| Pszoniak w Warszawie |
| Rekontra |
| piątek, 25 listopada 2011 10:09 |
|
„Ale miłość do ojczyzny jest jak miłość do matki. Kochać ją trzeba i szanować za to, że jest. Im bardziej biedna i umęczona, tym większej wymaga miłości” – Wojciech Pszoniak, kiedyś. „Jak pan mi plunie w twarz będę się czuł tak samo opluty, bo ja nie dzielę ludzi (…) Polak może mi napluć w twarz, a Niemiec nie, no bo niby dlaczego” – Wojciech Pszoniak, dzisiaj.
Pszoniak, aktor wybitny, kiedyś mówiło się, komediant, zdaje się niezły mętlik ma w głowie. Przyczyną poprawność polityczna, czy organiczna niemożność ogarnięcia stanu rzeczy? Pyta, „niby dlaczego” Polak Polakowi może, a Niemiec nie, sam stawia tezę, a oczywistej różnicy nie dostrzega. I dodaje, że ludzi nie dzieli.
Moja kioskarka, gdy jej zreferowałem rzecz prawie całą, zdiagnozowała – tępota zagubionego (zamiast „zagubiony” użyła innego określenia). Kolejka się wydłużała, nie było możliwości wyprowadzenia przemiłej osoby z błędu, ale teraz piszę i argumentuję. Mam swoją hipotezę. Co tam hipoteza, nie zgadzam się, wręcz protestuję. Winą jest zwykły brak czasu. Chociaż polityczna poprawność, a także zbyt częste i zbyt długie przebywanie w nieodpowiednim (kiedyś mówiło się o kosmopolitycznym) towarzystwie, zapewne też odgrywa swą rolę. Ale po kolei. Gdyby program TV trwał o godzinę dłużej, gdyby milczeli – zapowietrzająca się, co drugie słowo feministka Szczuka, a także dyżurny TVN 24 od plucia – reżyser Kutz, oraz gdyby odebrało mowę gospodarzowi (ten od końskiego rżenia), w trójkącie Wojciech Pszoniak, Przemysław Babiarz oraz Tomasz Terlikowski, zapewne odbyłaby się ciekawa wymiana zdań. I jestem pewien, że Pszoniak z Paryża przyznałby, że ważnym jest, kto mu pluje w twarz i równie istotnym jest, gdzie to czyni i kiedy, z jakiej okazji.
Babiarz relacjonuje – uroczystości oficjalne na placu Piłsudskiego, prezydent Polski oraz Litwy pod pomnikiem Marszałka Piłsudskiego składają wieńce, następnie grupy rekonstrukcyjne oraz pododdziały Wojska Polskiego ruszają w kierunku Muzeum Wojska Polskiego. Czekają na ich przemarsz rodziny z dziećmi, i okazuje się, że niczego nie będzie, że nikomu nie pomachają biało – czerwonymi chorągiewkami. „Jakaś grupa z Niemiec po prostu zablokowała to” – „to”, czyli Nowy Świat i jednocześnie wojskową paradę. Babiarz dodał, że wcześniej grupy rekonstrukcyjne zostały zaatakowane, „opluty został jeden z tych chłopaków, przez jakichś Niemców, którzy przyjechali do Warszawy, ostatnio Niemcy w Warszawie bili się w Powstaniu Warszawskim” – mówił oburzony i na pomoc wzywał „miłość boską”.
Niemcy w Warszawie Szczukę i jej „o czym my tutaj rozmawiamy”, oraz napad na nią „jakichś ludzi też z zagranicy, z Węgier, nie wiem kto to byli ci ludzie, chcieli nas bić” pomińmy milczeniem, tymczasem, Wojciech Pszoniak owinięty w pół beli materiału, ale głowa wystawała, dość długo zbierał myśli, i w końcu zdenerwowany wyrzucił z siebie: „Ja chciałem Panu, zrobić takie, bo Pan powiedział, że Niemiec tego, wojnę, napluł Polakowi” i już składniej kontynuował – „Wie Pan co, mnie wszystko jedno, kto mi pluje w twarz ja się tak samo czuję opluty tak, że wie pan nie trzeba wyciągać armat (w tym miejscu burzliwe brawa Lisa klaki) tak, że wie pan, jak pan mi plunie w twarz będę się czuł tak samo opluty bo ja nie dzielę ludzi na, na, że Niemiec może, Polak może mi napluć w twarz, a Niemiec nie, no, bo niby dlaczego”
I nie ma zgody paryski komediancie. Nie baczysz na tę okoliczność, że od prywatnego plucia w twarz, znacznie bardziej oburzające jest opluwanie polskiego munduru – chociażby historycznego, czyż nie? I nie ma istotnej różnicy– czy jest to napoleoński mundur polskiego ułana czy szasera, polskiego legionisty z 1918 roku, czy też mundur żołnierza Wojska Polskiego. Jest zgoda? I zapewne Pszoniak przyznałby, że palnął głupotę, gdyby dyskusja trwała o godzinę dłużej. Uznałby, że istotnym jest, czy mundur opluwa się w jakiejś paryskiej knajpce, czy na teatralnych deskach, czy 11 listopada, w dniu Narodowego Święta Niepodległości Polski w Warszawie. I jeżeli w tym momencie uzmysłowiłby sobie, że Polska, o której tak pięknie mówił, że „kochać ją trzeba i szanować za to, że jest”, otóż, że ta Polska, która po 123 latach rozbiorów odzyskała niepodległość, nie jest dana raz na zawsze, i że na jego oczach (w przytomności jego umysłu) została symbolicznie spotwarzona przez Niemca (nie przez faszystę), chociażby i anarchistę, ale przecież w towarzystwie stu innych Niemców z kastetami i pałkami, w samym sercu Warszawy, to może zmieniłby zdanie. Może? Jestem pewien, że dałby się przekonać. I by się zawstydził. Ważnym jest, kto go spotwarzy plunąwszy w twarz, i w jakich okolicznościach. Niemiecki antyfaszysta, polskiemu faszyście – czyż nie szanowny aktorze? Wyobraźni starcza?
A kilkaset metrów dalej odbywały się oficjalne uroczystości, i zapewne był na nich ambasador Niemiec. I pytanie do naszego MSZ. Czy z Berlina przybył posłaniec z listem? Czy Pszoniak, człowiek światowy, wyobraża sobie symetryczną sytuację? Berlin, Polak, święto niemieckie, plucie, blokada, pałki i kastety i zapadła cisza? Świat wstrząśnięty tymi wieściami by się nie oburzył? A polska prasa, czy słałaby przeprosiny? Piątka ministrów spraw zagranicznych ślęczałaby nad tekstem ważąc każde słowo? Nasza dyplomacja i prasa cała przepraszałaby za Polskę i Polaków, Czerska biłaby się w polskie piersi?
A telewizja? O godzinie 15.03 usłyszałem w TVN 24, że „grupa około 100 osób zaatakowała policjantów. Podano, że zaatakowano policjantów, którzy tę grupę ochraniali (SIC!). News dopełniło info, „najprawdopodobniej wśród napastników byli anarchiści niemieccy”. A może byli to wyłącznie Niemcy, tyle, że z polskimi przewodnikami i tłumaczami? I własnymi sanitariuszami – jak można było zobaczyć na zdjęciach. Ale nie w telewizji. Na Nowym Świecie kamer TVN 24 nie było, helikopter Błękitny nie doleciał nad róg Świętokrzyskiej? Wyjaśnia to ktoś?
Czy jest możliwe, by „Nowy Wspaniały Świat”, lokal Krytyki Politycznej, gdzie Niemcy mieli bazę wypadową i kryjówkę, nie posiadał monitoringu? Kto z opiekunów z Krytyki parzył zziębniętym niemieckim antyfaszystom gorące herbaty? A kilka minut później TVN 24 poinformowała telewidzów, że anarchiści – nie tylko z Niemiec, ale działacze antyfaszystowscy z krajów Beneluxu – mieli pojawić się w Warszawie w „liczbie ponad tysiąca”. Czy władze stacji TVN mogłyby wyjaśnić, skąd ich pracownica wytrzasnęła liczbę „tysiąc”? Prowokacja? Kto podsunął „wspomnienie” o tysiącu obcokrajowców szturmujących stolicę?
Internacjonaliści w Warszawie A dlaczego w dniu Święta Niepodległości skrzyknięci przez „Gazetę Wyborczą” ludzie, na środku ulicy Marszałkowskiej, podbijają piłki plażowe? I nie wiem, dlaczego telewizja, póki nie zapadł zmierzch, pokazywała właśnie taki obrazek. Fruwające kolorowe piłki plażowe, dużych rozmiarów, żeby było je lepiej widać, nad zakapturzonymi postaciami, w maskach na twarzach. Być może redaktor Żakowski też kopnął plażówkę, działaczka ruchów kobiecych Szczuka może przywaliła jej z piąchy, ale czy w środku listopada to nie jest objaw jakiegoś wariactwa, by nie napisać zidiocenia? Zresztą redaktor „Gazety Wyborczej” Pacewicz, patrząc z samego środka swojej tłuszczy, opisał swoje lewackie towarzycho jako „zwariowaną szopkę tolerancji”. Czytamy: „a tłum klaskał, śmiał się i na przemian patriotycznie wzruszał, odbijał plażowe piłki, skandował: Faszyzm nie przyjdzie i nadsłuchiwał wieści o walkach na placu Konstytucji. Tego nie pokazały telewizje. Ciekawsze jest wywracanie samochodu”. Skoro dobrze się cytuje Pacewicza, to może kilka jego spostrzeżeń: „Granic Kolorowej Niepodległej pilnowała rodzima antifa (z minimalnym wsparciem gości zza różnych granic). Zasłonięte twarze, kije, tekturowe tarcze, gdzieniegdzie butelki z farbą” zachwycał się redaktor, i na koniec wyznanie o „antifie”, czyli ichnich antyfaszystach: „Wzięli na siebie rolę jej ideowych ochroniarzy. Wierzą, że ich ruch powstrzyma rozwój prawicowego ekstremizmu w Polsce. Wierzą w argument siły (faktycznie, kibole zwiewali, jak się patrzy)” i misjonarz z Czerskiej pisze na sam koniec: „Gdy wyjmowałem im z rąk kamienie, grzecznie tłumaczyli, że jakbym dostał parę razy od faszystów, tobym inaczej śpiewał”. Otóż telewizja pokazywała Was panie Pacewicz, kamienie też, i nowoczesne armatki wodne, natomiast ani razu z bliska nie pokazała marszu Niepodległości. Dlaczego? Wy (polscy faszyści) czcicie polski mundur, biało – czerwona flaga to wasza świętość, w pierwszym szeregu marszu naukowcy i publicyści, opozycjoniści, a my… my to olewamy (by dostosować słownictwo do kolorowej blokady), my podbijamy piłki plażowe. Tak przebiega wasze rozumowanko? Swoją drogą, te plażówki na ekranie telewizora zdaje się, była to tzw. ustawka, gdyż kilkakrotnie pokazywano, że jak na komendę w górę jednocześnie wystrzeliło siedem. A Marsz Niepodległości? Może gdyby szedł ktoś z warszawskich oficjeli, z ratusza, może gdyby pałac duży lub mały kogoś oddelegował, kamery TVN 24 nie skupiałyby uwagi widzów na przemarszach policji z jednego miejsca na drugie i z powrotem, po wielekroć nie pokazywano by tego samego skuwanego chłopaka, rozłożonego na chodniku. A pracownik telewizji nie pytałby koleżanki, czy wśród uczestników marszu widać jakieś hasła „z intencją agresji” i nie usłyszałby od niej: „Były takie hasła. To były przede wszystkim hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna!”, były hasła przeciw in vitro”
„Gazeta Wyborcza” na odcinek „kolorowej blokady” rzuciła Seweryna Blumsztajna. Ponoć Zgromadzenie Kolorowej Niepodległej dzięki zdecydowanej i sprawnej akcji policji obroniło Marszałkowską i dobija wroga: „Porozumienie 11 Listopada było jak u siebie, mimo że okupując ten teren, łamało ostentacyjnie prawo. Ci z Marszu Niepodległości byli jakby mniej u siebie. Jacek Kuroń w „Winie i karze” szczerze pisał o domach rodzinnych swoich walterowców, o wychowaniu w duchu żarliwego komunizmu. Innym razem. Ale szukając puenty i praprzyczyny rzucającego się w oczy braku tolerancji oraz wrażliwości, sięgam do rozmowy pryncypała redaktorów Pacewicza i Blumsztajna, do rozmowy Adama Michnika z Cohn-Benditem. Zwierza się lewakowi z Paryża (rozmowa w 1988 roku) zwanemu „czerwonym Dany”, że z wychowania jest komunistą i internacjonalistą. I przedstawia swój punkt widzenia: „za hitleryzm nie odpowiadają Niemcy, tylko faszyści”. Może moja kioskarka jednak ma rację? Może Pszoniak w tym Paryżu, doszczętnie zbaraniał i nie dostrzega, że jego polityczna poprawność, jest gorsza niż jakaś francuska choroba? |
| Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu |
|
| HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW |
|
| Misja życia Antoniego Macierewicza |
|
| Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”? |
|
| Kiedy już głupcy przejrzą na oczy… |
|
| Czas łotrów i szubrawców |
|
| ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE |
| Pozostała nam tylko ulica |
| CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI |
|
| Kiedy przeproszą za rabina? |
Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? |
| Tusk to obciach |
Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca |
| BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP... |
|
| 21 730 samobójców pod rządami Tuska |
|
| Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę? |
|
| Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta |
|
| Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna |
|
| PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona |
|
| Posypała się narracja |
|
| CO DALEJ? |
|
| Boże, przybądź nam z pomocą |
|
| WYDARZENIA | POLITYKA | KRAJ | HISTORIA | WARSZAWSKA ALEJA | KULTURA | ZDROWIE I URODA |
| Warszawska Gazeta 2011 | REKLAMA | PRENUMERATA | KONTAKT | do góry
|