| Na miejscu Parulskiego strzeliłbym sobie w łeb |
| Mirosław Kokoszkiewicz |
| piątek, 20 stycznia 2012 11:11 |
|
Czy zrobił to bez wiedzy kumpla i zwierzchnika? Niemożliwe, zwłaszcza, że Parulski na konferencji prasowej utożsamił się całkowicie z kolejnym już w Polsce „człowiekiem honoru” i jego przesłaniem, zapewne wspólnie zredagowanym. Sprawa smoleńskiego zamachu powoli i stopniowo wychodzi na jaw, a zdrajcy czują coraz większe zagrożenie i Bóg, bardzo słusznie, odbiera im rozum. Między bajki możemy włożyć opowieści płk Przybyła na temat prokuratury wojskowej jako ostatniego bastionu w walce z przestępczością zorganizowaną w armii. Przypomnijmy sobie chociażby „aferę bakszyszową”, czy umorzenie sprawy dotyczącej nieprawidłowości w sprawie zakupu CASY. Likwidacja Naczelnej Prokuratury Wojskowej spowodowałaby wgląd w akta smoleńskie prokuratorów z prokuratury powszechnej, a tam, za sprawą nadzorujących śledztwa wojskówki, w mniej hermetycznym środowisku wyszłyby na jaw sprawy, o których strach nawet pomyśleć. Muszę przyznać, że w pierwszym momencie, kiedy dotarła do mnie wieść o tym, co zrobił płk Przybył pomyślałem; są jeszcze w Polsce oficerowie z honorem. Jednak kolejne doniesienia i obejrzenie filmu, który już zniknął z Internetu, przyprawiły mnie o zawrót głowy i uczucia balansujące między współczuciem, a wydarzeniem powodującym salwę śmiechu.
Miał być dramat, a wyszła marna farsa. Większość samobójców wykorzystujących do tego celu broń palną robi to zazwyczaj skutecznie. W 99 procentach broń kierowana jest w skroń lub w usta z lufą przystawiona do podniebienia i skierowaną niemal pionowo do góry tak, aby trafić w mózg. Są również mniej liczne przypadki kierowania wylotu lufy w czoło, co wymaga dość dziwnego uchwytu pistoletu, czy rewolweru. Znane są również przypadki strzałów z przyłożenia w brodę, czyli przestrzeń między literę „V” lub, jak kto woli, „U” jaką ona przypomina, ale skutek jest niemal identyczny jak przy strzale w usta.
Przeżywają niezwykle nieliczne ofiary i najczęściej są one okaleczone do końca życia bez możliwości samodzielnej egzystencji. Z tego, co wiem na tę chwilę, płk Mikołaj Przybył po udanym zabiegu „czytaj założeniu opatrunku”, przez chirurga szczękowego, wychodzi ze szpitala, a rany okazały się powierzchowne i uszkadzające jedynie tkanki miękkie.
Jako, że na broni trochę się znam to przypuszczam, że nasz: „człowiek honoru” włożył sobie lufę pistoletu w usta przestrzeliwując policzek bądź, co bardziej ryzykowne, otworzył usta i przestrzelił sobie oba policzki. Zapewniam czytelników, że każdy człowiek obcujący kiedykolwiek z bronią krótką, potrafiłby tak oddać strzał żeby się zabić i na odwrót, wiedziałby jak strzelać, aby zamiast wielkiej krzywdy wyrządzonej samemu sobie, wywołać tylko planowane medialne zamieszanie. Tym bardziej, jeżeli mamy do czynienia w oficerem obcującym na co dzień z bronią. Tekst który piszę dzisiaj, czyli o północy w poniedziałek, 9 stycznia 2012 roku, ukaże się w „Warszawskiej Gazecie” dopiero w piątek. Sądzę, że do tej pory nie zostanie odnaleziony pocisk wystrzelony przez „dzielnego prokuratora” Przybyła. Jedynym bowiem zagrożeniem dla życia i dalszego dobrego zdrowia pułkownika „samobójcy” był rykoszet po oddaniu strzału w pomieszczeniu zamkniętym. Myślę, że owego pocisku trzeba szukać poza budynkiem, w którym doszło do tej mistyfikacji, a linia strzału przebiegała poprzez policzki pana prokuratora oraz, otwarte w celu „wywietrzenia sali”, okno.
Oczywiście, jak wiedzą antyterroryści, istnieje coś takiego jak amunicja anty-rykoszetowa, ale jej zastosowanie z miejsca zdemaskowałoby aktora dramatu, gdyż pociski z takiej amunicji posiadają charakterystyczne wyżłobienia.
Natychmiastowe ściągnięcie do studia TVN24 kursanta GRU, generała Dukaczewskiego i błyskawiczna reakcja prezydenta Komorowskiego, wzywającego do siebie Seremeta i Parulskiego, świadczą o tym, że komuś w okolicach Krakowskiego Przedmieścia pali się już nieźle koło tyłka, a „obiad drawski II” był tak „koronkowo” przygotowany, jak koronkowy jest intelekt trzęsącego portkami pierwszego tchórza RP. Jeszcze odrobinę cierpliwości rodacy, a prawda zacznie nas wyzwalać w szokującym tempie. |
| Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu |
|
| HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW |
|
| Misja życia Antoniego Macierewicza |
|
| Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”? |
|
| Kiedy już głupcy przejrzą na oczy… |
|
| Czas łotrów i szubrawców |
|
| ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE |
| Pozostała nam tylko ulica |
| CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI |
|
| Kiedy przeproszą za rabina? |
Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? |
| Tusk to obciach |
Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca |
| BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP... |
|
| 21 730 samobójców pod rządami Tuska |
|
| Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę? |
|
| Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta |
|
| Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna |
|
| PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona |
|
| Posypała się narracja |
|
| CO DALEJ? |
|
| Boże, przybądź nam z pomocą |
|
| WYDARZENIA | POLITYKA | KRAJ | HISTORIA | WARSZAWSKA ALEJA | KULTURA | ZDROWIE I URODA |
| Warszawska Gazeta 2011 | REKLAMA | PRENUMERATA | KONTAKT | do góry
|