| Na ogół ignoruję ludzi „Gazety Wyborczej”… |
| Andrzej Leja |
| piątek, 17 lutego 2012 14:27 |
|
Nie mieści mu się pewnie w głowie, że można mieszkać w lesie ot tak po prostu, z wyboru, by unikać ludzi miastowych, podobnych Andermanom, Pacewiczom czy Stasińskim.
Podziwiam mojego redakcyjnego kolegę Rekontrę. Po pierwsze oczywiście za mądre artykuły. Ale również za tę świętą cierpliwość, na przykład podczas lektury artykułów naszych dzielnych propagandystów z Czerskiej, z którymi celnie polemizuje, wykazując czarno na białym ich argumentacyjną mizerię. Ja tej cierpliwości nie mam. Ja nawet nie wiem kim jest Anderman. Czy on tam w tej Wyborczej pisze na stałe, czy jest może na stażu? Na podstawie poziomu tego, co był napisał w swoich enuncjacjach w „Ludziach z lasu” domniemywam, że jest stażystą. Ale nie zdziwię się, gdy okaże się kimś tam na tej Czerskiej ważnym. W końcu Pacewicz i Stasiński są tam ważni, a jaki jest poziom tego, co piszą, każdy kto czyta wie. W każdym bądź razie stażysta czy też nie, winien Anderman znać chociaż balladę Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego o trzęsących się portkach. Nie plótłby wówczas o pticach i ziemiance. Dowiedziałby się również co to jest metafora i że naprawdę istnieją ludzie, którym rosną skrzydła. Bo przecież wyobrazić sobie tego nie jest w stanie. Nie ten świat. Nie ta wyobraźnia. Chociaż jest oczywiście coś, co tłumaczy trochę Andermana. Otóż jak się portki trzęsą, człowiek rzeczywiście może stracić głowę i pisać różne bzdurki-stachurki. Tylko po co zaraz obwieszczać je światu?
Przywiózł węgiel wozak… Znaczy się do mnie, do mojego lasu, żeby w te syberyjskie mrozy nie było nam z żoną zbyt zimno. I zaczął się istny teatr groteski rodem z Mrożka, bądź z Tuwimowskiego PURS-u. Niestety nie było tak śmiesznie jak w anegdocie, w której wozak od razu zaczął krzyczeć: węgiel przywiozłem, węgiel… Na co koń się odwrócił i z wyrzutem zarżał: ta, ty przywiozłeś… Było znacznie gorzej i mniej śmiesznie. Za to oparów absurdu aż nadto. Po wyładowaniu węgla wozak groźnie na mnie spojrzał i wycedził: Dowód osobisty proszę! Zadrżałem. Przypomniały mi się nagle te wszystkie groźne słowa milicjantów, którzy wielokrotnie mnie w dawnych czasach legitymowali. Tymczasem wozak za nic miał moje tłumaczenia, że dokumenty zostawiłem u teściów. Napierał. Dowód osobisty, bo inaczej węgiel zabiorę… Gdy zdumiony bezgranicznie, z rozdziawioną lapą, spytałem wozaka po kiego licha mu mój osobisty dowód, przecież już tyle razy przywoził mi węgiel i takiego durnia z siebie nie robił, ten zrobił znudzoną minę, jakby dziecku tłumaczył i pouczył mnie, że teraz są nowe przepisy i on w papierach musi mój numer dowodu osobistego wpisać. Nie tak dawno wspominałem w zapiskach właśnie fragmenty Tuwimowskiego PURS-u (przypomnę, PURS – Państwowy Urząd Rejestracji Snów). Nie domyślałem się jednak, że życie „za Tuska” znacznie przerośnie teatr absurdu rodem ze świata komuchów, wykpiwany przez Tuwima. Bo czyż może być głupiej niż to, że węgiel w Polsce kupuje się na dowód osobisty? Co prawda od dziecka wyobraźnię mam sporą, ale takiego absurdu w XXI wieku się nie spodziewałem. Obawiam się, że platfusy, zanim w niesławie skończą, wymyślą jeszcze niejeden, byle utrudnić nam życie. Póki co ogrzewam swój leśny dom węglem bez dowodu osobistego, musiałem jednak wozakowi sporo dopłacić. Oczywiście sprawdziło się porzekadło, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi oczywiście o pieniądze, ale gdybym dorwał tego kretyna, który wymyśla takie przepisy, to bym mu nogi z czterech liter powyrywał. Bo z jego rozumem już się, niestety, nic nie da zrobić…
Dwa cytaty… I jedno pytanie. Czym się różnią w zakresie istoty zawartych w nich manipulacji następujące cytaty? Pierwszy z Wirtualnej Polski: Bartłomiej i Katarzyna (to rodzice półrocznej Magdy – AL.) przez wiele lat działali w ruchach katolickich, oboje służyli do mszy świętej…To kłamstwo (wiele lat…oboje służyli do mszy…) było wielokrotnie powtarzane z wyjątkową zajadłością – patrz: np. Środa. Nikomu nawet nie przyszło do głowy, by kierować się prostą logiką i wiedzą, iż w polskim kościele do mszy służą tylko ministranci (chłopcy!). Cel lewactwa był prosty – zakamuflowany atak na religię katolicką. Wykorzystają wszak do tego celu każdą okazję. Nawet rodzinną tragedię. Cytat z Michnika: Religia smoleńska przeżywa swój zmierzch. Jestem zdania, że były dwie istotne przyczyny katastrofy. Pierwsza: ten samolot nie powinien wystartować z Warszawy; po drugie – nie powinien lądować na lotnisku w Smoleńsku. I tej oczywistości nie zmieni żadna konferencja prasowa, żadne deklaracje, żadne wyklinanie Putina… Michnik jak widać nie tylko, że nie zamierza przepraszać za niemal dwuletnie manipulacje Wyborczej w sprawie Tragedii Smoleńskiej, ale nie potrafi też w swojej zapiekłości wyciągać żadnych wniosków. Piloci Tu 154, napiszę wielkimi literami, może łatwiej zrozumie – NIE CHCIELI LĄDOWAĆ! To już wiemy na pewno. Ileż trzeba mieć złej woli, by powtarzać w kółko te same kłamstwa?
Czy pamiętamy kim był Michał Boni? Jakoś ostatnio o tym cicho. A Boni niepostrzeżenie urósł do rangi ważnego ministra i niemalże autorytetu w sprawach państwowych. A przecież niegdyś podpisał deklarację o współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa i milczał o tym przez wiele lat. A później, gdy sprawa wyszła na jaw się tłumaczył: Podpisałem uciekając przed strachem, ale także z myślą o bliskich i nie traktowałem tego zobowiązania jako czegoś poważnego. Błąd jaki popełniłem polegał na tym, że po wypuszczeniu z aresztu nie poinformowałem swoich kolegów ze struktur podziemnych o podpisaniu tej deklaracji… I jeszcze: Zadałem sobie pytanie, czy jestem w stanie zmierzyć się ze swoją przeszłością. I uznałem, że tym wszystkim ludziom, których uczciwości, lojalności i przyjaźni nie sprostałem przez te kilkadziesiąt lat, muszę powiedzieć: przepraszam… Może i przeprosiny przez byłych przyjaciół zostały przyjęte, ale taki niegodny czyn powinien go zdyskwalifikować jako polityka na zawsze. Jednak, jak już dobrze wiemy, nie w Polsce. Tutaj taka przeszłość bywa wręcz czasem powodem do chluby. Ostatnio Michał Boni uaktywnił się bardzo. Jeszcze w czasie poprzedniej kadencji, szczególnie na początku, trochę się przed mediami ukrywał. Nie został też od razu ministrem, bo jeszcze platfusy dbały o pozory. Był to bowiem czas „po rządach Prawa i Sprawiedliwości”, gdy niezbyt zręcznie było dawać tekę ministra byłemu współpracownikowi SB. Teraz już nawet o pozory nie dbają. Idą na całego. Ministrem już może zostać KAŻDY! Pod warunkiem, że jest znajomym królika. Wówczas nawet fryzjer może zostać dyrektorem najważniejszego ośrodka sportowego w Polsce. Wystarczy, że czesał Muchę. A tymczasem Boniego mamy coraz więcej i więcej. Ostatnio pokazał swoją nieudolność w sprawach ACTA, po czym podsumował to słowami: Mała awaria (podkreślenie – AL.) okazała się wielką w swoich skutkach, to wielka lekcja dla ludzi pracujących w administracji. Mam niejasne przeczucie graniczące z pewnością, że tej lekcji, mimo gry pozorów, Donald Tusk i Michał Boni nie odrobią. Jest jednak wyjście. Trzeba to towarzystwo wzajemnej adoracji i wsparcia z gabinetów przepędzić.
Lis i „Wprost” No cóż, Tomasz Lis nigdy nie był zbyt bystry, ale za to doskonale wiedział gdzie są konfitury. Ostatnio stracił jednak instynkt w tym zakresie. Próbując ratować nadszarpniętą reputację czołowego propagandzisty PO i samego Słońca Peru poszedł w dziedzinie propagandy o „jeden most za daleko”, strzelając sobie przy tym nie tylko w stopę. Otóż wybrał Tuska politykiem roku. To był więc raczej strzał a’ la Przybysz, czyli strzał groteski. Po którym została nawet nie tyle groteska, jak w przypadku pułkownika, ile wybałuszone ze zdziwienia ślepia ogłupiałego wyborcy PO (wydawcy Wprost pewnie też!), który przecież już stracił wiarę w geniusz Tuska, już dotarło do niego jaki Tusk jest nieudolny, więc już wybrał sobie nowego guru – „Władysława Komorowskiego” (nie poprawiać). A tu nagle czyta u Lisa, że to właśnie Donald Tusk został politykiem roku 2011. No zgłupieć można! Dzisiaj wieczorem rozmawiałem z kolegą, z którym pracowałem niegdyś w liceum. Klasyczny wyborca Tuska. Ogląda jedynie TVN 24, bo jak tłumaczy, najszybciej o wszystkim wiedzą. Gazet nie czyta. Do tej pory nie znosił PiS-u, a Tuska uważał za superpremiera. Porozmawiajcie z nim dziś. Gdy tylko usłyszy nazwisko szefa PO, wykrzywia twarz i cedzi niecenzuralne słowa. Najbardziej cenzuralne to asshole… Po raz pierwszy – właśnie dziś wieczorem – usłyszałem od niego pokorne: miałeś rację…Tylko co mi z tego. Tacy jak on zabrali Polsce pięć długich lat. Jak do tej pory. I jeśli nie zrobimy jakiegoś spektakularnego protestu, zabiorą nam kolejne lata szans na budowanie uczciwego i prawego państwa dla wszystkich…(Napisane zanim zwolnili Lisa) Z ostatniej chwili: Jak podaje Presserwis, Tomasz Lis został zwolniony z funkcji redaktora naczelnego tygodnika „Wprost”, którą pełnił od 25 maja 2010 roku…
Chciał „być sobą”, został błaznem! Ostatnio pisał o nim w „Warszawskiej Gazecie” Krzysztof Osiejuk. Wtrącę swoje trzy grosze, tym bardziej, że niniejszy felieton leży już u mnie gotowy na biurku ze 2 tygodnie. A tymczasem naszego „błazna” wciąż wszędzie pełno. Ilekroć go widzę w którejś z telewizornii, zastanawiam się na jakiej zasadzie funkcjonuje w tzw. przestrzeni publicznej ktoś taki jak Hołdys (ponoć – podaję na podstawie „źródła Komorowskiego” – polski wokalista, kompozytor i instrumentalista, poeta, dziennikarz, grafik oraz autor scenariuszy filmowych – sic!). Kto i po co chce go zapraszać i słuchać tego, co ma do powiedzenia? Bo przecież w tym, co mówi, poza słowną błazenadą, nie ma nic. No null. Pustka. Zero. Muzyk, który od dawna nie jest muzykiem. Co do reszty z Wikipedii to jest to jakaś Hołdysowa megalomania, gdyż nie ma nawet matury, a czasy gdy nie matura a chęć szczera…już przecież minęły. Nawet internauci, dotąd życzliwi, stali się dla niego bezwzględni, naśmiewając się, że najlepiej ze wszystkich muzyków to właśnie Hołdys walczy z piractwem muzycznym, gdyż nikt nie chce ściągać jego muzyki. A poza tym śmieją się już chyba wszyscy. Gdyż facet, poza cedzeniem przez zęby nienawiści do „pisiorów”, nie potrafi powiedzieć nic składnego. Jest do tego mistrzem klepania jakichś politycznie poprawnych bzdurek-stachurek, bo w tym jest równie dobry jak w temacie „nienawiści do Kaczyńskiego”. Oto próbka takiej „hołdysowej bzdurki-stachurki”: Zakaz roślinek napawa mnie śmiechem. Należałoby zaaresztować Pana Boga (to szczególnie „tfurcze” –AL.) – za umiejscowienie na ziemskim padole krzewów koki i konopi.
Raz się jednak był wypowiedział bardzo autokrytycznie i to mu się chwali (w magazynie Tylko Rock w roku 2003): W życiu można sobie wszystko załatwić – pierwsze strony gazet, sesje zdjęciowe, rozkładówkę w „Playboyu”, ale jednego w życiu nie można sobie załatwić. Nie można sobie załatwić tego, aby być komukolwiek potrzebnym.
Fakt. Tego nie załatwił sobie. Jest nam tak potrzebny w przestrzeni publicznej jak komar-krwiopijca czy inna muszka-plujka. Kiedyś był autorem ważnego utworu „Chcemy być sobą”. Dziś jest wyłącznie błaznem. Czy właśnie nim chciał zostać? |
| Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu |
|
| HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW |
|
| Misja życia Antoniego Macierewicza |
|
| Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”? |
|
| Kiedy już głupcy przejrzą na oczy… |
|
| Czas łotrów i szubrawców |
|
| ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE |
| Pozostała nam tylko ulica |
| CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI |
|
| Kiedy przeproszą za rabina? |
Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? |
| Tusk to obciach |
Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca |
| BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP... |
|
| 21 730 samobójców pod rządami Tuska |
|
| Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę? |
|
| Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta |
|
| Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna |
|
| PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona |
|
| Posypała się narracja |
|
| CO DALEJ? |
|
| Boże, przybądź nam z pomocą |
|
| WYDARZENIA | POLITYKA | KRAJ | HISTORIA | WARSZAWSKA ALEJA | KULTURA | ZDROWIE I URODA |
| Warszawska Gazeta 2011 | REKLAMA | PRENUMERATA | KONTAKT | do góry
|