| W ciemności światełko prawdy |
| Marcin Hałaś |
| piątek, 03 lutego 2012 08:36 |
|
„W ciemności” to historia lwowskiego kanalarza (a równocześnie złodzieja) Leopolda Sochy, przechowującego w czasie niemieckiej okupacji w kanałach grupę Żydów. Film można analizować na kilka sposobów. Nie sposób jednak pominąć refleksji zupełnie pozaartystycznej. Wszak żyjemy w czasach, kiedy dyskurs publiczny zdominowany został przez antypolskie hucpy, wzniecone za sprawą książek Jana Tomasza Grossa, wspieranych publicystycznymi kampaniami „Gazety Wyborczej”. Wyłania się z nich obraz Polaków – notorycznych antysemitów, wspólników Niemców w dziele holocaustu, obdzierających niczym hieny ofiary zagłady. Na gruncie historycznym bzdury te obalono dość łatwo, podobnie jak – na przykład – Joanna Siedlecka zweryfikowała w „Czarnym ptasiorze” fikcję zaserwowaną czytelnikom przez Jerzego Kosińskiego na łamach „Malowanego ptaka”. To wszystko – nie przeszkadza specnazowcom (czyli dziennikarzom – specjalistom od zadań specjalnych) „Wyborczej” powtarzać mantrę o polskim antysemityzmie, polskiej współwinie za holocaust. Takie sądy są zresztą na rękę wielu środowiskom zachodnim – także niemieckim, bo zdejmują z nich część odpowiedzialności za zbrodnie II wojny. A jak wiadomo – kłamstwo powtórzone tysiąc razy zaczyna funkcjonować jako prawda.
Jestem mile zaskoczony: Agnieszka Holland nie zrealizowała filmu na wspomniany obstalunek. Zwłaszcza na kilka momentów warto zwrócić uwagę. I tak – po pierwsze i „po najważniejsze”, jeżeli dotąd „w modzie” było pokazywanie Polaków jako współodpowiedzialnych (choćby przez milczące przyzwolenie) – za holokaust, to „W ciemności” jasno wskazuje inny aspekt zagłady Żydów w czasie II wojny światowej: współuczestnictwo ukraińskie. W filmie Agnieszki Holland jest to współuczestnictwo instytucjonalne – w ramach formacji policyjnych (ale były też oddziały wojskowe na czele z dywizją SS Hałyczyna) współpracujących z hitlerowcami. „Niemcy to najlepsze, co mogło przydarzyć się Ukraińcom” – mówi w filmie Kowalew, przyjaciel Sochy z dawnych lat, następnie członek ukraińskiej milicji, pomagającej Niemcom w pacyfikacji lwowskiego getta. Po raz pierwszy więc w filmie o holocauście na ziemiach polskich nie wydobywano hipotecznego współudziału Polaków w dziele zagłady Żydów, ale wskazano na prawdziwych współsprawców. Zresztą ten współudział Ukraińców odbywał się nie tylko poprzez otwartą kolaborację z Niemcami, ale także jako działanie samodzielne: oddziały OUN/UPA „oczyszczały teren” z Żydów z taką samą gorliwością jak z Polaków. Polacy nie byli więc żadnymi „cichymi wspólnikami”, natomiast za linią Bugu stali się wręcz współofiarami holocaustu. Plus dla Agnieszki Holland.
Pokazując postać Leopolda Sochy, Holland w dość mocny sposób daje argument przeciw ujęciu Polaków à la Jan Tomasz Gross. Socha to złodziej, siedział w więzieniu za przestępstwa kryminalne i dalej uprawia swój fach. Któż więc jeśli nie złodziej, w dodatku człowiek prymitywny, predestynowany jest do roli szmalcownika i hieny? Jeżeli on zaczyna pomagać Żydom – nie z chęci zysku, ale z ludzkiej solidarności, z nakazu sumienia, to czyż nie jest to dobitny symbol? Nie chcę tutaj uruchamiać całej listy faktów: że w strukturach polskiego państwa podziemnego istniała „Żegota” – komórka powołana do niesienia pomocy Żydom, że i owszem zdarzali się Polacy denuncjujący Żydów – ale tak samo zdarzali się Polacy denuncjujący członków ruchu oporu; zresztą na jednych i drugich wydawane były przez podziemne sądy wyroki śmierci – w imieniu Rzeczypospolitej, co istotne – wyroki te były wykonywane. Casus Poldka Sochy mówi nie tyle więcej niż te fakty, ale za to na płaszczyźnie metaforycznej – co najmniej tyle samo.
I teraz o dwóch smutniejszych sprawach. Pierwsze spostrzeżenie jest marginalne – Socha rozmawia ze swoim kolegą i żoną „bałakiem”, czyli lwowską gwarą. Producenci opatrzyli te dialogi napisami, jakby były prowadzone w języku obcym. Czyżby oznaczało to, że ta piękna śpiewna polszczyzna lwowskiej ulicy jest już martwym, ginącym językiem? Że przeciętny widz jej nie rozumie? Zapewne tak – pewne słowa, wyrażenia mogą wymagać tłumaczenia. Niemniej te „napisy” to symboliczny nekrolog bałaku, lwowskiej polszczyzny. Drugie spostrzeżenie jest fundamentalne. Żydzi ukrywają się w komorze pod kościołem Matki Boskiej Śnieżnej. Słyszą odgłosy mszy, modlitw i śpiewów. Pomijam drobny szczegół, na który powinni zwrócić uwagę lwowiacy: kościołek Matki Boskiej Śmieżnej położony jest na wzgórzu. Jeżeli biegną pod nim kanały – to akurat w tym miejscu powinny być odizolowane od dźwięków ze świątyni. W każdym razie – Żydzi je słyszą, a kiedy jedna z Żydówek rodzi w komorze kanałów dziecko – dusi niemowlę, aby ludzie w kościele nie usłyszeli jego płaczu (w domyśle – modlący się w kościele mogą zadenuncjować ukrywających się). Jest to klasyczny sposób stosowania techniki przypominającej tzw. „reklamę podprogową”. Stan zagrożenia Żydów kojarzy się ze „ścieżką dźwiękową” mszy i nabożeństw. A więc – co nasuwa się podświadomie, podprogowo – katolicyzm równa się zagrożenie. Agnieszka Holland jest zbyt doświadczonym człowiekiem filmu, żeby chwyt taki zastosować przypadkowo, czy też bezwiednie. Przecież podobne sztuczki uprawiała znacznie młodsza Magdalena Piekorz w utytułowanym „Gnoju” – tam ojciec bijący kilkuletniego syna trudnił się rzemiosłem sakralnym, kiedy skórzanym pasem katował małego chłopca – w tle widać było kilkadziesiąt gipsowych figurek matki Boskiej, które produkował w swoim warsztaciku. Otwarty lub podprogowy antykatolicyzm wciąż jest w jak najlepszym tonie.
Mimo tego – Agnieszka Holland zrobiła film zaskakująco uczciwy, zwłaszcza w kontekście haniebnych „grossowych” kampanii prowadzonych i inicjowanych przecież przez środowiska dość jej bliskie. Może nawet twórców zaskoczyła ta wymowa, skoro do filmu dopisano „post scriptum”: Socha wkrótce po wkroczeniu armii sowieckiej zginął pod kołami ciężarówki (ratując własną córkę). Dostajemy więc w napisowym postcriptum, że na jego pogrzebie podobno ktoś powiedział, że to „kara za ratowanie Żydów”. Z tego, co wiem nie istnieją żadne wiarygodne relacje z pogrzebu Leopolda Sochy, ale to dopisane „podobno” jakby starało się sprowadzić pointę na bardziej „topowe” ścieżki Warto podkreślić, że „W ciemności” to film bardzo dobry – z rzędu tych „wbijających widza w fotel”. A to, że nie możemy rozmawiać tylko o jego zaletach estetycznych i ekspresji – to już, niestety, inna sprawa.
|
| Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu |
|
| HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW |
|
| Misja życia Antoniego Macierewicza |
|
| Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”? |
|
| Kiedy już głupcy przejrzą na oczy… |
|
| Czas łotrów i szubrawców |
|
| ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE |
| Pozostała nam tylko ulica |
| CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI |
|
| Kiedy przeproszą za rabina? |
Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? |
| Tusk to obciach |
Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca |
| BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP... |
|
| 21 730 samobójców pod rządami Tuska |
|
| Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę? |
|
| Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta |
|
| Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna |
|
| PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona |
|
| Posypała się narracja |
|
| CO DALEJ? |
|
| Boże, przybądź nam z pomocą |
|
| WYDARZENIA | POLITYKA | KRAJ | HISTORIA | WARSZAWSKA ALEJA | KULTURA | ZDROWIE I URODA |
| Warszawska Gazeta 2011 | REKLAMA | PRENUMERATA | KONTAKT | do góry
|