Reklama

Na ogół ignoruję ludzi „Gazety Wyborczej”…
Andrzej Leja   
piątek, 17 lutego 2012 14:27

 

Nie wiem też kim jest Janusz Anderman. Być może wydaje mu się, że jest jakimś ważnym gostkiem, bo pisze dla Wybiórczej. Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia, co siedzi w człowieku piszącym dla gazety z ulicy Czerskiej. Mogę mu zwyczajnie po ludzku współczuć. I pewnie byłbym nigdy się nie dowiedział o jego istnieniu, a tym bardziej o jego „artykule”, gdyby naczelny nie zwrócił mi na to uwagi. Ze służbowego obowiązku przeczytałem więc sążnisty elaborat wspomnianego Andermana na temat drugiego obiegu, parafrazujący tytuł moich zapisków Ludzie z lasu. Poza tym, że autor stara się w nim jak tylko może i na ile mu siła talentu pozwala, dokopać Ziemkiewiczowi, Lisickiemu, Wenclowi i „Warszawskiej Gazecie”,  to jeszcze wynika z niego, że Andermanowi ludzie lasu kojarzą się tylko i wyłącznie z ziemianką i partyzantką. 

 

Nie mieści mu się pewnie w głowie, że można mieszkać w lesie ot tak po prostu, z wyboru, by unikać ludzi miastowych, podobnych Andermanom, Pacewiczom czy Stasińskim. 

 

 

Podziwiam mojego redakcyjnego kolegę Rekontrę. 

Po pierwsze oczywiście za mądre artykuły. Ale również za tę świętą cierpliwość, na przykład podczas lektury artykułów naszych dzielnych propagandystów z Czerskiej, z którymi celnie polemizuje, wykazując czarno na białym ich argumentacyjną mizerię. Ja tej cierpliwości nie mam. Ja nawet nie wiem kim jest Anderman. Czy on tam w tej Wyborczej pisze na stałe, czy jest może na stażu? Na podstawie poziomu tego, co był napisał w swoich enuncjacjach w „Ludziach z lasu” domniemywam, że jest stażystą. Ale nie zdziwię się, gdy okaże się kimś tam na tej Czerskiej ważnym. W końcu Pacewicz i Stasiński są tam ważni, a jaki jest poziom tego, co piszą, każdy kto czyta wie. W każdym bądź razie stażysta czy też nie, winien Anderman znać chociaż balladę Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego o trzęsących się portkach. Nie plótłby wówczas o pticach i ziemiance. Dowiedziałby się również co to jest metafora i że naprawdę istnieją ludzie, którym rosną skrzydła. 

Bo przecież wyobrazić sobie tego nie jest w stanie. Nie ten świat. Nie ta wyobraźnia. Chociaż jest oczywiście coś, co tłumaczy trochę Andermana. Otóż jak się portki trzęsą, człowiek rzeczywiście może stracić głowę i pisać różne bzdurki-stachurki. Tylko po co zaraz obwieszczać je światu?

 

Przywiózł węgiel wozak… 

Znaczy się do mnie, do mojego lasu, żeby w te syberyjskie mrozy nie było nam z żoną zbyt zimno. I zaczął się istny teatr groteski rodem z Mrożka, bądź z Tuwimowskiego PURS-u. Niestety nie było tak śmiesznie jak w anegdocie, w której wozak od razu zaczął krzyczeć: węgiel przywiozłem, węgiel… Na co koń się odwrócił i z wyrzutem zarżał: ta, ty przywiozłeś… Było znacznie gorzej i mniej śmiesznie. Za to oparów absurdu aż nadto. Po wyładowaniu węgla wozak groźnie na mnie spojrzał i wycedził: Dowód osobisty proszę! Zadrżałem. Przypomniały mi się nagle te wszystkie groźne słowa milicjantów, którzy wielokrotnie mnie w dawnych czasach legitymowali. Tymczasem wozak za nic miał moje tłumaczenia, że dokumenty zostawiłem u teściów. Napierał. Dowód osobisty, bo inaczej węgiel zabiorę… Gdy zdumiony bezgranicznie, z rozdziawioną lapą, spytałem wozaka po kiego licha mu mój osobisty dowód, przecież już tyle razy przywoził mi węgiel i takiego durnia z siebie nie robił, ten zrobił znudzoną minę, jakby dziecku tłumaczył i pouczył mnie, że teraz są nowe przepisy i on w papierach musi mój numer dowodu osobistego wpisać. Nie tak dawno wspominałem w zapiskach właśnie fragmenty Tuwimowskiego PURS-u (przypomnę, PURS – Państwowy Urząd Rejestracji Snów). Nie domyślałem się jednak, że życie „za Tuska” znacznie przerośnie teatr absurdu rodem ze świata komuchów, wykpiwany przez Tuwima. Bo czyż może być głupiej niż to, że węgiel w Polsce kupuje się na dowód osobisty? Co prawda od dziecka wyobraźnię mam sporą, ale takiego absurdu w XXI wieku się nie spodziewałem. Obawiam się, że platfusy, zanim w niesławie skończą, wymyślą jeszcze niejeden, byle utrudnić nam życie. 

Póki co ogrzewam swój leśny dom węglem bez dowodu osobistego, musiałem jednak wozakowi sporo dopłacić. Oczywiście sprawdziło się porzekadło, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi oczywiście o pieniądze, ale gdybym dorwał tego kretyna, który wymyśla takie przepisy, to bym mu nogi z czterech liter powyrywał. Bo z jego rozumem już się, niestety, nic nie da zrobić…

 

Dwa cytaty… 

I jedno pytanie. Czym się różnią w zakresie istoty zawartych w nich manipulacji następujące cytaty? Pierwszy z Wirtualnej Polski: Bartłomiej i Katarzyna (to rodzice półrocznej Magdy – AL.) przez wiele lat działali w ruchach katolickich, oboje służyli do mszy świętej…To kłamstwo (wiele lat…oboje służyli do mszy…) było wielokrotnie powtarzane z wyjątkową zajadłością – patrz: np. Środa. Nikomu nawet nie przyszło do głowy, by kierować się prostą logiką i wiedzą, iż w polskim kościele do mszy służą tylko ministranci (chłopcy!). Cel lewactwa był prosty – zakamuflowany atak na religię katolicką. Wykorzystają wszak do tego celu każdą okazję. Nawet rodzinną tragedię. 

Cytat z Michnika: Religia smoleńska przeżywa swój zmierzch. Jestem zdania, że były dwie istotne przyczyny katastrofy. Pierwsza: ten samolot nie powinien wystartować z Warszawy; po drugie – nie powinien lądować na lotnisku w Smoleńsku. I tej oczywistości nie zmieni żadna konferencja prasowa, żadne deklaracje, żadne wyklinanie Putina… Michnik jak widać nie tylko, że nie zamierza przepraszać za niemal dwuletnie manipulacje Wyborczej w sprawie Tragedii Smoleńskiej, ale nie potrafi też w swojej zapiekłości wyciągać żadnych wniosków. Piloci Tu 154, napiszę wielkimi literami, może łatwiej zrozumie – NIE CHCIELI LĄDOWAĆ! To już wiemy na pewno. Ileż trzeba mieć złej woli, by powtarzać w kółko te same kłamstwa? 

 

Czy pamiętamy kim był Michał Boni?

Jakoś ostatnio o tym cicho. A Boni niepostrzeżenie urósł do rangi ważnego ministra i niemalże autorytetu w sprawach państwowych. A przecież niegdyś podpisał deklarację o współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa i milczał o tym przez wiele lat. A później, gdy sprawa wyszła na jaw się tłumaczył: Podpisałem uciekając przed strachem, ale także z myślą o bliskich i nie traktowałem tego zobowiązania jako czegoś poważnego. Błąd jaki popełniłem polegał na tym, że po wypuszczeniu z aresztu nie poinformowałem swoich kolegów ze struktur podziemnych o podpisaniu tej deklaracji… I jeszcze: Zadałem sobie pytanie, czy jestem w stanie zmierzyć się ze swoją przeszłością. I uznałem, że tym wszystkim ludziom, których uczciwości, lojalności i przyjaźni nie sprostałem przez te kilkadziesiąt lat, muszę powiedzieć: przepraszam… Może i przeprosiny przez byłych przyjaciół zostały przyjęte, ale taki niegodny czyn powinien go zdyskwalifikować jako polityka na zawsze. Jednak, jak już dobrze wiemy, nie w Polsce. Tutaj taka przeszłość bywa wręcz czasem powodem do chluby. 

 Ostatnio Michał Boni uaktywnił się bardzo. Jeszcze w czasie poprzedniej kadencji, szczególnie na początku, trochę się przed mediami ukrywał. Nie został też od razu ministrem, bo jeszcze platfusy dbały o pozory. Był to bowiem czas „po rządach Prawa i Sprawiedliwości”, gdy niezbyt zręcznie było dawać tekę ministra byłemu współpracownikowi SB. Teraz już nawet o pozory nie dbają. Idą na całego. Ministrem już może zostać KAŻDY! Pod warunkiem, że jest znajomym królika. Wówczas nawet fryzjer może zostać dyrektorem najważniejszego ośrodka sportowego w Polsce. Wystarczy, że czesał Muchę. A tymczasem Boniego mamy coraz więcej i więcej. Ostatnio pokazał swoją nieudolność w sprawach ACTA, po czym podsumował to słowami: Mała awaria (podkreślenie – AL.) okazała się wielką w swoich skutkach, to wielka lekcja dla ludzi pracujących w administracji. Mam niejasne przeczucie graniczące z pewnością, że tej lekcji, mimo gry pozorów, Donald Tusk i Michał Boni nie odrobią. Jest jednak wyjście. Trzeba to towarzystwo wzajemnej adoracji i wsparcia z gabinetów przepędzić. 

 

Lis i „Wprost” 

No cóż, Tomasz Lis nigdy nie był zbyt bystry, ale za to doskonale wiedział gdzie są konfitury. Ostatnio stracił jednak instynkt w tym zakresie. Próbując ratować nadszarpniętą reputację czołowego propagandzisty PO i samego Słońca Peru poszedł w dziedzinie propagandy o „jeden most za daleko”, strzelając sobie przy tym nie tylko w stopę. Otóż wybrał Tuska politykiem roku. To był więc raczej strzał a’ la Przybysz, czyli strzał groteski. Po którym została nawet nie tyle groteska, jak w przypadku pułkownika, ile wybałuszone ze zdziwienia ślepia ogłupiałego wyborcy PO (wydawcy Wprost pewnie też!), który przecież już stracił wiarę w geniusz Tuska, już dotarło do niego jaki Tusk jest nieudolny, więc już wybrał sobie nowego guru – „Władysława Komorowskiego” (nie poprawiać). A tu nagle czyta u Lisa, że to właśnie Donald Tusk został politykiem roku 2011. No zgłupieć można!

Dzisiaj wieczorem rozmawiałem z kolegą, z którym pracowałem niegdyś w liceum. Klasyczny wyborca Tuska. Ogląda jedynie TVN 24, bo jak tłumaczy, najszybciej o wszystkim wiedzą. Gazet nie czyta. Do tej pory nie znosił PiS-u, a Tuska uważał za superpremiera. Porozmawiajcie z nim dziś. 

Gdy tylko usłyszy nazwisko szefa PO, wykrzywia twarz i cedzi niecenzuralne słowa. Najbardziej cenzuralne to asshole… Po raz pierwszy – właśnie dziś wieczorem – usłyszałem od niego pokorne: miałeś rację…Tylko co mi z tego. Tacy jak on zabrali Polsce pięć długich lat. Jak do tej pory. I jeśli nie zrobimy jakiegoś spektakularnego protestu, zabiorą nam kolejne lata szans na budowanie uczciwego i prawego państwa dla wszystkich…(Napisane zanim zwolnili Lisa) 

Z ostatniej chwili: Jak podaje Presserwis, Tomasz Lis został zwolniony z funkcji redaktora naczelnego tygodnika „Wprost”, którą pełnił od 25 maja 2010 roku… 

 

Chciał „być sobą”, został błaznem! 

Ostatnio pisał o nim w „Warszawskiej Gazecie”  Krzysztof Osiejuk. Wtrącę swoje trzy grosze, tym bardziej, że niniejszy felieton leży już u mnie gotowy na biurku ze 2 tygodnie. A tymczasem naszego „błazna” wciąż wszędzie pełno. Ilekroć go widzę w którejś z telewizornii, zastanawiam się na jakiej zasadzie funkcjonuje w tzw. przestrzeni publicznej ktoś taki jak Hołdys (ponoć – podaję na podstawie „źródła Komorowskiego” – polski wokalista, kompozytor i instrumentalista, poeta, dziennikarz, grafik oraz autor scenariuszy filmowych – sic!). 

Kto i po co chce go zapraszać i słuchać tego, co ma do powiedzenia? Bo przecież w tym, co mówi, poza słowną błazenadą, nie ma nic. No null. Pustka. Zero. Muzyk, który od dawna nie jest muzykiem. Co do reszty z Wikipedii to jest to jakaś Hołdysowa megalomania, gdyż nie ma nawet matury, a czasy gdy nie matura a chęć szczera…już przecież minęły. Nawet internauci, dotąd życzliwi, stali się dla niego bezwzględni, naśmiewając się, że najlepiej ze wszystkich muzyków to właśnie Hołdys walczy z piractwem muzycznym, gdyż nikt nie chce ściągać jego muzyki. A poza tym śmieją się już chyba wszyscy. Gdyż facet, poza cedzeniem przez zęby nienawiści do „pisiorów”, nie potrafi powiedzieć nic składnego. Jest do tego mistrzem klepania jakichś politycznie poprawnych bzdurek-stachurek, bo w tym jest równie dobry jak w temacie „nienawiści do Kaczyńskiego”. Oto próbka takiej „hołdysowej bzdurki-stachurki”: Zakaz roślinek napawa mnie śmiechem. Należałoby zaaresztować Pana Boga (to szczególnie „tfurcze” –AL.) – za umiejscowienie na ziemskim padole krzewów koki i konopi. 

 

Raz się jednak był wypowiedział bardzo autokrytycznie i to mu się chwali (w magazynie Tylko Rock w roku 2003): W życiu można sobie wszystko załatwić – pierwsze strony gazet, sesje zdjęciowe, rozkładówkę w „Playboyu”, ale jednego w życiu nie można sobie załatwić. Nie można sobie załatwić tego, aby być komukolwiek potrzebnym. 

 

Fakt. Tego nie załatwił sobie. Jest nam tak potrzebny w przestrzeni publicznej jak komar-krwiopijca czy inna muszka-plujka. Kiedyś był autorem ważnego utworu „Chcemy być sobą”. Dziś jest wyłącznie błaznem. Czy właśnie nim chciał zostać? 

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.