Reklama

KGB i Bank Watykański
Leszek Pietrzak   
piątek, 17 lutego 2012 14:22

 

Gdy 13 maja 1980 r. nie powiódł się zamach na życie Jana Pawła II, sowieckie KGB postanowiło wzmóc działania propagandowe wobec Watykanu, które miały na celu zniesławić go na arenie międzynarodowej. Najgłośniejszą operacją, jaką KGB przeprowadziło wobec Watykanu, było przypisanie korupcji szefowi Banku Watykańskiego abp. Paulowi Marcinkusowi. Miał on m.in. dopuścić się defraudacji środków finansowych Banku Ambrosiano, w którym Watykan miał swoje udziały. Była to zarazem jedna z największych operacji propagandowych KGB przeciwko Watykanowi w czasach pontyfikatu Jana Pawła II.

 

 

Był 15 czerwca 1982 r. gdy Boeing 727 włoskich linii lotniczych Alitalia wystartował z rzymskiego lotniska Fiumicino, aby udać się do Genewy w Szwajcarii. Na pokładzie samolotu, obok papieża Jana Pawła II, było kilku wysokich urzędników watykańskich, wśród których znajdował się coraz bardziej podenerwowany prezes Banku Watykańskiego abp. Paul Marcinkus. W drodze na lotnisko dowiedział się bowiem o zniknięciu dyrektora Banco Ambrosiano Roberto Calviego. Za tydzień miał on stanąć przed włoskim sądem, by bronić się przed oskarżeniem o defraudację środków finansowych swojego banku.

 

Calvi był osobą dobrze znaną Marcinkusowi, ale nie łączyły ich osobiste relacje. Agencje informacyjne natychmiast zrobiły z tego incydentu potężną aferę finansową z Watykanem w roli głównej, w której czołową rolę miał odgrywać właśnie Marcinkus. Wszystko wskazywało na to, że afera może wywołać prawdziwe medialne trzęsienie ziemi i podważyć autorytet watykańskiego państwa a być może samego papieża. Uruchomionej machiny informacyjnej nie można było już zatrzymać. W tym samym czasie, gdy samolot z papieską delegacją zmierzał do Genewy, analitycy amerykańskiej CIA usilnie starli się zlokalizować pierwotne źródło informacji na temat rzekomej afery. Niektórzy z nich, czytając kolejne doniesienia agencji prasowych, nieco irracjonalnie skłaniali się do przekonania, że za rozpętanym atakiem na Watykan może kryć się KGB.

 

Cel ataku

Dyrektor Banku Watykańskiego abp Paul Marcinkus był postacią znaną nie tylko w kościele, ale także w kręgach finansowo – bankowych Europy i USA. Ten Amerykanin litewskiego pochodzenia wychowywał się na przedmieściach Chicago w rodzinie o silnych tradycjach antykomunistycznych. Jego ojciec w czasie II wojny światowej opuścił ojczystą Litwę, by uniknąć służby w szeregach sowieckiej Armii Czerwonej. Marcinkus od najmłodszych lata wyrastał w atmosferze zdecydowanego antykomunizmu. Gdy w 1947 r. został wyświęcony na kapłana, wyjechał do Rzymu aby tam dalej studiować, najpierw na Gregorianum a później w Papieskiej Akademii Dyplomatycznej. Od 1959 r. pracował w watykańskim Sekretariacie Stanu, pełniąc różne funkcje. W czasie pontyfikatu Pawła VI odpowiadał za sprawy związane z bezpieczeństwem papieża. W 1969 r. został mianowany arcybiskupem tytularnym i sekretarzem Kurii Rzymskiej. Dwa lata później został prezesem Istituto per le Opere di Religione (IOR), czyli Watykańskiego Banku. Stanowisko to pełnił za pontyfikatu trzech kolejnych papieży Pawła VI, Jana Pawła I oraz Jana Pawła II.

W kręgach kościelnych Marcinkus znany był z niezłomnej postawy wobec komunizmu. Patronował wielu uroczystościom historycznym i często modlił się w intencji wyzwolenia świata od komunizmu. Wspierał także katolików w ZSRR, organizując przerzut literatury. Gdy w Polsce powstała „Solidarność”, arcybiskup udzielał jej pomocy w postaci funduszy przekazywanych za pośrednictwem polskich duchownych. KGB już w połowie lat 70-tych wzięło go na swój celownik, planując jego fizyczną likwidację. W 1979 r. wykonanie tego zadania KGB powierzyło włoskim Czerwonym Brygadom. Gdy włoska policja zatrzymała dwóch członków tej organizacji, znaleziono przy nich dokumenty wskazujące na planowanie zabójstwa Marcinkusa. Od tamtej pory Marcinkus unikał przypadkowych kontaktów, co powodowało, że dostęp do niego stawał się coraz trudniejszy. To wtedy agenci KGB w Rzymie postanowili zniesławić Marcinkusa.

W tym celu, w 1979 r., zainspirowali niektóre włoskie dzienniki prasowe, aby oskarżyły arcybiskupa o spowodowanie strat w Banco Ambrosiano, którego jedynym z udziałowcem był wówczas Bank Watykański. Zarzucano Marcinkusowi, że jest m.in. odpowiedzialny za zniknięcie z Banco Ambroziano 790 mln USD, a także niekorzystne kredyty na sumę 1, 4 miliarda USD. Marcinkusowi udało się wówczas przeżyć ten pierwszy atak propagandowy na jego osobę. Jednak gdy 13 maja 1981 r. zamach na Jana Pawła II okazał się nieudany, KGB postanowiło ponownie uderzyć w Marcinkusa.

 

Zniszczyć Marcinkusa

18 czerwca 1982 roku, pod mostem Blackfriars w Londynie, znaleziono ciało Roberto Calviego. Pierwsze śledztwo wykazało, że Calvi popełnił samobójstwo z desperacji po dokonanych malwersacjach finansowych i w obliczu grożącej mu kary. Według włoskiego sądu, przed którym Calvi miał złożyć wyjaśnienia, miał on być bezpośrednio odpowiedzialny za straty poniesione przez Banco Ambrosiano. Dopiero w trakcie kolejnego śledztwa okazało się, że nie można wykluczyć działania osób trzecich. Jednak przypadek śmierci Calviego posłużył do rozpoczęcia kolejnego brutalnego ataku na osobę Marcinkusa.

We włoskich mediach ukazały się spekulacyjne artykuły mówiące o współdziałaniu Marcinkusa z Calvim w przestępczym procederze bankowym. Sugerowano nawet, że arcybiskup podpisał listy, które umożliwiły Calviemu wyprowadzenie z Banku Ambrosiano co najmniej 1,3 miliona USD. Marcinkus został również oskarżony przez media o związki z należącym do włoskiej mafii biznesmenem Michelem Sindoną, skazanym w lipcu 1980 r. przez nowojorski sąd na karę 25 lat więzienia. W tle wszystkich ferowanych wobec Marcinkusa zarzutów zaczęły pojawiać się nazwiska Sekretarza Stanu kard. Agostino Casarolego, abp. Achille Silwestriniego i samego papieża Jana Pawła II.

W końcu w 1982 r. ukazała się książka Richarda Hammera Vatican Connection, w której autor dopasował zebrane fakty do z góry przyjętej tezy o malwersacjach finansowych Watykanu i „praniu brudnych pieniędzy” w Banku Watykańskim. Jednym z pikantniejszych zarzutów wobec osoby Marcinkusa było to, że pomógł on ukryć pieniądze w Banku Watykańskim amerykańskiej firmie ATS, która ogłosiła bankructwo. W książce znalazła się również sugestia, że Marcinkus miał utrudniać śledztwo w tej sprawie amerykańskiemu prokuratorowi i agentom FBI.

Rewelacje opublikowane przez Hammera zostały następnie powielone przez innych autorów. W tym samym czasie do obiegu trafiła szeroko cytowana przez media broszura The Sindona Affair, wskazująca, 

że w ogóle Watykan uległ wewnętrznemu zepsuciu, bo zgromadził w przestępczy sposób ogromny majątek. W tekście broszury wymieniono w kontekście aferalnym dziesięciu dostojników Watykańskich, w tym samego Marcinkusa. Broszura zawierała wszystkie elementy typowe dla produktów propagandy KGB. Ale nie był to koniec operacji przeciw Watykanowi i Marcinkusowi. W kolejnych publikacjach pojawiały się nowe zarzuty wobec Marcinkusa. Jeden z nich oskarżał go o współpracę z członkiem mafii sycylijskiej Vincenzem Rizzem i amerykańskim przestępcą Wiliamem Benjaminem i o próbę sfałszowania akcji firm Panam i Chrysler na sumę 950 mln dolarów, z czego część miała zostać zakupiona przez bank Watykański.

W wielu publikacjach przedstawiona przy tym arcybiskupa, jako człowieka mającego słabość do kobiet i szybkich samochodów. Atmosfera medialna, jaka powstała wokół szefa Watykańskiego Banku utrzymywała się jeszcze przez kilka następnych lat. Niewątpliwie wywarła ona wpływ na działania włoskiej prokuratury i sądów w tej sprawie. W efekcie, w 1987 r., włoski sąd wydał nakaz aresztowania Marcinkusa. Jednak Watykan nie zgodził się z decyzją sędziów i umożliwił arcybiskupowi zamieszkanie na terenie państwa watykańskiego.

 

Nie poznana prawda

Za wszystkim atakami na arcybiskupa Marcinkusa od początku stało sowieckie KGB. Cała operacja była niczym innym, jak zastosowaniem w praktyce sowieckiej propagandy. Jej istotą było to, że podawana przez nią informacja była całkowitą dezinformacją, a prawda zawsze była kłamstwem. Wszystkie publikacje, usiłujące wkomponować Marcinkusa i Watykan w kolejne finansowe afery, zostały napisane w oparciu o treści podrzucone przez KGB lub jej agentów wpływu. Wszystkie tezy w nich zawarte były zawsze zgodne z linią propagandową Kremla wobec Watykanu, mającą wobec niego wzbudzić wrogość. KGB poprzez wykreowanie takiej atmosfery chciało wywrzeć presję na włoski wymiar sprawiedliwości i zmusić go do podjęcia śledztwa przeciwko Watykanowi. To stwarzało kolejne możliwości dla propagandy KGB. Ale w operacji przeciw Marcinkusowi chodziło także o inny priorytetowy cel – KGB chciało odwrócić uwagę Zachodu od toczącego się procesu Ali Agcy – tureckiego zamachowca, który targnął się na życie papieża Jana Pawła II. 

 

Tymczasem prawda wygląda zupełnie inaczej. Rzymski sąd apelacyjny w 1989 r. cofnął decyzję włoskiego sądu niższej instancji o aresztowaniu Marcinkusa i oczyścił go ze wszystkich zarzutów. Wszystkie medialne spekulacje na temat rzekomych malwersacji bankowych Marcinkusa i prania brudnych pieniędzy w Watykańskim Banku również nigdy nie znalazły pokrycia w faktach. Jan Paweł II nigdy też nie stracił zaufania do osoby abp. Marcinkusa, który po odejściu z funkcji szefa Watykańskiego Banku został w 1990 r. honorowym doradcą Watykanu. Arcybiskup zmarł w Chicago w 2006 r.

 

 

Autor korzystał z książki Tomasza Pompowskiego, "Armia Boga kontra Imperium Zła"

 

 

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.