Reklama

„Gwiazdka” 2011
Rekontra   
czwartek, 29 grudnia 2011 14:02

 

Kiedyś, na ławce w parku siadywał chłopiec z dziewczyną, a wcześniej czekali na siebie zatopieni w książce. Dzisiaj, z komórką w ręku i słuchawką w uchu. Żadnej niewiadomej, niecierpliwego oczekiwania, na ekranie komórki treść esemesa – „czekaj, spóźnię się dwie minuty”. Jedna z okropności XXI wieku. Natychmiastowa informacja. Gdzie gonitwa myśli, zwątpienie? Przyjdzie czy nie?

 

 

Grudzień, jeden z najpiękniejszych miesięcy w roku. Wiadomo dlaczego, Święta Bożego Narodzenia. Wigilijny wieczór, Gwiazdka. Biorąc do ręki książkę, na stronie tytułowej czasem napotykam jedno słowo – „Gwiazdka”, datę i podpis. Podpis najczęściej czteroliterowy.

Pamiętam „Serce” Amicisa, pamiętam w złoconej okładce grube „Baśnie z tysiąca i jednej nocy”, a także „Chłopców z placu Broni”, „Hrabiego Monte Christo” i sześciotomową „Trylogię”. Szyta, do dzisiaj stoi w pierwszym rzędzie. Można powiedzieć, a właściwie spostrzec, że w dzieciństwie dostawało się pod choinkę książki, które czytali, a tak naprawdę – na których wychowywały się kolejne pokolenia, a więc przedwojenne.

 

I trochę później Hugo Steinhausa gwiazdkowy „Kalejdoskop matematyczny”, czyli pierwsze odkrycie matematyki. Pamiętam, jak znalazłem pod choinką „Lilavati” Szczepana Jeleńskiego i potem długie poszukiwanie „Śladów Pitagorasa” tego samego autora. Lilavati, to czarująca córka matematyka hinduskiego z XII stulecia, nazywał się Bhaskary. Ukochanej córce zadedykował jedną cześć swojego dzieła poświęconego arytmetyce i zatytułował jej imieniem – Lilavati. Prawie tysiąc lat temu. 1000 lat.

Minęło także trochę czasu od moich pierwszych książek gwiazdkowych i mam w ręku „Gabinet matematycznych zagadek” Iana Stewarta, prezent pod choinkę. Jednego dnia zamówiłem przez Internet, a już następnego dnia leżał na moim biurku. Niestety 

XXI wiek. Nie szuka się, nie zdobywa, nie cieszy, ręcznie nie przepisuje, nawet nie stoi w kolejce, a po prostu kupuje. Okropność. Jak się odnaleźć? Jak się odnaleźć wśród tych, dla których liczy się tylko „tu i teraz”?

Bardzo ostrożnie przejrzałem, podczytałem kilka stron, nie pozostawiając oczywiście śladów i stwierdzam: Świat stoi w miejscu i ubożeje. Ginie. Nie tylko matematyczny świat. Jakże ciekawiej, barwniej, ładniej przedstawiał matematyczne problemy Jeleński prawie sto lat temu. Handlarze nierogacizny, problem wilka, kozy i kapusty, złamany bambus, a także ilość wody w beczce no i „tajemnicze zniknięcia”. Ale Jeleńskiego się nie wznawia. Ani trudniejszego w poznawaniu Steinhausa. 

 

Wybierając prezent musiałem z konieczności poprzestać na Stewarcie i jego pytaniu: „Kiedy odtwarzacz MP3 powtórzy piosenkę?”. Zgroza. Kiedyś, 

na ławce w parku siadywał chłopiec z dziewczyną, a wcześniej czekali na siebie zatopieni w książce. Dzisiaj, z komórką w ręku i słuchawką w uchu. Żadnej niewiadomej, niecierpliwego oczekiwania, na ekranie komórki treść esemesa – „czekaj, spóźnię się dwie minuty”. Jedna z okropności XXI wieku. Natychmiastowa informacja. Gdzie gonitwa myśli, zwątpienie? Przyjdzie czy nie? 

 

Odtwarzacz MP3? To nawet Raymond Smullyan (polecam) zatytułował jedną ze swoich popularyzatorskich książek dowcipnie – „Jaki jest tytuł tej książki?”. No, jaki? Kolejne, samym tytułem zmuszają do sięgnięcia: „Zagadki szachowe Sherlocka Holmesa”, „Szatan, Cantor i nieskończoność” czy „Przedrzeźniać przedrzeźniacza”. Odrzucam MP3. Daleko.

 

A jakże zubożał matematyczny język? Jakże zgazeciał, się zmediocił (zmediocił – to od medioty). Stewart w gabinecie stawia problem „Podłączenia mediów”. Nie chodzi o Polsat z TVN i Wyborczą.

Należy podłączyć trzy domy do trzech mediów – a media, to woda, gaz i prąd. Uciekam wołając ratunku. Kiedyś, nie było mediów, były zwykłe studnie. Z wodą. Trzy domy i trzy studnie i ścieżki prowadzące do nich. Lilavati pomagała rozwikłać podobny problem „Koncesji chińskich” – pięć kompanii kolejowych zamierza doprowadzić swe linie i zbudować dworce, a dzisiaj trzeba „podłączyć media” no i w Chinach nie ma naszych kompanii kolejowych. To w Polsce Chińczycy budowali autostradę. Skończyli budować.

 

Żeby gładko przejść do książek podchoinkowych dla dorosłych, zacytuję ostatnie zdania z Siergieja Bobrowa „Dwurogiego czarodzieja” – doskonały rocznik 1952. Nie było mnie na świecie, te roczniki pryszczatych „inżynierów dusz” studiowałem później. Autor książki, to taki radziecki Szczepan Jeleński.

 

Zacytuję, dlatego, by przypomnieć, a także dlatego, że widzę, jak najtężsi historycy zapadają na amnezję. Kosmicznej wielkości czarna dziura pochłania lata 

1945 – 1956, przykrywa się je olbrzymią białą plamą.

Kto, bardzo planowo, krok po kroku, od niby łagodnej rewolucji, a potem kulturalnej, sowietyzował Polskę i Polaków? Nawet książki popularyzujące matematykę wśród dzieci (chociaż powinienem napisać, takie książki oczywiście „też”) jednocześnie je indoktrynowały. A więc cytat: 

„Na olbrzymich przestrzeniach Związku Radzieckiego jest teraz dużo wyższych zakładów naukowych, dokąd zdąża żądna wiedzy młodzież, aby w przyszłości stać się pożytecznymi obywatelami społeczeństwa socjalistycznego, wiernymi pomocnikami swego kraju i zasłużyć na pochwałę partii, rządu i najlepszego przyjaciela uczącej się młodzieży, wodza narodów – Towarzysza Stalina”.

 

Tajemnicze zniknięcia

Kto wkładał dzieciom do głów, że aby w przyszłości stali się pożytecznymi obywatelami, to muszą zasłużyć na pochwałę partii i pochwałę wodza narodów Towarzysza Stalina? Wiadomo gdzie powinna znaleźć się odpowiedź na to pytanie, w prezencie pod choinkę dla dorosłych, w syntezie historycznej. Jeszcze ciepła, Andrzeja Leona Sowy „Historia polityczna Polski” – 1944 – 1991 jest odpowiednią?

 

Andrzejewski, Kott, Ważyk, Hertz, wystąpili z PZPR – informuje się czytelnika – gdyż nie pozwolono im na wydawanie miesięcznika „Europa”. I pytam, z PRL chcieli przeskoczyć prosto do Europy? A skąd w tej partii się znaleźli? Andrzejewski – autor takich prac jak „O człowieku radzieckim” (1951) oraz instruktażowa „Partia i twórczość pisarza” (1952), w latach 

1952-56 poseł na reżimowy Sejm siłą został wcielony do PPR/PZPR?

 

Czytam – Wiktora Woroszylskiego zdjęto z naczelnego „Nowej Kultury” i razem z nim odeszli z redakcji Kołakowski, Brandys (Marian) i Konwicki, według autora „wybitni pisarze”. W 1958 roku, byli raczej socrealistycznymi grafomanami. Cóż takiego napisał Konwicki, jakie arcydzieło? „Władzę” czy paszkwil antyakowski „Rojsty”? Leszek Kołakowski wybitnym pisarzem? Znam jego twórczość literacką z kilku wersów – a jestem dość oczytany – „Jutrznia się rodzi, jutrznia drga / znad rozrytego walką gruntu/ czas przyszedł w mrok krzywdy i zła/ rzucić płonącą żagiew buntu”. 

 

Pogłębiał się konflikt – czytam – pomiędzy kierowanym przez Słonimskiego ZLP a kierownictwem partii. A któż to ten Słonimski? Dziewięcioletnia biała plama? Na dwieście siedemdziesiątej pierwszej stronie książki pojawia się Stefan Żółkiewski z Adamem Schaffem. Cóż porabiają? Zajmują „inne stanowisko” niż Gomułka – opowiadają się za autonomią sztuki. 

 

Profesorze Sowa, czy słowa „trudno jest napisać pracę, która nie budziłaby emocji” dotyczą tych pańskich połaci białych plam? Tych wymazanych nazwisk? Różne oceny i interpretacje – rozumiem, może pan na każdej stronie pochwalać czyny jednego stalinowca czy drugiego, wychwalać rewolucję kulturalną, ale gdzie podział się Kuryluk? Putrament miga na dwóch stronicach, dosłownie miga, a przecież to on, swoją drogą w tym czasie potężny protektor Czesława Miłosza, w 1947 roku uznał, nadając kierunek, „iż należy uzbroić nasze prace w ochronną szczepionkę przeciwko zgniłym wpływom wstecznictwa kapitalizmu europejskiego”. A gdzie Sokorski, główny urzędnik odpowiedzialny za wprowadzenie socrealizmu, który upominał się o rzeczywisty zwrot w polityce kulturalnej, Sowie wsiąkł?

Skoro są chwalebne czyny, listy piętnastu i trzydziestu czterech, czasy KOR-u, udział pisarzy w opozycji, skoro są rewizjoniści, to gdzież pan profesorze Sowa „zniknął” stalinowców? Tajemnicze zniknięcie? Skoro jest gomułkowska „dyktatura ciemniaków”, odnotował pan ten fakt i wiele innych, kulturalnych, to gdzie są inżynierowie dusz, właśnie wówczas pokonujący po kilka pięter jednym skokiem, na drodze błyskawicznych literackich karier? Wille i apartamenty, apanaże i stutysięczne nakłady, no i Obory.

 

Literaci. A może pod choinkę „Literaci”, jeszcze ciepła praca doktorska Konrada Rokickiego, wydana przez IPN? Czytam: „W relacjach między literatami a władzą lata 1956-1970 cieszyły się jak dotąd bodaj najmniejszym zainteresowaniem badaczy. Gros publikacji na ten temat dotyczy okresu stalinizmu lub…”. I mamy prawie hagiografię literatów. Słonimski ponoć przerwał naszą „izolację od kultury zachodnioeuropejskiej”. A kto tę łączność zrywał? Krasnoludki? Rozdział groźnie zatytułowany – „Rozprawa z rewizjonizmem” – ale przecież najpierw należało zostać tym rewizjonistą, dysydentem, a jeszcze wcześniej marksistą. Z „Nowej kultury” odchodzą, a kto zostaje nowym naczelnym z nominacji KC? Tenże Żółkiewski, który… wystarczy. 

 

Rzucam bieżączkę, odstawiam lożę prasową, wylewam kawę 

na ławę, i wracam do historii od Nowego Roku.

Ale żeby nie było pesymistycznie. Polecam na Gwiazdkę Rafała Żebrowskiego „Zbigniew Herbert” z podtytułem „Kamień 

na którym mnie urodzono”, polecam każdą książkę wydawnictwa Arcana – Włodzimierza Biernackiego „Myśl polityczną I Rzeczpospolitej”, polecam wciąż dostępną Włodzimierza Boleckiego „Ptasznik z Wilna” o Józefie Mackiewiczu, i koniecznie, jak łyk świeżego powietrza, Gustawa Herlinga Grudzińskiego, po raz pierwszy szyty „Dziennik pisany nocą” 1971-1981. Doskonała odtrutka, na Czerską, na wszystko, a sobie polecam bardzo smaczne, listy Jerzego Giedroycia i Czesława Miłosza (1964-1972). Polskość (słowo, które w sieci zrobiło olbrzymią karierę), to dla poety „napiętnowanie”.

 

Giedroyć zarzuca Miłoszowi, że w Polsce dostrzega jedynie „środowisko”. A dla niego (list z 10 maja 1967 roku) „możliwości p o t e n c j a l n e Polski są ogromne i w skali naprawdę światowej”. 

I tego życzę czytelnikom.

rekontra

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.