|
Konrad T. Lewandowski
"Anioły muszą odejść"
Czy Państwo wiedzą, co naprawdę dzieje się na Cmentarzu Powstańców Warszawy przy ul. Wolskiej? Otóż mieszkają tam anioły, które Naczelny trzyma na ziemi, by przeciwstawiły się dwóm żeńskim demonom, mającym...
{jcomments on}
na celu ostateczne zrównanie Warszawy z ziemią. Mszczą się za okrutną i niezawinioną śmierć, jaką poniosły przed wiekami z rąk warszawiaków. Szczególnie poszkodowani w walce pozaziemskich mocy są zwykli śmiertelnicy: dresiara Jesica i redemptorysta Andrzej, których łączy uczucie, mogące uratować, przynajmniej na jakiś czas, Warszawę przed upadkiem. Walka dobra ze złem to wspaniały topos literatury z ambicjami. Autor przygotował się do tego działa starannie. Ze znajomością rzeczy porusza się w tematyce historii Warszawy, a zwłaszcza Woli i jej dawnej oraz obecnej topografii. Rozprawia się przy tym z paroma mitami, takimi jak bohaterstwo generała Sowińskiego i pozytywna legenda powstania warszawskiego. W opisach aktów kaźni dawnej Warszawy autor zbliża się
do Rymkiewicza, choć pewnie nie byłby zachwycony tym porównaniem. Na szczególne uznanie zasługuje rozbudowana demonologia, a szczególnie angelologia. Lewandowski stworzył bardzo przyjazny, wręcz ekstremalnie ekumeniczny obraz Boga. Aniołem czyni dziewczynę upadłą oraz zatwardziałego komunistę, który nie wierzy w życie pozagrobowe. W realizacji bożego planu mają też swój udział anioły, zamieszkujące Polskę od czasów przedchrześcijańskich. Historia kończy się armagedonem pod Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie pod postacią Matki Boskiej występuje mściwa demonica.
Autor z pewnością nie boi się naruszyć tabu, ale też, jak sam mówił w wywiadzie dla „Gentlemana”, pisarz nie jest „kurierem z pizzą” i literatura musi też „być próbą wymierzenia sprawiedliwości rzeczywistości”, a „pisanie fantastyki jest demaskowaniem świata”. Wielu czytelników z pewnością zbulwersują „Anioły” Lewandowskiego, ale trudno odmówić autorowi barku sentymentu do Warszawy i naszej niełatwej historii, której niezwykłość być może da się wytłumaczyć tylko jako trwającą przez wieki walkę dobra ze złem. Ze swojej strony zapewniam, że książkę czyta się jednym tchem, z rozbawieniem i zgrozą zarazem,
bo w końcu, ile szargania świętości na raz można znieść?
|