| „Sprawa Szymborskiej” |
| Rekontra |
| piątek, 17 lutego 2012 14:24 |
|
Są dwie prawdy. Jedna medialna, dla maluczkich, kształtująca opinię publiczną i druga dla wtajemniczonych. Co innego pisze się w gazecie, a co innego mówi na naukowym sympozjum.
Tytuł okropny, przyznaję. Zapożyczony, to próba usprawiedliwienia. Zapożyczyłem od „Gazety Wyborczej”. Jak zawsze w środę o świcie, zaglądam na jej stronę internetową i właśnie rano przeczytałem: „List otwarty ws. Szymborskiej”. Trochę dezorientujący nadtytuł – „Po wypowiedzi posłanki PiS”. Czyżby nagonka na nieprawomyślny pogląd i jego autorkę? Zapewne posłanka nie tylko inaczej myśli, ale ośmieliła się własne zdanie wypowiedzieć na głos. A to już jest zbrodnia, zbrodnia naruszenia autorytetu „autorytety”.
Nie zmienia to faktu, że za sam tytuł ktoś może beknąć na Czerskiej. Klikam i czytam. „List otwarty w sprawie Wisławy Szymborskiej” – podpis orwellowski „redkult”. Zanim przejdę do jego lektury, dostrzegam „ZOBACZ TAKŻE”: Szymborska i partyjna linia PiS” oraz „Prawica nie płacze po Szymborskiej”, klik na „Szymborska i linia partyjna”, pojawia się twarz nasrożonego Pawła Smoleńskiego (w kąciku rozmyślań umieszczam spostrzeżenie, że bez charakteryzacji mógłby zagrać Wielkiego Brata) i z leadu artykułu dowiaduję się o – kłopotach prawicy z pamięcią i oblataniem w historii najnowszej. Dziennikarz gazety wzorcem oblatania w historii najnowszej i miernikiem (raczej miarą) amnezji.
Zaraz się przekonam, jakie wy (wy – lewica) macie kłopoty z pamięcią i jak jesteście oblatani w historii najnowszej, gdyż ponownie trafiam na – „ZOBACZ TAKŻE” i link kieruje mnie do artykułu „Szymborska i stalinizm”. Ciepło, bardzo ciepło. Czuję się tak, jakby prowadzili mnie za rączkę po rewirach Czerskiej. Przecież z tego się robi cała konstrukcja perswazyjna – jest sprawa – jest linia partyjna – prawica, a jakże, nie płacze – stalinizm i… zanim zobaczę, do czego ma mnie doprowadzić stalinizm, pierwsza uwaga na marginesie.
Albo jednak zobaczę. Klikam „stalinizm”, a tam w punkcie pierwszym „zobacz także” jest link do „Szymborska i partyjna linia PiS”, czyli zrobiłem kółeczko, wróciłem do punktu wyjścia – a więc dygresja numer jeden. Jestem świeżo (świeżo, tzn. wczorajszy wieczór i ćwierć nocy spędziłem w towarzystwie literatów) po lekturze tekstu Wiesława Pawła Szymańskiego „Uroki dworu” („Bezwonny niebyt”), a także przeczytałem tegoż autora z tomiku „Cena prawdy” esej „Kompromis za trzydzieści srebrników”. Odświeżyłem rozważania Jana Prokopa m.in. „Sowietyzacja i jej maski” (hasłowo – „dwa słowa o amnezji”, „zawiłe dróżki”, dylematy pisarki), a także kilka esejów z opracowania „Sowietyzacja i jej maski” („bat i marchewka albo o polityce kulturalnej”, pokusa niepamięci, grzechy i zasługi PRL-owskich literatów) i końcowe – „Powinności literatury polskiej”.
Zresztą, oto geneza tekstu w pierwotnej postaci – powinności literatów – poetów i pisarzy. Ale napatoczyła się GazWyb z nagonką. O cóż poszło? Jakiego kija znaleźli? W radio Krystyna Pawłowicz zapytana o poezję Wisławy Szymborskiej powiedziała – „Ja w jej wierszach nie gustowałam, bo dla mnie ważniejsze jest, aby poeta towarzyszył Polakom w trudnych chwilach narodu” i kontynuowała „Wisława Szymborska kojarzy mi się z Noblem, ale nie kojarzy mi się z Polską, z polską wierzbą, nie kojarzy mi się ani z polską przyrodą, ani polską historią. (…) Poeta ma swoje obowiązki wobec kraju i narodu”. Właśnie te słowa spowodowały medialną ofensywę. Beata Stasińska, natychmiast pouczyła posłankę PiS: „Poeta, proszę pani, nie ma żadnych obowiązków wobec narodu”.
Żadnych obowiązków! Dwie setki lat zastanawiania się, tysiące tekstów, debatowanie i się kłócenie, jakie są te obowiązki, powinności literatury i literatów, „Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta/ Możesz go zabić – narodzi się nowy/ Spisane będą czyny i rozmowy” – Czesława Miłosza, czy Zbigniewa Herberta …. – wiele jego wierszy przychodzi do głowy, niech będzie takie oto wezwanie: „ powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy, / bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz / powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem”. A może cofniemy się? Mamy z jednej strony zamykające trylogię Henryka Sienkiewicza wyznanie „dla pokrzepiania serc”, a z drugiej strony słowa z dramatu „Sułkowski”, Stefana Żeromskiego: „trzeba rozrywać polskie rany, żeby nie zabliźniły się błoną podłości”. A w radio pojawia się paniusia, wprost z salonu i mówi – „Poeta, proszę pani, nie ma żadnych obowiązków wobec narodu”.
A czas niewolenia, sowietyzacji społeczeństwa? Żadnych obowiązków? Pod ręką mam Stanisława Murzańskiego „Między kompromisem, a zdradą”, a także „Sojusz nieczystych sumień”, „Czerwoną mszę” – monografię stalinizmu Bohdana Urbankowskiego, całego Wata, Miłosza, to co najważniejsze, bywał szczery, oczywiście Trznadla „Hańbę domową” i wszystko co napisał, mam pod ręką prawie wszystko o intelektualistach pod Sowietami, i mam z drugiej strony „Spętaną naukę” Herczyńskiego, „Pułapki zaangażowania” Hirszowicz, a także „Kawior i popiół” Marci Shore, „Lawina i kamienie” – wiadomo czyje, i całego Michnika i większość Dzienników jakie powinno się znać z tamtych czasów. I czytam w gazecie – „żadnych obowiązków”. A jak się już zostanie tą inżynierką dusz, to ma się tylko prawa?
Piszę o tym dość rozwlekłe (podaję nazwiska i tytuły) z dwóch powodów, po pierwsze wskazuję tropy do poszukiwań w antykwariatach czy bibliotekach, a po drugie… Jeżeli napiszę – tak nie było, to niech red. Smoleński się nie obrusza, a po prostu przyjmie, że tak jak twierdzi „nie było”. I ma fragment bibliografii. I kolejna dygresja (a może nie dygresja) – wędruję po stronach internetowych „Gazety Wyborczej” i jeden z linków prowadzi do tekstu Adama Zagajewskiego, w którym czytam: „Prawica, jak wiemy, zarzuca jej, niekiedy bardzo brutalnie, krótki okres wierności socrealizmowi. W tego rodzaju rzeczach ważniejsze jest to, jak się wychodzi z takiego zaułka, a nie jak się do niego trafia. Każdy z nas, zwłaszcza we wczesnej młodości, może popełnić błąd. A Wisława Szymborska wyszła ze swojego błędu wspaniale. W całej jej późniejszej twórczości znajdujemy niegasnące nigdy echo tamtego błędu. Była osobą i pisarką spragnioną prawdy, uczciwości intelektualnej i to, że zawiodła za młodu, stało się dla niej nie tylko nauczką, jak mówimy w nadmiernym zdrobnieniu, ale też wielką nauką”. I zwracam się do autora – zapewne retorycznie, jak rozumie zwrot „wierność socrealizmowi” – i od razu kategorycznie stwierdzam, nie istnieje taki byt, jak socrealizm, pisząc precyzyjnie – nie istnieje coś takiego jak „wierność socrealizmowi”. Żył Stalin, służono Stalinowi, jemu przysięgano wierność (dosłownie), potem przyrzekano, że nic z jego życia nie pójdzie w zapomnienie, był komunizm, można mówić o wierności komunizmowi, była Partia – to właśnie ona literatom rozgarniała mrok. Ale socrealizm i wierność jemu? I napomknę, że czytałem, co tam czytałem – przestudiowałem prawie wszystko, co napisano o „socrealizmie” i niech autorytet GW spróbuje polemiki. Argumenty na stół.
Po co czepia się prawicy, po cóż przesadnie pisze „wyszła z tego błędu wspaniale”? Czy myśli o tomiku wierszy z 1957 roku „Wołanie do Yeti”: „Obmyślam świat, wydanie drugie, wydanie drugie, poprawione”. Wyszła z błędu wspaniale? Czyli jak? Rymowanym wołaniem? Czyżby Zagajewski nie wiedział jak wyglądał PRL? Lata 1949 – 1956 to jest kulminacja komunistycznego reżimu, to wówczas był totalitaryzmem w czystej postaci – i to wówczas, szepczę na ucho poecie – robiono błyskawiczne literackie kariery.
Wyszła z partii w 1956 roku? Nie. Z czerwonego Parnasu spadali nieliczni. Poeta zaprzeczy? Czynię olbrzymi przeskok, brak miejsca na prześledzenie krok po kroku wychodzenia z błędu (jakiż eufemizm, „błąd” – tkwienie w błędzie lat dziesięć, aż stalinizm się rozsypał, a potem przedłużony o lat kolejne dziesięć – co czyni lat dwadzieścia). Może nie opierajmy się na wikipedii i obiegowych faktach, a weźmy do ręki „Twórczość obca nam klasowo” wydawnictwo IPN. Czytam na s. 257, że z partii robotniczej PZPR zostali wywaleni (w oryginale „wyrzuceni”) Paweł Beylin, Jacek Bocheński, Tadeusz Konwicki i w geście solidarności z nimi legitymacje partyjne oddała cała liczna grupa literatów – w tym Brandysowie, Stryjkowski, Woroszylski oraz Wisława Szymborska. Tak to się odbyło, salonowo.
Zacytuję Wiesława Pawła Szymańskiego – a jakże z Krakowa, który prostując mit o poetce, jako filarze quasi-podziemnej aktywności pisze, „Wystarczy jeden rozmówca, aby zapewniać z pełną bufonadą o faktach. Powstaje z takich quasi-informacji portret tak przelukrowany, że nikt się nie rozezna, gdzie prawda, półprawda, a gdzie po prostu fałsz. Chyba, że znowu znajdzie się kolejna Joanna Siedlecka”. I na koniec – Adam Zagajewski stwierdza: „Myślę, że jednym z jej wielkich wrogów – poza tymi największymi, ideologią totalitarną, zbrodnią polityczną – była nuda”, to aż się prosi o rozminięcie tego zdania, o wielkim wrogu poetki – ideologii totalitarnej. Ale konkretnie – źródła, cytaty, daty. Są dwie prawdy. Jedna medialna, dla maluczkich, kształtująca opinię publiczną i druga dla wtajemniczonych. Co innego pisze się w gazecie, a co innego mówi na naukowym sympozjum. Biorę do ręki Anny Zarzyckiej „Rewolucja Szymborskiej” i cytuję zaledwie dwie konkluzje o poetce – „zupełny brak dystansu do marksizmu i komunistycznej rzeczywistości”, i że temu bezkrytycznemu stosunkowi towarzyszy szczere uwielbienie do komunistycznych przywódców”. Zagajewski ma rację pisząc o wczesnej młodości. To częściowo usprawiedliwia, naiwne, nieumiejące się oprzeć indoktrynacji serce było wykorzystywane „sprawie budowania socjalizmu” – parafrazuję myśl autorki naukowej pracy. Ale błąd?
Miałem pisać o czymś całkowicie innym, chciałem napisać kilka słów o Szymborskiej i jak ją widziano na tle XX wieku, łagodnie – ale prewencyjna awantura wszczęta przez środowisko Wyborczej zmieniło plany. Z kronikarskiego obowiązku, w błyskawicznym tempie – przecież miałem odbyć wędrówkę po artykułach w następującym porządku „jest sprawa, a jakże Szymborskiej – jest linia partyjna, oczywiście PiS-u – jest prawica – która co robi, a właściwie czego nie robi, nie płacze – no i jest stalinizm”. I ten stalinizm pań Szczęsnej i Bikont spowodował wykolejenie narracji.
Odfajkowuję. Szanowne panie redaktorki, czytam „Wtedy mało się wiedziało, co robili bolszewicy” i pytam, to jakiś żart, nieprawdaż? W Polsce się wiedziało od lat dwudziestych o Sowietach. W Krakowie wiedziało się wszystko. Wystarczyło chcieć wiedzieć. Redaktorze Smoleński, proszę rozwiń myśl: „Oznacza to, że literacko-historyczne opinie Krystyny Pawłowicz nie są dla PiS wersją kanoniczną”. Jaka jest ta wersja „historyczna”? Ale konkrety, nie ślizgaj się po faktach. A list kilkudziesięciu „młodych literatów” to istne kuriozum. Czytamy: „Pragniemy wyrazić nasz sprzeciw przed wartościowaniem dokonań jakiegokolwiek twórcy wyłącznie w oparciu o jego światopogląd oraz sztucznie, doraźnie kreowany wizerunek wywiedziony z przesłanek biograficznych i pozbawionych kontekstu fragmentów wierszy”.
Otóż szanowni młodzi literaci. Całą twórczość poetki, jest umieszczona w kontekście. Od wiersza o nienawiści „Z Korei” po wiersz „Nienawiść” drukowany na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” kilkadziesiąt lat później. I aż się prosi o rozwinięcie wasza myśl druga: „Uważamy za oczywiste, że każdy ma prawo do posiadania i wyrażania swoich poglądów politycznych – o ile nie nawołują one do agresji wobec innych, niezależnie zaś od tego, jak bardzo okazują się «nienormatywne» i odbiegające od rozpowszechnionych wzorców”. Otóż poglądy poetki były jak najbardziej normatywne, a czy były wychwalaniem agresji? Pozostawiam to do rozstrzygnięcia waszej poetyckiej wrażliwości, tudzież rozumowi. Wcielcie w życie myśl wyrażoną w liście: „Nie uchylamy się od rozmowy o polityczności literatury”. Ujmijcie w rozważaniach – Polityczność poezji w państwie totalitaryzmie. I nie ma sprawy Szymborskiej, jak chciałaby Wyborcza. Jest sprawa prawdy i jest wielkość poezji Szymborskiej. Ale, na polskiej ziemi poeci rodzili się na kamieniu. Dedykuję młodym sygnatariuszom listu słowa Zbigniewa Herberta – „czuję ciężki wyrzut/ kiedy go trzymam w dłoni/ i ciało jego szlachetne/ przenika fałszywe ciepło/ — Kamyki nie dają się oswoić/ do końca będą na nas patrzeć/ okiem spokojnym bardzo jasnym”. rekontra |
| Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu |
|
| HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW |
|
| Misja życia Antoniego Macierewicza |
|
| Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”? |
|
| Kiedy już głupcy przejrzą na oczy… |
|
| Czas łotrów i szubrawców |
|
| ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE |
| Pozostała nam tylko ulica |
| CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI |
|
| Kiedy przeproszą za rabina? |
Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? |
| Tusk to obciach |
Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca |
| BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP... |
|
| 21 730 samobójców pod rządami Tuska |
|
| Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę? |
|
| Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta |
|
| Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna |
|
| PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona |
|
| Posypała się narracja |
|
| CO DALEJ? |
|
| Boże, przybądź nam z pomocą |
|
| WYDARZENIA | POLITYKA | KRAJ | HISTORIA | WARSZAWSKA ALEJA | KULTURA | ZDROWIE I URODA |
| Warszawska Gazeta 2011 | REKLAMA | PRENUMERATA | KONTAKT | do góry
|