|
Jeffrey Tayler
"Mordercy w mauzoleach. Między Moskwą a Pekinem"
Autor przemierza drogę pomiędzy Placem Czerwonym a Placem Tiennamen, między mauzoleum Lenina i Mao Ze Donga. Wędruje przez Osetię, Dagestan, Kazachstan, Kigristan, by wreszcie dotrzeć do Chin...
{jcomments on}
Wędruje, można powiedzieć, metodą trampa, z tą różnicą, że ma pieniądze na podróż. Wybiera miejscowe środki transportu, a gdy one zawodzą – szuka prywatnej taksówki, by kontynuować wędrówkę. Jego metodą na poznawanie świata jest rozmowa z przygodnie poznanymi ludźmi, najczęściej odbywa się ona w miejscowym barze i koniecznie przy alkoholu. Z uwagi na możliwości miejscowych, autor często nie jest w stanie sprostać ich wyzwaniom i musi wymawiać się przed dalszą gościną. Książka jest znakomitym źródłem wiedzy o regionie, o którym przeciętny Polak prawie nic nie wie. Bo czy jesteśmy świadomi, jakie uczucie niespełnienia kołacze się w sercach Kozaków i do jakich czynów może ich popchnąć? Czas więc poszerzyć swoją wiedzę o Kazachstanie, Dagestanie, o ludach zamieszkujących dawne republiki ZSRR na północ od Kaukazu. Autor opisując życie dzisiejszych miast i miejscowości kreśli szeroko historyczne losy regionów, tak jak w przypadku Karagandy, która ma za sobą tragiczną historię z czasów drugiej wojny świtowej. Gdy Hitler zaatakował Rosję utworzono tam obóz pracy przymusowej, do którego zesłano blisko 3,5 miliona ludzi. W swej wędrówce Tayler dociera do Chin, gdzie szokuje swoboda obyczajowa młodych i zupełna nieznajomość historii.
Spośród wielu fascynujących opisów na moją szczególną pamięć zasłużyła pochodząca z tej książki anegdota o budowie autostrad, którą pozwolę sobie Państwu przytoczyć: „Spotyka się kirgiski robotnik drogowy z kazachskim. Kazach patrzy na wielki dom Kirgiza i mówi: „Ej, coś tu nie gra. Zarabiam tak samo jak ty: zawsze buduję węższe autostrady i resztę pieniędzy zgarniam sam. Ale nie stać mnie na taki pałac. Jakim cudem tobie się udało?” Na to Kirgiz: „A widziałeś autostrady w Kirgizji?”. „Nie”. „No właśnie”. Tak odległe od Polski, a jakie aktualne…
Sam autor to niezwykły człowiek: Amerykanin, który wybrał sobie Moskwę na miejsce do życia. Nauczył się języka, uwielbia Lermontowa. Ma też wielki sentyment do Rosjan, w których widzi osoby szczere i otwarte, a tym samym tak odmienne od znanych mu mieszkańców wielkich miast Wschodniego Wybrzeża USA.
|