Reklama

O miejsce dla kpiarza
Rekontra   
piątek, 10 lutego 2012 08:24

 

W tym czasie środowisko Czerskiej dowartościowywało młode pokolenie – kuchcikiem Tarasem, biłgorajskim winiarzem i instalacjami artystki Nieznalskiej, która w kieszeni malarskiego kitla pod ręką trzymała męski członek. Słownictwo innego artysty ze szklanego ekranu Hołdysa, było i jest równie ch… we. Na marginesie. Właśnie zbiera żniwo – salwował się ucieczką z Facebooka. O jego stanie psychicznym niech świadczy wyznanie: „Uświadomiliście mi, że jestem debilem, nie mam matury, nie mam pojęcia o świecie”. Na Facebooku trwa właśnie akcja: ‚"Usuń Hołdysa z Internetu!". Bunt wyznawców. 

 

 

Antoni Słonimski, na którego – bardzo eufemistycznie rzecz ujmując – wciąż się boczę za jego romans z socrealizmem i komunistycznym reżimem (dzisiaj, takie romanse, takie stalinowskie zauroczenia nazywa się epizodami), otóż poeta wspomina, jak to „na początku Polski” wziął udział w żarcie Marszałka. We trzech – z Janem Lechoniem i Julianem Tuwimem napisali cóż takiego? Szopkę, pierwszą szopkę Pikadora. 

 

Młodzi autorzy – młodzi w znaczeniu tradycyjnym, liczyli sobie wówczas po dwadzieścia kilka lat – mieli pokazać w ją Belwederze. W jednej z sal przygotowano budyneczek szopki i wczesnym rankiem samochód ciężarowy z kukiełkami pojechał do pałacu belwederskiego. Niestety – wspomina Słonimski – pisma popołudniowe doniosły, że na czwartą w Belwederze zwołane jest zebranie Rady Ministrów. Uznali, że z przedstawienia trzeba zrezygnować. 

 

Jakże się zdziwili, gdy o oznaczonej porze „przyszły po nich auta”. Okazało się, że przedstawienie Szopki się odbędzie. Marszałek Piłsudski, nikomu nie mówiąc o co chodzi, zwołał Radę Ministrów, a gdy wszyscy stawili się już na miejscu, poprosił zebranych do wielkiej sali, mówiąc: „Proszę panów na Szopkę”. Wieniawa przedstawił poetę Marszałkowi ponoć żartobliwie (a raczej proroczo, szanowny autorze wspomnień): „to nasz komunista”. 

 

Malarz Leonhard, który ruszał w szopce kukiełkami, zdążył jeszcze tubalnym głosem szepnąć „Panowie, dostaniemy po mordzie, bo teksty za ostre”. 

Rzeczywiście, było dużo osobistych i złośliwych żarcików, ale cała sala rozbrzmiewała ustawicznym śmiechem. Z tym, że kiedy śmiał się bardzo głośno minister spraw zagranicznych, milczał minister skarbu. Minister spraw zagranicznych przestawał się śmiać, a minister skarbu zaczynał. „Żart, który Piłsudski zrobił swym ministrom, i jego szczera zabawa na przedstawieniu Szopki jest jednym z licznych dowodów rozumnego stosunku Marszałka do satyry. Piłsudski nie bał się dowcipu, nie walczył z wolnością słowa…” – wspominał Słonimski po wielu latach, tuż po śmierci Józefa Piłsudskiego w 1935 roku.

Nawet nie pytam, czy w styczniu tego roku w Belwederze odbyło się przedstawienie szopki, i nie zastanawiam się, czy na horyzoncie można dostrzec młodego Lechonia (dwudziestolatka) czy o kilka lat starszego Juliana Tuwima, ale w żaden sposób nie mogę zrozumieć, dlaczego Noworocznej Szopki nie było w Telewizji? 

 

Jakiej tam szopki, lawiny szop i szopek. Przecież ten rząd, przecież te dwa Pałace, mały i wielki, wyżywiłyby i legion wszelkiej maści kpiarzy. Taki pierwszy z brzegu minister, prezydencki, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, profesor Stanisław Koziej, gdy okazało się, że aby włamać się na internetowe strony rządowe wystarczyło wpisać login „admin” i hasło „admin1” był łaskaw stwierdzić, że „władza nie może się odcinać kodami i szyframi od rozmowy z opinią społeczną”. Co najmniej kilka dni każdy nastolatek mógłby rechotać ze śmiechu? 

I widziałem tę młodą opinię publiczną na ulicach miast, dziesiątek miast, Lublin i Kraków, Poznań i Kielce, potwierdzam, trzymali się za brzuchy. Kpili z władzy. 

A na ekranie telewizora Szkło Kontaktowe i kpiny z czego? Z opozycji, od pięciu lat wykpiwają opozycyjne rządy kaczora. 

 

Minister Koziej, złotousty Nałęcz, p. Tomasz to też minister, mężny Nowak, Mucha, same ministry, obrodziłą III RP w tytuły no i premier, który wypełniłby sobą szopkę całą, a i prezydent wręcz (dosłownie, do bulu) w niej urodzony. 

A im, satyrykom i szydercom medialnym, we wnętrznościach kaczka zaległa, żółcią czkają, bekają i beczą, gdy się im odbije. 

Donald Tusk, nie odcięty od rozmów z opinią publiczną 

– jak tego chciał szef bezpieczeństwa narodowego – pierwszy obywatel III RP, tuż po podpisaniu paktu ACTA, podkreślmy, że z jego upoważnienia podpisanego, ocknął się i mówi: „Sprawdzimy każdą literkę, żeby nie było wątpliwości, czy ACTA wymusza na naszym prawie zmiany, które ograniczą wolność w internecie”.

 

Będą sprawdzać każdą literkę, każdy jej ogonek i zawijas, i wszystkie szeryfy. Śliniąc paluchy przekartkują ACTA, marszcząc miedziane czoła, ściągając ust kąty, unosząc brwi, prześledzą wszystkie literki i przecinki, każdy spójnik wybebeszą. 

Pytam. Niewskazanym byłoby, umierając ze śmiechu, paść w końcu trupem u stóp telewizora? Przed monitorem? Ale o tym ani mru, mru. Kabarety nie wychodzą z kościelnych krucht i ław opozycji. Murzynki i orientacje tylko ich kręcą.

 

Dlatego w telewizorze satyrycznych kupletów nie uświadczysz, pełno w zamian sześćdziesięcioletniego prawie Wojewódzkiego, z górnymi odnóżami penetrującymi okolice krocza, i takimż okołopenisowym słownictwem. Satyr z TVN, ma zastąpić kpiarzy? Dlaczego nie ma festiwalu szopek – Polsat-u, TVN-u, TVP1 i pomniejszych superstacji? Gdzie satyra, wierszyki i piosenki, gdzież śmiech chociażby i przez łzy? Czy buta rządzących, ich alienacja, nie bierze się stąd właśnie? 

Jakież nazwiska przed wojną – przypominam – Lechoń, Tuwim i Słonimski, a tuż obok Wierzyński i Iwaszkiewicz, Hemar, kpili z władzy,  z rządu, trochę mniej z Piłsudskiego. Ale przecież taki Piłsudski trafia się jeden na tysiące lat. 

Niestety rozeszły się drogi przyjaciół Skamandrytów. W „Dziennikach” Jan Lechoń wspomina, że wysmażywszy nie najgorsze piosenki, przekonał się, że były gorzkie i niezabawne. Bo niezabawna była polska rzeczywistość. Krytyka poprzez satyrę to jedno, ale jak pisze, Piłsudski był jednym z najgłębszych przeżyć młodości: „Nie przeżywszy go, nie można było naprawdę być wolnym Polakiem”. 

Życie żąda patrzenia w przyszłość, trzeba mieć jego (Piłsudskiego) powagę, bezinteresowność, a gdy trzeba tragiczną odwagę w walce o to, co jest dla nas dobrem Polski i ludzkości – pisał w 1950 roku w Nowym Jorku. A w tym samym czasie jego przyjaciele, z postaci komicznych zrobili się osobami z tragikomedii. 

 

I w tym miejscu konieczna dygresja dla młodych czytelników, by historia była nauczycielką życia. Zacytuję Lechonia i wyznanie Tuwima, gdyż ani w podręcznikach do historii ani języka polskiego tego nie znajdą. 

Otóż niedawno, dzięki You Tube obserwować można było żałobę, masowe szaleństwo histerii w Korei Północnej po śmierci Kim Dzong Ila, ale kto dzisiaj chce pamiętać, że peerelowskie elity równie głęboko przeżywały śmierć Stalina? Zachowywały się tak samo, były równie wstrząśnięte. W Internecie krążą liczne świadectwa, dokumentują ich organiczne cierpienie, poczucie osierocenia. 

31 marca 1953 Lechoń notował w „Dzienniku” pisanym na emigracji, że tuż po śmierci Stalina, który „kazał zamordować polskich jeńców wojennych, zabrał połowę polskiego państwa, zesłał na Sybir miliony Polaków”, otóż po śmierci tego tryumfującego Gradiuszczego Chama, Julian Tuwim pisał w „Przekroju”: „długie są dzieje nasze – dzieje rodu człowieczego na ziemi – a nie było jeszcze żałoby tak powszechnej, tak boleśnie w zbiorowym sercu ludzkości wezbranej, jak po Nim – pierwszym tej ludzkości obywatelu”. 

 

Nasza buntująca się młodzież słyszy o Korei, ogląda filmy i nie dowierza temu, co widzi, a żelazną kurtynę spuszczono na PRL. Reżim komunistyczny ma się zamknąć w wianuszku papieru toaletowego uwiązanego na szyi Leszka Kołakowskiego, opuszczającego Dom Partii po wykładzie marksizmu. Nic więcej? 

 

Wracamy do roku 2012. 

Należy walczyć o kpiarza. Satyra to wentyl, to wpuszczanie świeżego powietrza do sypialni ministerialnych, to poranna higiena ministrów Muchy i Nowaka, premiera Tuska. 

Czego chce Wyborcza? 

Czy na Czerską nie dotarło, że krytyka jest lepsza niż propaganda, że żadna cnota krytyk się nie boi, a prawdziwa cnota kpiarza poważa? „Potem, jak grzeczne dzieci, dostaliśmy tortu, ciastek i Marszałek zaszczycił każdego z nas rozmową” – wspominał Słonimski. 

A dzisiaj kabareciarze dostają ordery, jako autorytety śniadają u Mellera, okupują telewizyjne korytarze i studia. Czyż nie, Marek Majewski mówił słowem wiązanym o liderze opozycji, że ma charyzmę psychopaty? Czy to nie Krzysztof Materna wzywał do obrony „Bronka normalnego”?

Dziwi, więc, że w nagrodę organizował wspólnie z K. Wojewódzkim najważniejszy koncert polskiej prezydencji? 

 

I czy warto pytać, jak ma się satyra dzisiaj? Głupkowate robienie z siebie idioty? Z jednej strony dowcip Słonimskiego, Lechoń i Hemar, a z drugiej strony… cztery cyfry, czyli cztery zera. 

W tym czasie środowisko Czerskiej dowartościowywało młode pokolenie – kuchcikiem Tarasem, biłgorajskim winiarzem i instalacjami artystki Nieznalskiej, która w kieszeni malarskiego kitla pod ręką trzymała męski członek. Słownictwo innego artysty ze szklanego ekranu Hołdysa, było i jest równie ch… we. Na marginesie. Właśnie zbiera żniwo – salwował się ucieczką z Facebooka. O jego stanie psychicznym niech świadczy wyznanie: „Uświadomiliście mi, że jestem debilem, nie mam matury, nie mam pojęcia o świecie”. Na Facebooku trwa właśnie akcja: "Usuń Hołdysa z Internetu!". Bunt wyznawców. 

 

A Wojewódzki i jego gówniane happeningi z wtykaniem polskiej flagi w psie odchody? (Przepraszam czytelników, ale muszę poziomem słownictwa się dostosować).

Czy więc dziwi, że kto zasiał chamstwo, dzisiaj zbiera owoce? Jak premier ma spotkać się z młodymi ludźmi i debatować, jeżeli jego własne dzieci mogą mu przynieść prosto z ulicy hasło: „Tusk Ty łobuzie, wsadzimy Ci ACTA w buzię» (ponownie przepraszam za drastyczność cytatu, ale jest powszechnie używane, trafiło pod internetowe strzechy, może dotrze, do czego doprowadzili), a matoł-pornol, to właściwie przerywnik, to nabranie oddechu przed 

„Tuskiem łotrem”. 

 

Komu obecna władza powinna podziękować za to powiatowe uliczne słownictwo? Mediom i parasolowi przez nie rozpiętemu, który odizolował władzę od realu?

Biorę do ręki środową Gazetę Wyborczą i czytam: „Trzeba umieć powiedzieć, dokąd idziemy, po co tam idziemy i jaką cenę powinniśmy za to zapłacić” i o Tusku, że w polityce stosuje sztukę, którą najbardziej uwielbia: kiwania. I on potrafi każdego okiwać. Zdaje się, że na naszych oczach sam się okiwał. 

Jeżeli w organie Michnika czytam, że przez pierwsze cztery lata zrobił niewiele, a w pierwszych krokach jego drugiej kadencji widzimy chaos i szereg niepowodzeń, to czy nie należy zapytać – gdzie pisaliście swoje peany? 

 

Czy nastąpi nagle Wielka Transfiguracja, taka, z jaką mieliśmy do czynienia w 1956 roku, a także w 1989? Czy nagle wszystkich nie oświeci, tak jak Aleksandra Smolara? Donosi, że premier i rząd byli (na początku drugiej kadencji) kompletnie nieprzygotowani do sprawowania rządu, mieli puste szuflady, nieprzygotowanych do rządzenia dyletantów. 

 

I pytam, czy szanowny politolog, rżnie głupa, czy też odnalazł w sobie duszę kpiarza? Z kogo kpi? Z siebie. 

Rekontra

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.