Reklama

Przewrócony krzyż…
Andrzej Leja   
piątek, 10 lutego 2012 08:26

 

Tytuł niniejszego felietonu nie oddaje w pełni tego, co możemy zobaczyć na filmie Ewy Stankiewicz pt. Krzyż. Ale nie miałem siły, by napisać prawdę… opluty. Byłem w tamte dni pod tym krzyżem. Niestety zbyt krótko. Gdy jeszcze krzyż nie był tak zagrożony. To co zobaczyłem na filmie przeszło moje wyobrażenie, mimo że od przyjaciół słyszałem już wcześniej wiarygodne relacje z popisów szatana. W moim lesie jestem tak spokojnie szczęśliwy. Zwierzęta, z którymi obcuję są bardziej obliczalne niż ludzie, a poza tym kontakt z nimi to sama radość i przyjemność. To co prezentują ludzie(?) pod Krzyżem, jest niegodne człowieka. Plucie. Pijacki bełkot. Nieustanne profanowanie sacrum w sposób tak podły, że czasem jedyną reakcją jest wstyd, że należymy do gatunku ludzkiego. Widzę, że moja żona, milcząc przez cały czas projekcji filmu, przez długie minuty w ogóle nie może patrzeć na ekran. Ja momentami czuję jak same płyną mi po policzkach łzy. A przecież należę do tzw. twardzieli, jestem typowym człowiekiem lasu. Twardym jak głaz, silnym i bywa, że gruboskórnym, gdy stykam się z ludzkim banałem i bylejakością.

 

 

Tymczasem te chwile, podczas których nie jestem w stanie znieść widoku tego poniżenia, które zgotowano krzyżowi i ludziom krzyża, w kraju ponoć katolickim, przed prezydenckim pałacem, zapamiętam już na zawsze. Jako sceny polskiej hańby… Nie uda się ich wymazać ot tak sobie. Obrazki z biczowaniem jakiegoś rozebranego błazna, dźwigającego wystrugany krzyżyk, będą już scenami polskiej hańby na stałe. 

Tak jak i inne „dziełka” tarasowych rechoczących idiotów. Znany wszystkim krzyż z puszek po piwie, bezwstydne dziewoje, którym do głowy nawet nie przyjdzie jak bardzo są w tym co robią żałosne (bosonoga blondynka – sic!), wielu pijanych żuli, gotowych na każde wulgarne świństwo dla tych swoich pięciu minut, gdy kretynów takich jak oni potrzebowała dla swojej ideologicznej chorej walki Wybiórcza…

 

W ostatnim teatrze telewizji ważna sztuka. Ostateczne rozwiązanie Franka Piersona z udziałem takich wspaniałych aktorów jak Kenneth Branagh. Dramat oparty na stenogramach rozmów przywódców hitlerowskich na temat rozwiązania „kwestii żydowskiej”. Wstrząsający…Do dziś brzmi mi w uszach głośny rechot faszystowskich oprawców (byli wśród nich lekarze, dowódcy, same najważniejsze persony) po końcowym już uzgodnieniu „ostatecznego rozwiązania”. To jest ten sam rechot, który słyszałem pod pałacem, rechot pogardzających krzyżem istot…

 

Grzeczność gospodarzy, czy współczesny Makbet?

Oto ktoś odwiedza nasz dom. Jako gość. A my walimy go kawałkiem metalowej brzozy po głowie i kradniemy mu komórkę, by potajemnie odczytać numery kontaktowe zapisanych telefonów. Analizujemy treść sms-ów. Sprawdzamy, kto dzwonił do naszego gościa, zaś jeszcze wcześniej, zanim nas odwiedził, zakładamy mu podsłuch… No, słowem – Gość w dom, Bóg w dom. Tylko po sowiecku. 

 

Że niemożliwe? Ależ w kulturze sowieckiej takie słowo nie istnieje. U nich wszystko możliwe. Problem w tym, że ogromna rzesza Polaków boi się chyba o tym pamiętać… Czy z tego strachu można zachowywać się aż tak niegodnie? I jeszcze drugie pytanie. Czy kiedyś świat pozna prawdę? 

 

Kantówka klejona… 

Sporo ciekawych rzeczy można się dowiedzieć o Polsce jadąc zwykłą trasą E-1. Co i rusz stoi przy drodze, nawet w miejscach zupełnie bezpiecznych, fotoradar, którego najważniejszym celem jest ograbienie kierowcy z jego gotówki. Z głupawym uśmiechem (kto widział, ten wie o czym piszę) i rozbrajającą szczerością przyznał to nie tak dawno sam wiceszef komisji finansów poseł Neumann, który rzekł, że państwo potrzebuje tych pieniędzy i że powinna wpłynąć do budżetu istotna kwota z fotoradarów. I to jest właśnie ta zapowiadana przez Tuska i platfusów ich ofensywa w sprawie poprawy warunków i bezpieczeństwa na polskich drogach. Kiedyś Tusk szyderczo ironizował, iż PiS nie buduje autostrad tylko stawia fotoradary, tymczasem sam cichaczem buduje foto-radarowe imperium. Zaś usłużni anty-dziennikarze (na własne uszy słyszałem) tłumaczą „idiotom”, iż fotoradary obniżyły już w Polsce ilość śmiertelnych wypadków, więc rozmieszczanie ich w ogromnej ilości jest jak najbardziej uzasadnione, po czym na ekranie pojawiają się liczby zabitych na drogach Polaków: w 2010 – ponad 3 tysiące, w roku 2011- ponad 4 tysiące. Idiota się przecież na manipulacji i kłamstwie nie pozna.

Wczoraj, jadąc trasą E-1 do Łęczycy, kątem oka spostrzegłem wielki szyld z napisem: Orliki 2012. 

A na tym samym szyldzie nieco niżej: Kantówka klejona. Kurczę, pomyślałem, Orliki i kantówka. Jakież to symboliczne określenie Tuskolandii, której władcy kantują jak nikt. Jedyna nadzieja, że to się im jednak nie sklei!

 

Muzyka istnienia…

Czy współcześni władcy Tuskolandii myślą czasem o swoim życiu w kategoriach własnych życiowych osiągnięć? Czy są może dumni z siebie, bo tak wiele osiągnęli w zakresie wymiernych korzyści finansowych i tak wysoko usiedli na stołkach? Czy są też dumni z tego specyficznego „systemu kłamstwa”, który stworzyli w ramach propagandy licznych sukcesów, tak licznych, że cenę za te „sukcesy” będą płacić pokolenia Polaków? I wreszcie ostatnie pytanie: Czy mają świadomość krzywdy wyrządzonej polskiemu narodowi? Jaka „muzyka istnienia” gra w ich umysłach i sercach? 

 

 Sięgnijmy do Szekspira. To nie tylko wielki dramaturg, ale również znawca ludzkiej duszy i sumienia. To Szekspir postawił dość oczywiste pytanie w Ryszardzie II: Jak kwaśną staje się muzyka słodka, gdy fałsz w niej słychać i miara zaginie?. Po czym sam odpowiada: „Tak jest z muzyką ludzkiego istnienia!”. Jaka jest muzyka istnienia władców tej koszmarnej Tuskolandii i dlaczego w niej fałsz za fałszem goni? Czy wiedzą na przykład, że ze szpitala (znam adres szpitala) wypisuje się po chemii ciężko chorych na raka o godzinie 10:00, po czym każe się im czekać w poczekalni na wypis, który następuje o 14:00? Czy wiedzą, że tak niegodnych człowieka przypadków w ich Tuskolandii nie da się już policzyć? A jeśli wiedzą, to jaka jest ich muzyka istnienia.

 

Gdzie jest Rokita?

I czym się teraz zajmuje? Przyznaję, że bardzo mi brakuje Rokity w życiu politycznym Polski. Szanuję go (pamiętam, pamiętam jego niezbyt chlubne wypowiedzi i jego „działalność” w rządzie Suchockiej!), wręcz mam do niego słabość (o czym świadczy fakt, że piszę już o nim w zapiskach po raz trzeci) od czasu sławetnej komisji Rywina. Z jednej strony to mu się nawet nie dziwię, że zniknął, bo honorowy był z niego facet. A uczestnictwo w platfusowej polityce miłości a rebours i przyjmowanie ciosów Tuska to jednak dyshonor dla poważnego polityka. Ktoś taki jak Rokita, ze swoją propaństwową filozofią i dużymi ambicjami, mógł mieć tego serdecznie dosyć. I to do tego stopnia, że nawet wizja niepoważnego szydełkowania czy też mocowania się z maszyną do szycia, nie była mu straszna 

(A że się był wygłupił z tym szydełkowaniem to już jakby „insza inszość”). Z drugiej jednak strony, ta Rokitowa paniczna wręcz ucieczka od polityki, to jednak trochę tchórzostwo i wygodnictwo z jego strony. Najpierw schował się był wygodnie pod spódnicę żony, a teraz już kompletnie zniknął z tym swoim „talentem i zmysłem politycznym” i zaszył się w mysią dziurę. Pytam więc, gdzie jest?

Bo tylko raz pokazał się w znaczący sposób, ujawniając na kogo głosował w wyborach prezydenckich i dlaczego to był Jarosław Kaczyński. Pół prawej Polski się śmiało z jego ostrzegawczego, acz groźnie brzmiącego: „przecież znam Bronka”. I jak to z Rokitą bywa – wiele nam przy tej okazji powiedział! Czekam na więcej…

 

Gatunek człowieka, czyli o Złotym klakierze! 

Nie chodzi mi o taki klasyczny homo sapiens, o nie! Ten, o którym chcę wspomnieć, to gatunek nierozumny, który nazwałbym „celebrycko-pokazywackim”. Taki gość lub taka żenścina, należący do tego gatunku „wybranych przez siebie samych” (na zasadzie: ty wskażesz mnie, ja wybiorę ciebie. Ty mi wręczysz Złotą Malinę, ja tobie Złotą Czcionkę czy też inną Złotą Pierdółkę), już tak mają, że muszą się pokazywać. Gdzie? Ano gdziekolwiek. Wezmą przecież udział w każdej imprezce, łącznie z tą promującą nową pastę do zębów, bo przecież zdjęcia z bibki ukażą się w piśmie „Moja piękna twarz i dlaczego najpiękniejsza?”, no i kasa-misiu się zgadza. 

Ale głównie jednak biegają na gale i galki, podczas których na zmianę wręczają sobie kolejne już, wciąż nowo wymyślane „polskie oskary”. I chociaż są ich już setki, to przecież celebrytów jak „mrówków” i na przykład Mysia-Pysia jeszcze Złotej Śliny nie dostała. I tak niemal codziennie, Złota Muszla, Super Durszlak, Złoty Klakier, Super Fakier, Super Wiktor, Złoty Cielec, jest ich wiele. Telekamera, czy też miedziana Jutro Kariera…a tymczasem celebryci i celebrytki dostają małpiego rozumu. A wychodząc po nagródkę przed oblicze ludzi, których widziało się na podobnych imprezkach już setki razy, wylewa się krokodyle łzy i dziękuje się mamie, bo urodziła, Frankowi i Józkowi, bo zauważył, a później bywa, że znieważył, Brońci i Fruńci, bo napisały coś tam, coś tam, cioci Fruzi, bo rozumiała, a babci Rózi bo krytykowała, bądź nie, ale to nie ma absolutnie żadnego znaczenia, tak jak nie ma znaczenia cały ten płynący z malinowych usteczek „słowotok” i owczy pęd na kolejną imprezkę. Mają oni jednak w Tuskolandii jedną ogromną zaletę – kochają Jurka i wiernie głosują na swojego guru (jak lubi mawiać aktor Kociniak) oraz na „Władysława Komorowskiego” (nie poprawiać!)

 

Mrzonki Mareczka… 

Marek Migalski coraz mocniej pracuje na to, bym zaczął wierzyć mojemu koledze z podstawówki, dziś znakomitemu chirurgowi, który ilekroć słyszy Migalskiego wykrzykuje: k…a, bredzi jak potłuczony. W każdym bądź razie to, co nasz bohater napisał był ostatnio jako bloger salonu24, ostatecznie pogrąża go jako wiarygodnego socjologa. Gdyż niepostrzeżenie stał się socjologiem-fantastą. Początek końca PO. Skupmy się wokół PJN – nawołuje w swoim blogerskim tekście – tym razem tej drugiej szansy nie zmarnujemy… 

Był czas, że Migalski prezentował całkiem dobre analizy socjologiczne tego, co działo się w Polsce. Jak mówi mój kolega-chirurg: te czasy już Laiza minęlli (Cabaret ze słuszną tezą). Bo i kabaret z Mareczka niezły (skupmy się wokół pejotenu) i ocena kolegi słuszna. 

 

W ostatnim rzędzie…

Podczas robienia rutynowej fotografii na zakończenie ostatniego tzw. szczytu krajów Unii Europejskiej, Tusk znalazł się na właściwym sobie, eksponowanym i pewnie według jego picusiów-glancusiów od pijaru, honorowym miejscu, bo w ostatnim rzędzie, na szarym końcu. Minę miał nietęgą, ale co tam, w końcu to „miszcz” nadrabiania miną. Przecież podniósł, jak głoszą z mozołem rządowi propagandziści typu Lis, Olejnik, Kolenda-Zaleska, michnikowcy, Żakowski i im podobni, znaczenie Polski na arenie międzynarodowej i w samej Unii w sposób ogromny, ba, określenie jednak zbyt skromne, poprawmy – baaardzo ogromny. I stąd pewnie to fotograficzne wyróżnienie. Jak sobie przypominam, Jarosław Kaczyński zawsze stawał w pierwszym rzędzie obok najważniejszych polityków Europy. Podpowiem propagandystom – zacznijcie tłumaczyć jakie to ważne stać z tyłu, w ostatnim rzędzie. To nic, że widzi się plecy innych szefów rządów. Z tyłu widać lepiej. 

 

Jacek Kwieciński…

To był mój ulubiony dziennikarz. W zasadzie nie przypominam sobie (a czytam go od samego początku ukazywania się Gazety Polskiej, z przerwą w okresie późnego Wierzbickiego), bym kiedykolwiek nie zgadzał się z tym, co napisał. Zarówno w sprawach Polski, jak i tematach amerykańskich. Podobnie jak On, jestem Reaganistą. Łączyło nas jednak przede wszystkim przywiązanie do tych samych Wartości. Odrzucaliśmy tych samych ludzi i równie mocno wkurzała nas polityczna poprawność. To od jego Odcinków zaczynałem lekturę Gazety Polskiej. Bez Jacka Kwiecińskiego to już, niestety, będzie inna gazeta. I chociaż ponoć nie ma ludzi niezastąpionych, to kto inny napisze coś tak intrygującego, prawdziwego i głęboko refleksyjnego jak właśnie Odcinki? Był świetnym i krytycznym obserwatorem Tuskolandii. Nikt tak jak on nie potrafił w krótkiej notce napisać o ważnej sprawie. Miał 68 lat. 

Jaka strata,  jaki żal…

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.