 1.IX.1953 r. wynika, że skazany cierpi na przewlekły zniekształcający gościec stawowy, miażdżycę uogólnioną, zwyrodnienie miażdżycowe mięśnia sercowego, rozedmę płuc, padaczkę oraz że wskazana jest (przekreślone długopisem słowa: przedterminowe zwolnienie) przerwa na okres 1 roku z uwagi na chorobę przewlekłą, stale pogarszającą się”. Płk Wacław Kostek-Biernacki nie został przedterminowo zwolniony, nie dostał przerwy w odbywaniu wyroku. Odsiedział całe dziesięć lat. Schorowany, skatowany, wyszedł na wolność. Zmarł półtora roku po opuszczeniu więzienia we Wronkach – w listopadzie 1957 roku. I za swój udział w tej zbrodni Alicja Graff nigdy nie przeprosiła.
Wielka niewiadoma, wielka emerytura i… mentalna „następczyni”? O tym, co się działo później z Alicją Graff nic nie wiadomo. Jej losy można rozpatrywać tylko w kontekście losów jej męża. Prawdopodobnie tak jak on przeszła „do cywila” około 1968 roku. Mieszkała do śmierci w wygodnym mieszkaniu w centrum Warszawy podobnie jak jej mąż – także bandzior Stalina, pobierała wysoką, resortową emeryturę. Nawet po odzyskaniu przez Polskę wolności nie stanęła przed sądem. Alicja i Kazimierz Graff nie byli bezdzietni. Chociaż próżno szukać informacji na temat ich potomstwa, wiele wskazuje, że Alicja Graff „wychowała sobie” wnuczkę. W Internecie wciąż pojawiają się informacje o związkach z nią znanej feministycznej działaczki Agnieszki Graff (ur. w 1970 roku), podkreślającej swoje żydowskie pochodzenie (po ojcu), martwiącej się beatyfikacją papieża Jana Pawła II, stwierdzającej, że naród „to fikcja” i zapewniającej, że Polacy mają „w nosie” Smoleńsk. „Czuję się bardzo obco wobec tej histerii. (…) W mojej rodzinie nazywamy to paraliżem smoleńskim, to, co zawładnęło mediami, które właściwie nie mówią na żaden inny temat. Tak było po śmierci papieża. (…) Natomiast – moim zdaniem – większość ludzi ma to w nosie” – wyznała Agnieszka Graff na łamach „Wprost”. Sama zainteresowana zapewnia, że komentarzy na swój temat nie czytuje. Szkoda. Może zachciałaby wówczas wyjaśnić, ile jest prawdy w zarzutach internautów, że jest wnuczką komunistycznych zbrodniarzy. Może te zarzuty są nieprawdziwe i mamy do czynienia z przypadkową zbieżnością nazwisk, ale przyznać trzeba, że ewidentna niechęć Agnieszki Graff do chociażby katolicyzmu jest bardzo zbliżona do stanowiska wobec Kościoła twórców stalinizmu w Polsce, do których niewątpliwie należeli Graffowie. Ciekawe, czy byli jej dziadkami? Źródła: Tadeusz M. Płużański „Bestie”, Biblioteka Wolności 2011, „Fikcja zwana narodem” – mówi Graff, działaczka feministyczna. A Smoleńsk? Zapomnieć. Kurs franka jest ważniejszy”, www.wpolityce.pl; Agnieszka Rybak „Za późno na sprawiedliwość”, www.rp.pl Krzysztof Szwagrzyk „Prawnicy czasu bezprawia. Sędziowie i prokuratorzy wojskowi w Polsce 1944 – 1956”, |
| Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu |
|
| HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW |
|
| Misja życia Antoniego Macierewicza |
|
| Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”? |
|
| Kiedy już głupcy przejrzą na oczy… |
|
| Czas łotrów i szubrawców |
|
| ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE |
| Pozostała nam tylko ulica |
| CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI |
|
| Kiedy przeproszą za rabina? |
Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? |
| Tusk to obciach |
Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca |
| BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP... |
|
| 21 730 samobójców pod rządami Tuska |
|
| Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę? |
|
| Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta |
|
| Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna |
|
| PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona |
|
| Posypała się narracja |
|
| CO DALEJ? |
|
| Boże, przybądź nam z pomocą |
|
| WYDARZENIA | POLITYKA | KRAJ | HISTORIA | WARSZAWSKA ALEJA | KULTURA | ZDROWIE I URODA |
| Warszawska Gazeta 2011 | REKLAMA | PRENUMERATA | KONTAKT | do góry
|