Reklama

Komu Komorowski melduje „wykonanie zadania”?
Aldona Zaorska   
piątek, 20 stycznia 2012 11:14

 

W tych spotkaniach Komorowskiego trudno nie zauważyć pewnej prawidłowości. Wszystkie miały charakter tajny, we wszystkich wzięli udział Rosjanie zamieszani w katastrofę Smoleńską lub w jej wyjaśnienie albo inne szemrane towarzystwo (patrz – syn dyktatora, znienawidzonego przez cały Zachód i popieranego przez Wschód). W dodatku kolejne rozmowy miały miejsce mniej więcej co pół roku. Wygląda to tak, jakby prezydent Polski prowadził własną zakulisową politykę i chciał ukryć przed opinią publiczną jakieś informacje.

 

 

Międzylądowanie i spotkanie 

W grudniu 2011 roku prezydent Komorowski udał się do Chin. Właściwie nie wiadomo po co (może załatwiał ekipy do budowy autostrad), bo jak dotychczas szczególnych więzi gospodarczych Polska z „państwem środka” nie miała. Spotkania, do których doszło podczas tej wizyty zostały potraktowane w mediach bardzo po macoszemu. Jeszcze mniej miejsca Kancelaria Prezydenta i zaprzyjaźnione z nią media poświęciły trasie podróży głowy państwa. W samym locie nie byłoby nic ciekawego, gdyby nie fakt, że odbywał się on z międzylądowaniami w Rosji. Co więcej – w czasie owych międzylądowań prezydent odbył przynajmniej jedno spotkanie z rosyjskim oficjelem.

 

Prezydent udał się do odległego o 6900 km Pekinu samolotem Embraer 175, którego zasięg lotu wynosi tylko 3700 km (nawiasem mówiąc, jest on trzykrotnie niższy od zasięgu maszyn, które powinny przewozić VIPów). Międzylądowania w Rosji były więc „uzasadnione technicznie”. Powstaje jednak jedno „ale” – spotkania, do których doszło w ich trakcie. Oto 17 grudnia 2011 roku, w czasie przelotu do Pekinu prezydencki samolot wylądował w Jekaterynburgu, gdzie Komorowski, na osobności, spotkał się z Aleksandrem Charłowem, ministrem współpracy gospodarczej z zagranicą obwodu swierdłowskiego. Charłow jest politykiem związanym ze środowiskiem Władimira Putnia a „przy okazji” także absolwentem szkoły wojskowej w Kijowie. Miesiąc wcześniej, w listopadzie 2011 roku Charłow został odznaczony medalem „Za osiągnięcia w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego” za pomoc w organizacji międzynarodowej konferencji ws. bezpieczeństwa. Konferencja ta odbyła się z udziałem byłego szefa FSB Nikołaja Pastuszewa oraz gen. Stanisława Kozieja – szefa BBN. O spotkaniu Komorowskiego z Charłowem poinformowały tylko rosyjskie portale internetowe, które napisały, że jego przedmiotem była współpraca gospodarcza pomiędzy Polską a obwodem swierdłowskim. 

 

Wynika z tego, że prezydent Rzeczypospolitej Polskiej załatwia interesy z lokalnym ministrem Putina. W dodatku obwód swierdłowski, położony na granicy Europy i Azji, na Uralu, jest oddalony od Polski o tysiące kilometrów. Dlaczego z tamtejszym, lokalnym ministrem spotyka się prezydent? Czyżby z powodu „wojskowej” przeszłości ministra i jego prawdziwej „specjalizacji”? Po tym spotkaniu Komorowski poleciał dalej… do Irkucka na Syberii. Tam znowu odbyło się międzylądowanie, tym razem uzasadnione koniecznością wypoczynku załogi. Informacji na temat tego, czy w Irkucku też doszło do jakiegoś spotkania Komorowskiego brak. Identyczne międzylądowania miały miejsce, gdy prezydent z Chin wracał. I znowu – żadnych szczegółów. 

 

O co chodzi? 

Oczywiście, skoro polskiego państwa nie stać na wynajęcie samolotu, którego zasięg umożliwiałby przelot bez międzylądowań, ani na zabranie na pokład załogi, która mogłaby zmienić osoby pilotujące samolot, to międzylądowania nie podlegają żadnej dyskusji. Czy się to komuś podoba, czy nie – Komorowski to VIP. Można nawet założyć, że w takim przypadku lokalne władze nie tylko robią wszystko, aby zapewnić VIPowi bezpieczne lądowanie i start, ale także wysyłają swego przedstawiciela na wypadek, gdyby VIP miał jakieś życzenia albo żeby go powitać. Ale jeśli tak, to dlaczego władze Irkucka nie wysłały Komorowskiemu żadnego ministra? A przede wszystkim – spotkania międzynarodowe odbywają się zawsze na „równym szczeblu” – premier z premierem, minister z ministrem, prezydent z prezydentem. Komorowski odbył rozmowy z lokalnym ministrem, co by oznaczało, że dla Rosji głowa państwa polskiego jest równoważna z lokalnym urzędnikiem. Tak jakby Polska była rosyjską gubernią. Chyba, że Komorowski rozmawiał z Charłowem nie o współpracy gospodarczej, tylko o czymś zupełnie innym. Jest to niewykluczone, bowiem nie było to pierwsze tego typu spotkanie Pana Bronka Ruskiej WSI. 

 

Jeszcze nie prezydent…

Do podobnie podejrzanej sytuacji doszło 21 czerwca 2010 roku, kiedy Komorowski, wówczas jeszcze marszałek Sejmu, p.o. prezydenta Polski, po śmierci Lecha Kaczyńskiego, wracał z Afganistanu. Było to, co istotne – dzień po I turze wyborów prezydenckich. Samolot Komorowskiego wylądował wówczas w stolicy sojuszniczej wobec Rosji Armenii – Erewaniu. Komorowski spotkał się tam z ministrem spraw zagranicznych tego kraju -Edwardem Nalbandianem, o czym poinformowała tylko służba prasowa ormiańskiego MSZ (znowu głowa państwa spotkała się z ministrem). Polski MSZ „taktownie” sprawę wizyty przemilczał. 

 

Dokładnie w tym samym dniu, na tym samym lotnisku, wylądowała delegacja rosyjskich wojskowych i również spotkała się z Nalbandianem. Sprawa nie zainteresowała polskich mediów, ale na temat tego, czy spotkanie nie miało aby charakteru trójstronnego, zaczęli spekulować ormiańscy dziennikarze. Co zadziwiające, w tym momencie w ich artykuły wtrąciła się… Rosja. Tamtejsza agencja informacyjna regnum.ru podała, że 21 czerwca żadna rosyjska delegacja w Armenii nie przebywała, a dziennikarze wzięli ubranego w mundur Komorowskiego za… wysokiej rangi rosyjskiego oficera. Tłumaczenie tyleż głupie, co nieprawdziwe, bowiem, abstrahując od faktu, że polskie dystynkcje wojskowe różnią się od rosyjskich i to znacznie, na zdjęciu opublikowanym przez ormiańskie MSZ widać, że Komorowski nie jest w mundurze (poza tym, czy ktoś kiedykolwiek widział Komorowskiego w mundurze?! No chyba że Ruscy). Z jakiegoś powodu Rosjanom zależało na ukryciu obecności swej delegacji wojskowej w tym samym miejscu i czasie co marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. Czyżby dlatego, że jednak do spotkania doszło i dwa miesiące po Smoleńsku czołowy polski polityk spotykał się rosyjskimi wojskowymi? A jeśli takiego spotkania nie było, to dlaczego kancelaria marszałka Sejmu nie zareagowała na wmieszanie Komorowskiego w rosyjskie gry? Czy dlatego, że pół roku później prezydent odbył kolejne „ciekawa” spotkanie? 

 

Lunch ze zbrodniarzem i pogawędka z agentem

W styczniu 2011 roku pan prezydent miał dwa szczególnie ciekawe spotkania. Jedno oficjalne i jedno nieoficjalne. To oficjalne, to spotkanie z Nikołajem Patruszewem – byłym szefem FSB, człowiekiem, który oskarżał Polskę o szpiegostwo, a który przybył 

na obchody dwudziestolecia BBN. Jak poinformowała Kancelaria Prezydenta „Kurtuazyjna rozmowa Pana Prezydenta z sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej dotyczyła m.in. współpracy w sferze bezpieczeństwa między strukturami prezydenckimi obu stron, której podstawą stał się podpisany „Plan Współpracy na lata 2011-2012 między Biurem Bezpieczeństwa Narodowego i Aparatem Rady Bezpieczeństwa FR”. Rzecz w tym, że nawet taka „kurtuazyjna rozmowa” powinna zostać zabezpieczona przez ABW i Kontrwywiad Wojskowy. Tyle tylko, że obie służby uparcie odmawiają wyjaśnienia, czy do takiego zabezpieczenia doszło. 

Do spotkania nieoficjalnego doszło w Davos, gdzie Komorowski udał się na szczyt, odbywający się w ramach Światowego Forum Ekonomicznego. Nikt nie odmawiał mu ani samolotu, ani krzesła i nie mówił, że go na tym szczycie „nie potrzebuje”. Ale też nikt nie zainteresował się bliżej spotkaniami pana Komorowskiego. Szkoda, bo przynajmniej jedno z nich było bardzo interesujące. Podczas tego szczytu na specjalny lunch zaprosiła polskiego prezydenta Fundacja Wiktora Pinczuka – jednego z najbogatszych i najbardziej kontrowersyjnych ukraińskich oligarchów, zięcia byłego postkomunistycznego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy. Komorowski z zaproszenia skorzystał. W lunchu, oprócz organizatora i prezydenta Polski, uczestniczyli także Oleg Deripaska – właściciel zakładów, które remontowały polskiego tupolewa, oraz Saif al-Islam al-Kaddafi – ścigany za zbrodnie przeciwko ludzkości syn libijskiego dyktatora. 

Co prawda Komorowski już wtedy nosił „dumny” przydomek „Wpadka”, ale lunch ze zbrodniarzem przeciwko ludzkości? Czy którykolwiek polityk na świecie byłyby tak głupi, żeby poważyć się na taki krok? Czyżby to dlatego informacja o tym lunchu została utajniona? A może stało się tak z powodu udziału w lunchu Olega Deripaski? Na tę drugą możliwość wskazywałoby kolejne spotkanie pana prezydenta, do którego doszło (znowu!) pół roku później. 

 

Pracowite lato

Jak pisze „Gazeta Polska”, 11 lipca 2011 roku w Sopocie prezydent Komorowski ponownie spotkał się z generałem Nikołajem Patruszewem. Co ciekawe, sam Patruszew 6 lipca, a więc dosłownie na kilka dni przed wyjazdem do Polski, spotkał się z… Władimirem Putinem, Dmitrijem Miedwiediewem, szefem Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) Michaiłem Fradkowem oraz ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem. W spotkaniu brał udział także były agent KGB Siergiej Czemiezow (w kontrolowanych przez jego koncern zakładach, remontowano silniki samolotu TU-154, który rozbił się pod Smoleńskiem). Po przybyciu do Polski, według informatorów „Gazety Polskiej”, Patruszew poruszał się po Sopocie porsche panamera na polskich numerach rejestracyjnych, pochodzącym z autosalonu jednego z najbardziej znanych w mieście dealerów samochodowych, który, żeby sprawa była jeszcze ciekawsza, ów salon odkupił pod koniec 2010 roku od bliskiego znajomego Jacka Karnowskiego – prezydenta Sopotu (tego od afery korupcyjnej).

Podczas wizyty byłemu szefowi FSB towarzyszyła ochrona w jasnym bmw, zarejestrowanym na mieszkańca Gdańska, Mirosława B. Informacja o ewentualnym spotkaniu Patruszewa z prezydentem Polski została całkowicie przemilczana w mediach, a pytana o nią Kancelaria Prezydenta „nie potwierdza i nie zaprzecza”. Co tak naprawdę robił w Sopocie Patruszew? A jeśli do spotkania z Komorowskim rzeczywiście doszło, to o czym rozmawiał z prezydentem Polski tuż po spotkaniu z własnym szefem? Przekazywał kolejne instrukcje? Czy można zakładać, że spotkanie Komorowskiego z tym samym człowiekiem, zaufanym Putina, dwa razy w przeciągu pół roku jest przypadkiem? I co na możliwość takiego spotkania ABW oraz kontrwywiad? Pół roku później, w czasie oficjalnej podróży, Komorowski znów odbywa spotkanie. Tym razem z człowiekiem, który współpracował z Patruszewem. Czy to zbieg okoliczności, czy stoi za tym coś więcej?

 

Komu i jakie meldunki składa Komorowski?

W tych spotkaniach Komorowskiego trudno nie zauważyć pewnej prawidłowości. Większość miały charakter tajny, we wszystkich wzięli udział Rosjanie, zamieszani w katastrofę Smoleńską albo inne szemrane towarzystwo (patrz – syn dyktatora, znienawidzonego przez cały Zachód i popieranego przez Wschód). W dodatku kolejne rozmowy miały miejsce mniej więcej co pół roku. Wygląda to tak, jakby prezydent Polski prowadził własną zakulisową politykę i chciał ukryć przed opinią publiczną jakieś informacje. Oczywiście tajne spotkania nie są „wynalazkiem” Komorowskiego, musiał je odbywać chociażby Aleksander Kwaśniewski, bez którego zgody w Polsce nie byłoby możliwe ulokowanie tajnych więzień CIA. Tyle tylko, że w przypadku Komorowskiego duże zaniepokojenie powinny budzić osoby, z którymi się spotyka i okoliczności tych spotkań. Ludzie związani z FSB, syn dyktatora, szefowie zakładów, w których „remontowano” TU 154M. Wygląda to tak, jakby Bronisław Komorowski – prezydent Rzeczypospolitej Polskiej co pół roku odbierał od kogoś instrukcje i składał komuś raporty. Komu kojarzony z WSI prezydent swoje raporty składa? Dlaczego ukrywa swoje kontakty ze spec-służbami rosyjskimi? Czy nie mają one związku z ukrywaniem prawdy o Smoleńsku? Czy odpowiedzi na te pytania brakuje dlatego, że byłaby ona zbyt straszna dla Polski i Polaków? 

Aldona Zaorska 

Źródło:  www.niezalezna.pl , 

www.nowyekarn.pl 

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.