Aneks do kłamstwa
Magda Figurska   
piątek, 20 stycznia 2012 11:17

 

Zainteresowanie, z jakim oglądam cotygodniowy program „Bliżej” Jana Pospieszalskiego (czwartek, TVP Info, godz. 22:30), łączy się czasem ze złością na widok doboru zaproszonych gości. Tak było w przypadku obecności Andrzeja Celińskiego, politycznego hermafrodyty, który na prowadzonym blogu udowodnił, że formalnie (treść – jako całkowicie nieistotną – pomijam) lepiej panuje nad słowem pisanym niż mówionym; podobnie było w ubiegłotygodniowym programie, gdy ujrzałam byłego ministra sprawiedliwości, Krzysztofa Kwiatkowskiego, którego praktycznie znamy tylko z wypowiedzi ustnych. Pomijam oczywiście jego buble prawne, jak choćby nowelizacja ustawy „Prawo o ustroju sądów powszechnych”. 

 

Szybko jednak zrozumiałam metodę i celowość koncepcji doboru dyskutantów. I tu głęboki ukłon w stronę Autora i gospodarza programu, który tym posunięciem dowiódł, że rankingi poparcia polityków (K. Kwiatkowski był zawsze zaraz po D. Tusku i R. Sikorskim), są tak samo kłamliwe i śmieszne, jak machanie w studio kartkami z rejestrem własnych dokonań; tak samo sztucznie i pusto brzmią, jak niczym nieskrępowany słowotok autocharakterystyki człowieka, który wbrew oczywistym faktom, pozostaje ciągle w stanie permanentnej i głębokiej megalomanii.

 

W ciągu dwóch lat swego urzędowania, minister Kwiatkowski powinien kilka razy podać się do dymisji. Pierwszy raz, gdy bez zgody Prokuratury Wojskowej odsłuchał nagrania z czarnych skrzynek z TU-154M rozbitego pod Smoleńskiem. Stwierdził wówczas, że nie wiedział, co będzie odsłuchiwał. Nie żądał tego konkretnego nagrania i słuchał tylko tego, co dali mu eksperci z Instytutu. Później, bagatelizując sprawę, zarzekał się, że był to materiał poglądowy i dotyczył innego samolotu.

 

Kolejna „wpadka” ministra sprawiedliwości miała miejsce w lipcu 2011 roku i była jego reakcją na kontrolę MS w Sądzie Okręgowym dla Warszawy-Pragi, która wykryła liczne oszustwa i wyłudzenia, zawyżanie pensji i fałszowanie list płac. „Kontrole zadziwiły – powiedział Kwiatkowski w TVN Warszawa – skalą tego procederu i liczbą nieprawidłowości”. Odwołano prezes sądu, kierownik działu kadr i K. Ejchler, dyrektor finansową, która wcześniej zdążyła uciec na trzymiesięczne zwolnienie. Po jego zakończeniu otrzymała nowe stanowisko tylko dlatego, że minister Kwiatkowski jako zaistniałą podstawę do odwołania określił brak zaufania, zamiast – rażące naruszenie obowiązków służbowych, które skutkuje zwolnieniem dyscyplinarnym.

 

Kolejna „plama” na honorze ministra miała miejsce pod koniec października 2011 roku, gdy dyrektor Zakładu Karnego w Sztumie, ppłk Andrzej G. w niedzielę pojawił się z nożem na terenie więzienia, wszedł na jeden z oddziałów, gdzie zadał kilka ciosów osadzonemu. Co zrobił minister Kwiatkowski? Zarządził nadzwyczajne spotkanie z dyr. generalnym służby więziennictwa, na którym zaakceptował ustalenia raportu. Wszystko było zgodnie z przepisami Nie było zaniedbań, kierownik placówki może wchodzić z nożem, bo nie jest sprawdzany, a wszystko to wina chronicznego stresu i obciążenia pracą wynikające z zajmowanego stanowiska. Zaakceptował zalecenia dyrektora: obligatoryjne warsztaty i treningi profilaktyczne, obozy kondycyjne i rozszerzony dostęp do resortowej opieki medycznej.

 

Następną „wpadkę” można nazwać uleganiem lobbingowi. To ekspresowa nowelizacja kodeksu spółek handlowych, autorstwa Andrzeja Zwary, członka PO i szefa Naczelnej Rady Adwokackiej, obsługującej spółki Ryszarda Krauzego. Nowelizację przekazano uroczyście, jako prezent ministrowi na spotkaniu noworocznym Polskiej Rady Biznesu, w obecności Z. Niemczyckiego, J. Kulczyka i R. Krauzego. W rzeczywistości był to prezent nie dla ministra, ale dla Ryszarda Krauzego, który uniknął w ten sposób oskarżenia przez prokuraturę o działanie z art. 585 k.s.h. Wolę koalicji podpisał prezydent, ustawa weszła w życie po 5 dniach (zamiast po 14) i sąd musiał umorzyć postępowanie wobec wpływowego miliardera.

 

Wiele jeszcze pytań można by zadać byłemu ministrowi sprawiedliwości. Choćby o jego społecznego doradcę, wiceprezesa Banku Ochrony Środowiska, który zatrzymany we wrześniu ub.r. na polecenie Prokuratury Okręgowej w Łodzi usłyszał zarzuty korupcyjne. Ciśnie się też pytanie, dlaczego po tragicznej śmierci Andrzeja Leppera, w piątek, nie było już żadnego prokuratora, bo tłumaczono, że zaczął się weekend i w związku z tym wyniki krwi zostały zrobione dopiero w poniedziałek, a opublikowane po pół roku. Za to szczególna nadaktywność ministra ujawniła się po Marszu Niepodległości, gdy, mimo weekendu, zdołał ściągnąć 30 „rozgrzanych” sędziów, którzy już w sobotę w nocy zajęli się zatrzymanymi uczestnikami zamieszek. Z pominięciem, oczywiście, Antify, bo, jak stwierdził minister, jesteśmy w strefie Schengen.

 

Zaskoczenie więc większości mediów, które dotąd oszczędnie dawkowały powyższe informacje, jako pozostające w sporym dysonansie z rankingami dokonań i popularności ministra, musiały być udawane, gdy nowy-stary premier Tusk ogłosił 17 listopada skład nowego rządu. Nie znalazł się w nim „profesjonalista” Kwiatkowski, zastąpiony przez historyka filozofii J. Gowina. Na otarcie łez dostał członkostwo w sejmowych komisjach Ustawodawczej i Sprawiedliwości oraz stałe zastępstwo w mediach za Pawła Olszewskiego, któremu co odważniejsze media wytknęły czerwone korzenie rodzinne. Odtąd byłemu ministrowi Kwiatkowskiemu przypisana została stała rola Wincentego Kadłubka Platformy Obywatelskiej. Nie dziwią więc bajki, które opowiadał w programie „Bliżej”, o niezależności prokuratorów i sędziów oraz o tym, jak w stosunku do ludzi Solidarności, opozycjonistów walczących z reżimem stanu wojennego, państwo, czyli III RP, zdało egzamin. A może to nie nieszkodliwe bajki, tylko już nadużycie oraz wyjątkowo perfidne kłamstwa? O niezależnej prokuraturze, prawidłowym modelu niezawisłego sądownictwa, dobrym z punktu widzenia obywatela i sprawnie działającej służbie więziennej. 

 

Bezcenne w programie J. Pospieszalskiego było więc to, co wprost i bez zbytniej, medialnej nieśmiałości, podyktowanej polityczną poprawnością ludzi mogących wiele stracić, powiedzieli ministrowi bezkompromisowi działacze Solidarności i organizatorzy strajku w stoczni gdańskiej, Stanisław Fudakowski i Andrzej Michałowski. To słowa prawdy o niemocy i uzależnieniu polskiego wymiaru sprawiedliwości, o powstaniu i funkcjonowaniu III RP, która ze zbrodniarzy zrobiła ludzi honoru, a z opozycjonistów, wyznawców faszyzmu, prawdy o bezkarności zbrodniarzy i kolejnych rządach, które ją umacniają w imię nieznanej nam, Polakom, „dżentelmeńskiej”, okrągłostołowej umowy. 

 

Co mają do powiedzenia rządzący zmanipulowanym przez lata Polakom, którym zamiast prawdy dano załganie, a zamiast wolności – hipermarkety? Mają dla nich przygotowany od lat aneks do kłamstwa założycielskiego III RP, haniebny aneks określający stan wojenny „mniejszym złem”, którym do dziś tłumaczy się zbrodnie junty Jaruzelskiego, Kiszczaka, Kani et consortes.

 

Czy w świetle dokumentów historycznych, amerykańskich, radzieckich i polskich, ostatnia mowa obrończa Stanisława Kani przed sądem ma jakieś znaczenie? Profesor Antoni Dudek, członek Rady IPN mówi, że jest niezwykle ważna. Dlaczego narracji zamówionej i przeczytanej w sądzie dla obrony własnej skóry, dla odwrócenia uwagi od sedna sprawy, czyli aktu oskarżenia, przypisuje się tak wielką wagę? By pokazać, że istniał też socjalizm „z ludzką twarzą”, który wykreował wręcz jedynego demokratę w PRL-u, jedynego sprawiedliwego, który z odwagą herosa obalił tezę Jaruzelskiego i choć wprawdzie przygotowywał stan wojenny, ale nie miał zamiaru go wprowadzić? „Rewelacje” Kani, że jesienią 1981 roku, zagrożenia Polski zbrojną interwencją radziecką nie było, nie mają żadnej wartości dowodowej, ponieważ są jedynie jego opinią, odczuciami, bo przecież stwierdzenie „jestem przekonany” jest subiektywnym odczuciem. Zresztą prawidłowym, choć zmiennym, co w obliczu aktu oskarżenia nie dziwi, tak bardzo, jak karkołomna logika S. ani, że „przygotowania do stanu wojennego prowadzone były nie po to, aby tę operację przeprowadzić, ale by uzyskać zdolność wykonania takiego przedsięwzięcia”.

 

Doświadczenia Polaków, począwszy od 13 grudnia 1981 roku dowodzą, że przygotowania prowadzone jakoby ars pro arte jednak się przydały. Te doświadczenia i przeżycia nie są subiektywne; są udziałem wszystkich Polaków, którym na równi odebrano wolność i godność, a III RP „zapomniała” im je oddać. Z tekstu Józefa Szaniawskiego, ostatniego więźnia politycznego PRL, który wyszedł na wolność dopiero 22 grudnia 1989 roku, w cztery miesiące od rozpoczęcia działalności „pierwszego niekomunistycznego rządu T. azowieckiego”, pt.: „Mołotow: Jaruzelski nas wyręczył”, wynika niezbicie, że wiarygodność Kani jest równa wiarygodności Jaruzelskiego i obaj są jednakowymi zdrajcami ojczyzny: 

 

„Decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego zapadła w kwietniu 1981 r. w czasie tajnego spotkania w specjalnym wagonie kolejowym niedaleko Brześcia nad Bugiem po sowieckiej stronie granicy. W spotkaniu uczestniczyli przywódcy PRL Stanisław Kania i Wojciech Jaruzelski oraz szef sowieckiego KGB Jurij Andropow i minister obrony marszałek Dmitrij Ustinow. W imieniu sowieckiego politbiura polecili wprowadzenie stanu wojennego w Polsce w takim terminie i w takich warunkach, aby operacja się udała. Plan stanu wojennego w podstawowych zarysach był przygotowany w Moskwie, Kania i Jaruzelski mieli jedynie dopracować szczegóły i wybrać odpowiedni termin. W zachowanym sowieckim stenogramie dotyczącym spotkania w Brześciu znajduje się jednoznaczne zdanie – rozkaz marszałka Ustinowa: „Trzeba podpisać plan przygotowany przez naszych towarzyszy”! Co więcej, w trakcie tego spotkania, jak czytamy w stenogramie sowieckiego politbiura: „Towarzysz Jaruzelski ponowił prośbę o zwolnienie go ze stanowiska premiera (rządu polskiego). Przystępnie wytłumaczyliśmy mu, że koniecznie powinien pozostawać na tym samym stanowisku i z godnością pełnić powierzone mu obowiązki, bowiem przeciwnik mobilizuje siły, aby zagarnąć władzę”. Tak właśnie było! Premier polskiego rządu podawał się do dymisji nie przed polskim Sejmem, ale przed swoimi faktycznymi zwierzchnikami z Moskwy, którzy wcześniej zrobili go generałem, ministrem obrony, premierem, a teraz w Brześciu wyznaczyli mu kolejną funkcję – dyktatora stanu wojennego przeciwko własnemu Narodowi. I Jaruzelski wykonał rozkazy z Kremla. To była zdrada Ojczyzny, to była targowica XX wieku”.

Nie dajmy się więc nabrać na tanią psychoanalizę zbrodniarzy, która ma wywabić ich grzechy. Wystarczy, że nabrali się na to historycy i pewnie nabierze się sąd, odczytując kolejny aneks do kłamstwa.

 

Fragm. tekstu J. Szaniawskiego: http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=dd&dat=20 111 207&id=main


 

Komentarze  

 
#2 Eugeniusz z Małkini 2012-01-26 14:26
Zdecydowanie !
Cytować
 
 
#1 Duma Prawicy 2012-01-23 21:32
Aż się porzygałem ze złości po przeczytaniu tego wiekopomnego dzieła. Jak ma być dobrze jak zbrodniarze stanu wojennego atakują nas na ulicach naszych miast, miasteczek i bogobojnych siół ?!!!!
W dodatku Niemcy nas biją a Ruskie mordują !!!
Cytować
 

Dodaj komentarz

21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.

 
Nagrał prezydenta? ABW szuka taśmy

 

ABW szuka taśmy dokumentującej rozmowę przebywającego w areszcie Krzysztofa W. z prezydentem Bronisławem Komorowskim. W. miał dokonać nagrania jesienią 2007 r. – dowiedział się Nowy Ekran.

 
Wypowiedzmy lojalność takiemu Państwu

„Obecna władza zdradza Polskę i naród”

Wyobraźmy sobie, że kupujemy telewizor i zobowiązujemy się spłacać go przez 20 miesięcy w równych, uzgodnionych z bankiem ratach. Nagle po dziesięciu miesiącach otrzymujemy pismo z tego banku informujące nas, iż z powodu jego złej sytuacji finansowej zobowiązani jesteśmy płacić nie 20, a 25 rat i w dodatku zabrany zostanie nam telewizor, a w zamian otrzymamy radio.

 
KOMUNIZM NIE PRZEJDZIE

 

Narodowcy, antykomuniści ich sympatycy przygotowują w Warszawie wielki wiec pod hasłem „Komunizm nie przejdzie”. Nie ukrywają, że plany wiecu są związane z pochodem pierwszomajowym, który z komuchowatego niebytu ma zamiar wskrzesić Janusz Palikot. Nie ukrywają też, że ich wiec będzie zemstą na lewakach, którzy wspierani przez środowiska gejowskie i zaprzyjaźnione media z funkcyjnymi z Czerskiej i Wiertniczej na czele, usiłowali zablokować Marsz Niepodległości 11 listopada ubiegłego roku.

 
Nie lękajcie się przyjść do Jezusa Króla

 

6 stycznia obchodzimy uroczystość Objawienia Pańskiego, zwaną w Polsce Świętem Trzech Króli. Mądrzy Królowie są przedstawicielami narodów pogańskich. Idą do Jerozolimy a następnie do Betlejem, aby oddać hołd Chrystusowi Królowi. Pytają najpierw Heroda: „Gdzie jest nowonarodzony Król Żydowski?”. Otrzymują prawidłową odpowiedź. Dzięki arcykapłanom znającym Pismo Święte, król Herod jest dobrze poinformowany. Ta sama prawda jednak budzi w mądrych królach pragnienie, aby ją znaleźć i oddać pokłon Chrystusowi, natomiast w Herodzie strach. On też szuka prawdy, ale po to, aby Chrystusa i prawdę zabić. Jest ludzka władza, która poddaje się władzy Boga, jest też władza, która władzę Boga uznaje za zagrożenie dla swojego panowania. Ten sam motyw, który skłonił Heroda do zarządzenia rzezi niewiniątek, skłania współczesnych władców do zabijania Tych, którzy w imię Boga służą Chrystusowi Królowi. Dlatego zabito błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę, który głosił społeczne prawa Chrystusa. Dlatego też zabito w zamachu Smoleńskim Polaków wiernych prawdzie i pamięci, wiernych Bogu, honorowi i Ojczyźnie. 

 
Potrzebujemy prawdziwego polskiego państwa

 

AD 2012, czyli czas doładować akumulatory

 
Czas to miłość

 

Chrystus Bóg i Człowiek objawia Boga ludziom i człowieka człowiekowi. Niewidzialny Bóg stał się widzialny w Chrystusie. Człowiek nie rozumiejący samego siebie, poznaje dzięki Chrystusowi wielkość i godność swojego człowieczeństwa. Bóg stworzył człowieka na swój obraz. 

 
„Długie ramię Moskwy” obejmuje nas „czule”

 

Ilość obrońców rozwiązanych WSI, walczących jeszcze dzisiaj o ich „dobre imię” i działających aktywnie w III RP, budzi mój najwyższy niepokój. Jest w to zaangażowana cała rzesza „najwyżej cenionych” dziennikarzy, „wiodące media” oraz wszystkie mianowane i namaszczone przez salon autorytety.

 
Tusk jest lepszy od Gierka!

 

W tym czasie powinniśmy rozmawiać o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. Tymczasem ostatnie dni przewrotnie przekonują nas o wyższości kapitalizmu nad socjalizmem. Oraz o przewadze Donalda Tuska nad Władysławem Gomułką i Edwardem Gierkiem.

 
Kłamcy dostali zadyszki

 

 

Przyjdą kiedyś takie czasy, że dzieci i wnuczki zatrudnionych w „Gazecie Wyborczej”, TVN24 i pozostałych służących establishmentowi III RP mediach, będą wstydliwie ukrywać fakt, że ich ojcowie, matki, dziadkowie czy babki byli tam zatrudnieni. I nawet nieważne będzie, czy stali w pierwszym szeregu funkcjonariuszy frontu ideologicznego, czy tylko zapowiadali pogodę. Sam fakt zarobkowania w tych instytucjach, udzielania się, jako celebryta, czy pożyteczny idiota, będzie wystarczający by spłonąć ze wstydu i spotkać się ze społecznym ostracyzmem.

 
Dał nam przykład Jezus Chrystus, jak zwyciężać mamy

Los i przyszłość Polski zależy od Boga i od Polaków. Komu chcemy służyć? Na to kluczowe pytanie odpowiadamy wraz z Jozuem – „ja i mój dom chcemy służyć Panu” (Jozue 24,15).  Pamiętam młodych ludzi, którzy trzydzieści lat temu mówili – za Polskę i "Solidarność" gotów jestem oddać życie. I wielu życie oddało. Ta ofiara naszej przeszłości niedawnej i dawniejszej, jest darem i zobowiązaniem dla dzisiejszych pokoleń Polaków. Kto myśli, że można tak żyć aby nie służyć nikomu i niczemu, jest w błędzie.

 
ZROBIMY WAM KATYŃ

 

„Przez wiele lat byłem skłonny wierzyć tym wszystkim, którzy powtarzali, że wyjąwszy politruków z Głównego Zarządu Politycznego, większość oficerów LWP była polskimi patriotami. Badania nad wywiadem wojskowym PRL [...] nakazały negatywnie zweryfikować te zapewnienia. Analizując przez lata tysiące dokumentów, materiałów operacyjnych i akt personalnych oficerów, doszedłem do przekonania, że LWP było niemal w pełni zsowietyzowane.” – pisał Sławomir Cenckiewicz w zakończeniu książki „Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943-1991”.

 
REKOMENDACJE DLA POLSKI

 

Gdy kilka tygodni po wyborze, Bronisław Komorowski ogłosił rozpoczęcie „Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego” – należało tę zapowiedź odebrać jako złowróżbny znak i fatalną prognozę dla Polski. Nie tylko z uwagi na predyspozycje intelektualne lokatora Belwederu, ale głównie z powodu braku zdolności do samodzielnego formułowania ocen i sądów. Wolno było się spodziewać, że majstrowanie przy kwestiach związanych z bezpieczeństwem narodowym, skończy się wnioskami zbieżnymi z poglądami środowiska, z którym związany jest Komorowski i będzie zawierało konkluzje zgodne z interesem Kremla.