Reklama

Zostawcie to mediom…
Rekontra   
czwartek, 22 grudnia 2011 13:02

 

Dlaczego w telewizji w 30 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego nie było dyskusji historyków? Nie musiała toczyć się na żywo, stan zdrowia i wiek, rozumiem, ale może właśnie, dlatego, czas jest ostateczny? Czy w kolejne rocznicowe manifestacje będą się odbywały pod oknami żyrantów Jaruzelskiego? W Alejach Przyjaciół i Róż?

 

 

Ile razy przez te dwadzieścia lat trwania III RP słyszałem – „zostawmy to historykom”. Gdy dziennikarz uciekał od oceny przeszłości, bał się wygłosić swój pogląd, powoływał się na osąd historyków. Polityk nabierał wody w usta i mówił „zostawmy to historykom”. A później, coraz częściej nie mówiło się o historykach, a o bezosobowej „historii”. Zostawmy to ocenie historii. Cóż się wydarzyło w międzyczasie? 

Jakże można było zostawić przeszłość i pamięć historykom, skoro prezes IPN śp. Janusz Kurtyka uważał Jaruzelskiego za zdrajcę? Jakże, gdy Paweł Wieczorkiewicz na głos się zastanawiał, czy Jaruzelski nie jest tzw. matrioszką? Młodszym czytelnikom wyjaśniam. Matrioszki, to byli agenci sowieccy podstawiani do armii Andersa czy Berlinga, zamiana Kowalskiego na podobnego do niego Iwanowa, coś w stylu „legendowania” Hansa Klossa. Przemawia?

 

Profesor Wieczorkiewicz postulował napisanie historii Polski nie tylko od nowa, ale pytał – kto może być taką matrioszką? „Być może Bierut, a może nawet Jaruzelski. Nic pewnego na ten temat nie wiadomo. Są tylko pewne przesłanki”. „Na zachodzie” nie tylko takie teorie są roztrząsane od wielu lat, i świat się nie wali, nie takie tezy są głoszone i weryfikowane. 

Już te dwa przykłady świadczą, jak niebezpieczne mogłoby być zostawienie przeszłości historykom. A bezosobowej „historii”? A to tak, to co innego. 

„Zostawmy ocenie historii” to tyle, co zostawić jej interpretację pracownikom mediów, a także dyżurnym medialnym autorytetom. Historyków zastąpią Morozowski, Krzywonos, Ciosek, a także Olbrychski. Dlaczego właśnie Olbrychski? Gdyż bardzo sobie ceni znajomość z generałem. Cytuję: „w bardzo dobrych stosunkach jakby osobistych i Michnik i ja z generałem Jaruzelskim jesteśmy i bardzo i bardzo sobie tę znajomość cenimy”. W Jaruzelskim dostrzegł Prezesa z „Kordiana” Słowackiego. Czy więc dziwi zauważalna w ostatnich dniach erupcja jego wybitności aktorskiej wylewająca się z łamów Wyborczej i nie tylko? 

A więc „zostawmy to mediom”. 

I tak się dzieje. To pracownicy mediów jedne fakty grzebią, inne powołują do życia, mieszają, a następnie układają puzzle z rozlicznych wypowiedzi swoich „bohaterów”, wzbudzają litość wobec schorowanego starca Jaruzelskiego, a potem sondują telewidzów, i… Udoskonalają swą narrację. I sondują.

I uwaga na marginesie. Czy właśnie dlatego w mijającym tygodniu, tygodniu okrągłej 30 rocznicy badaczy wypowiedzenia wojny jaruzelsko-polskiej było jak na lekarstwo w telewizorze? Zamiast dyskusji historyków i świadków historii, media zadysponowały tzw. „ustawki” polityków, czyli zwykłe pyskówki, a także – to wyższa półka – wypowiedzi medialnych celebrytów. Dzisiaj piłkarz Boniek, u jego boku komediantka Szczepkowska, a jutro Krzywonos z Flintą ukształtują opinię publiczną, pod kolejne sondażowe pytanie. Stan wojenny uzasadniony, czy nie? 

Pomagają im w tym od z górą dwudziestu lat wirtuozi słowa, mistrzowie kształtowania świadomości telewidzów. Dobór słów, ich układ w zdaniu, powtarzalność, a także kontekst bliższy i dalszy – grymas na twarzy zwykle uśmiechniętej pracownicy mediów jest także tworzeniem kontekstu, użyte synonimy i homonimy, eufemizmy lub pleonazmy czyhają na odbiorcę jak na swoją ofiarę. Opisał to dwadzieścia lat temu w „Sztuce pamięci” Włodzimierz Bolecki. 

Czytam, że najbardziej frapujące wyznanie polityka, jakie udało się profesorowi Boleckiemu przeczytać, to „ubolewanie Jaruzelskiego, że nie został zaproszony na posiedzenie komisji sejmowej debatującej nad stanem wojennym, co uniemożliwiło mu pełne naświetlenie wszystkich okoliczności tego, co zrobił w nocy 

z 12 na 13 grudnia”.

Konieczny długi cytat: 

„Oto człowiek, który przez dziesięć lat w dzień i w nocy, w gazetach, w książkach, w radio i w TV, w Polsce i poza Polską, z pomocą wojska, policji, milionów aktywistów swojej partii i sporej liczby wolontariuszy, z pomocą niezliczonej armii pismaków krajowych i całego obozu („ze Związkiem Radzieckim na czele”), w audycjach porannych i wieczornych, na akademiach i zebraniach, w wywiadach i na konferencjach prasowych, słowem: wszędzie i za pomocą wszystkich dostępnych środków technicznych bez przerwy zajmował się wyjaśnianiem Polakom i całemu światu przyczyn wprowadzenia stanu wojennego, twierdzi nagle, że jeszcze czegoś nie powiedział. Że jest jeszcze coś, czego przez te trzy i pół tysiąca dni – wyjaśniając nieustannie – nie zdążył wyjaśnić. Że bez tego wyjaśnienia nikt nie będzie mógł zrozumieć, co naprawdę zdarzyło się w Polsce 

13 grudnia 1981”.

Ale to było prawie ćwierć wieku temu, a Jaruzelski wciąż wyjaśnia, posiłkując się mediami. Gadał przez lat dziesięć komuny, mówił przez następne dwadzieścia lat 

III RP, ale mimo to chce mieć ostatnie słowo: bo jakżeby bez niego jakieś grono postronnych osób miało oceniać to, co uczynił Polsce 13 grudnia? Krytyk literacki pisze: „Generał, oczywiście, często i chętnie powołuje się na Historię, która sprawiedliwie i obiektywnie oceni jego czyny. Ale Historia to także inni…”

Generał-komunista walczył przecież nie tylko zbrojnie o dysponowanie władzą, ale też słownie o dysponowanie sensem: interpretacjami wydarzeń, ocenami idei, prawdami o ludziach, kwalifikacjami faktów etc. Taka była jedna z zasad komunizmu. 

Włodzimierz Bolecki pisze na koniec „Szczęsny Potocki także argumentował, że walczył nie przeciw Polsce a o Polskę, nie o bezprawie, lecz o poszanowanie prawa, nie z narodem, lecz o naród, nie o panowanie rosyjskie w Polsce, lecz o suwerenność kraju itd., itp”..

Szczerze polecam doskonałą publicystykę Boleckiego, ale wracamy do historii.

Jaruzelski jest jej źródłem i chętnie bym usłyszał, co ma do powiedzenia, z tym, że w rozmowie z historykiem. Zamiast z osławioną Olejnik z TV prywatnej, czy nie mniej osławionym Lisem z TV publicznej, telewizja nie może pokazać jego rozmowy z profesorem historii Andrzejem Paczkowskim, autorem pracy „Wojna polsko-jaruzelska. Stan wojenny w Polsce 13 XII 1981 – 22 VII 1983”?

 

Chociażby i dwugodzinnej, a jeżeli zajdzie potrzeba, niechby i dłuższej. Wielomilionowa oglądalność zapewniona. Jaruzelskiemu mógłby w telewizorze towarzyszyć mecenas Michnik oraz nie mniej wygadany Urban, Urban jest kompetentny jak najbardziej, gdyż był wieloletnim rzecznikiem pamiętnego rządu stanu wojennego. A Michnik? Autor słów „odpie… się od generała” to uczestnik dyskusji wprost się narzucający. 

Natomiast Paczkowskiemu mogłoby towarzyszyć ze dwóch historyków. Profesor Wojciech Roszkowski i doktor Łukasz Kamiński, prezes IPN. Ale bym się nie upierał, może to być doktor habilitowany Sławomir Cenckiewicz, autor pracy „Długie ramię Moskwy”.

A dlaczego Roszkowski? Jest nie tylko autorem świetnej trzytomowej „Najnowszej Historii Polski”, ale jest historykiem, który nie ucieka od sporów. Twierdzi, 

że przecież o tym kto ma rację, decyduje kryterium ocen. I zanalizował teorię „mniejszego zła” na przykładzie wprowadzenia stanu wojennego. Dla kogo stan wojenny miał być mniejszym złem? Przecież dziesięciomilionowa „Solidarność” nie zagrażała gospodarce i dążyła do użycia siły, natomiast bez wątpienia zagrażała władzy Kremla w Polsce i zagrażała monopolowi władzy PZPR. Jeśli ktoś mówi o mniejszym złu, mając na myśli utrzymanie rządów PZPR, 

to stan wojenny będzie dlań czymś zdecydowanie lepszym niż istnienie „Solidarności”. 

A jeśli przyjmiemy kryterium niepodległości i demokracji – należałoby zapytać młodych demokratów z Czerskiej? I dodajemy, jeżeli mniejsze zło, to i dobro, a więc ocena moralna. Dla kogo stan wojenny był dobrem i kto na nim skorzystał? Bez wątpienia Wojciech Roszkowski byłby kompetentnym polemistą dla Michnika. 

A prezes IPN Łukasz Kamiński?. Kilka dni temu zadał kłam twierdzeniom Jaruzelskiego. „Mówienie o 16 ofiarach stanu wojennego jest kłamstwem propagandy stanu wojennego!” i dodał, że generał, przygotowując się do stanu wojennego, nastawiał się na setki a nawet tysiące ofiar. Na pytanie, czy był jakikolwiek pozytywny efekt wprowadzenia stanu wojennego odpowiada: „Ile byśmy 

nie szukali, nie znaleźlibyśmy nic pozytywnego. Nic”.

Natomiast Antoni Dudek – historyk, a jakże, w telewizorze coraz rzadziej gości, dodaje, że pełna liczba ofiar stanu wojennego jest niepoliczalna. W setkach tysięcy można natomiast liczyć tych, którzy w wyniku masowych czystek stracili pracę, zostali zdegradowani lub pozbawieni szansy 

na awans tylko dlatego, że należeli do „Solidarności”. Polskę opuściło milion osób. 

 

To jest mniejsze zło? 

Czasem Jaruzelski mówił o konieczności. „Stan wojenny był koniecznością”, ale nie ma miejsca, by tę teorię obalać. A rozliczne kanały telewizyjne? Piszą historię pozbywszy się uprzednio historyków? 

Ponawiam pytanie. Dlaczego w telewizji w 30 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego nie było dyskusji historyków? Nie musiała toczyć się na żywo, stan zdrowia i wiek, rozumiem, ale może właśnie, dlatego, czas jest ostateczny? Czy w kolejne rocznicowe manifestacje będą się odbywały pod oknami żyrantów Jaruzelskiego? W Alejach Przyjaciół i Róż? 

Czy naczelny Wyborczej, od dwudziestu lat kształtujący opinię publiczną, znalazłby w Roszkowskim odpowiedniego przeciwnika polemicznego? 

Zapewne zgodziłby się z nim w jednym punkcie. Profesor Roszkowski zadaje kłam twierdzeniom Jaruzelskiego, jakoby Solidarność dążyła do użycia siły i tenże Michnik w rozmowie opublikowanej we francuskim wydaniu „Stan wojenny. Dlaczego?” (1992) mówi to samo – „Nie było ani jednego pistoletu, ani jednego granatu, ani jednej butelki z benzyną”. 

I Michnik usłyszał (podaję jako smaczną anegdotkę, podobną do tej o spadających aureolach) otóż usłyszał od towarzysza generała, że w „Solidarności” dominowały „osły strategiczne”. Zapewne towarzysz Jaruzelski miał na myśli takich „osłów strategów” jak Geremek, Mazowiecki, czy sam Michnik. No i Ja Wałęsa. 

A więc zostawmy to mediom i sondażom. 

Jaruzelski twierdzi, że społeczeństwo popierało stan wojenny. W Wyborczej czytam, że pod koniec 1981 r. poparcie dla Solidarności spadło z 89 do 71 proc. 

Ale to dane GW. I tak było olbrzymie, pomimo trudności życia i propagandy reżimowej. 

A dzisiaj Wyborcza w sondażu 

na swoim portalu pyta czytelników czy rocznica 13 grudnia 1981 r. to pretekst do podziałów społeczeństwa (podpowiada 

– np. na NAS i tych od ZOMO), czy może jest to jeszcze jedna klęska do świętowania? Czy dziwi, 

że w innym sondażu 51 proc. uważa, że wprowadzenie stanu wojennego było uzasadnione? I z tego samego sondażu wynika, że 54 proc. ankietowanych nie wie, kiedy był wprowadzony stan wojenny. Komentarz? 

A na portalu „w Polityce”, nie waham się napisać, elitarnej części opinii publicznej, jest inny sondaż: „Dlaczego autorzy zdławienia zrywu «Solidarności» i pałkarze stanu wojennego nie zostali ukarani?”. Wyniki są nokautujące dla środowiska Czerskiej. 98 proc. (słownie – dziewięćdziesiąt osiem procent) zakreśliło odpowiedź: „Zdecydowało porozumienie części elit "S" z ekipą Kiszczaka. Za władzę dla swojego środowiska zagwarantowali im bezkarność”. 

Tylko co pięćdziesiąty (2 proc.) uważa, że przyczyną jest upływ czasu i skomplikowana materia prawna. Ale przecież wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest czytelny – stan wojenny był aktem absolutnie bezprawnym nawet w myśl ówczesnego komunistycznego prawa.

Pamiętam wszystkie dni pierwszej „Solidarności”, pamiętam ludzi. Jakże wielu. Wielu z nich odeszło. I piszę – kłamstwem jest stwierdzenie Jaruzelskiego, 

że społeczeństwo poparło wprowadzenie stanu wojennego. To był czas wolności, czas nadziei i jednocześnie gotowości do wyrzeczeń. Podkreślam – od pierwszego do ostatniego dnia wolności był to czas nadziei. 

W naukach ścisłych twierdzenia się z trudem udowadnia, ale z łatwością obala. Bloger GIZ 3MIASTO cytuje pamiętniki Wiaczesława Mołotowa – właśnie tego Mołotowa. 

Pisał w okolicy roku 1981, że „W ostatnich kilku latach wielkim naszym osiągnięciem, naszym, to jest komunistów, było pojawienie się dwóch ludzi. Pierwszą przyjemną niespodzianką był Andropow (…). Drugi człowiek to Jaruzelski”. Po czym stwierdza, komentując wprowadzenie stanu wojennego w Polsce: "Bolszewików było wśród Polaków niewielu. Jaruzelski nas wyręczył". 

I takie jedno stwierdzenie, pochodzące z pamiętników Mołotowa, wprost z Kremla, jest obalaniem każdej narracji Jaruzelskiego, a także narracji medialnej. 

Mediom historii nie zostawimy. Ani Pamięci. I stanie w Warszawie pomnik generała Ryszarda Kuklińskiego, w końcu generała. Stanie pomnik Anny Walentynowicz – Anny Solidarność, i jej towarzyszy wojny z komuną. A Jaruzelski miejsce w podręcznikach historii, właściwe swoim czynom, tuż obok Szczęsnego Potockiego. 

rekontra

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.