Reklama

PAN KTOŚ
Magda Figurska   
piątek, 03 lutego 2012 08:39

 

Bohater tekstu-dialogu Rolexa, (poprzedni numer WG), tajemniczy Iks, wtopiony w tłum podobnych mu wypreparowanych mentalnie trupów, żyjących poza prawdą i transcendencją, bez ciężaru właściwego ludzkiemu gatunkowi, jest dla nas Panem NIKT. Choć jest osobą prawną lub fizyczną, konsumentem, petentem, ajentem, klientem, najemcą lub właścicielem, zmaterializowanym przez PESEL, dowód ubezpieczenia i adres zameldowania, rodzi się, żyje, rozmnaża, podlega fizjologii i czasowi, jest charakterologicznie popychadłem bez moralności, politycznym Frankensteinem, ulepionym z przezroczystej, plastycznej masy.

 

W rzeczywistości jednak jest KIMŚ. Ma takie przeświadczenie, oparte na poglądach o szczególnej roli każdego, najmniejszego nawet trybiku w wielkiej machinie społeczno-gospodarczej i choć kokieteryjnie i cokolwiek przewrotnie umniejsza swoją w niej rolę, jest typem ludzkim, który odnalazł swoje miejsce w hierarchii społecznej, poprzez jej akceptację i pogardę, będąc jednocześnie klakierem i outsiderem, nihilistą i cwaniakiem. 

Jakkolwiek odczytywać by konstrukcję bohatera tekstu Rolexa, czy to w kategorii pookrągłostołowych awansów części tzw. koncesjonowanej opozycji, naturalnego spadku po peerelu, konformizmu, prostactwa, wygodnictwa, czy wręcz ograniczoności umysłowej, sam tekst jest ważny, bo pojemny semantycznie, otwierający różne pola konkretyzacji, z widocznym uniwersalizmem, jednakowo smutnym i przygnębiającym, który wiele mówi o kondycji przysłowiowego Der Mann ohne Eigenschaften.

 

Pan NIKT jest ponadczasowy, choć jego odrażająca konkretyzacja ujawniła się w XX wieku a wraz z polską transformacją i tzw. III RP, obarczoną całkiem sporym bagażem doświadczeń poprzedniej epoki, która próbując budować, burzyła ludzkie losy, miała też swój udział w licznych kreacjach konstruowania czegoś z niczego, tej czasami nagłej i przypadkowej lub raczej korzystnej śmierci i równie korzystnych narodzin, jakby trochę w konwencji Mickiewiczowskiej: 

 

Umarł NIKT, narodził się KTOŚ. 

 

Wcześniej ta śmierć nie wymagała poświęceń, wyrzeczeń i wielkich idei; wystarczył awans w centrali, zjednoczeniu, spółdzielni czy innym hierarchicznym molochu; ten jeden jedyny szczebelek wyżej, który od razu narzucał zakup skóropodobnej teczki-aktówki czy nowej koszuli Wólczanki w pakiecie ze stonowanym jedwabiopodobnym krawatem, bo władzy nie wypada się wywyższać. Wyglądem. W odróżnieniu od tej z wysokiego szczebla, która mogła pochwalić się zegarkiem Poljot made in USSR, zakupionym z diet na Krymie lub w Bułgarii, podczas przyjacielskiej, pracowitej, a więc owocnej delegacji w zaprzyjaźnionych krajach. 

 

Ludowa władza, w rewanżu za całkowitą lojalność odwdzięczała się pozorami niezależności i współrządzenia. Choć ta zdobyta często fuksem, mimo całej podległości, nie całkiem była pozorna. Dobre układy z rozbudowaną do granic kafkowskich kadrą kierowniczą na wszystkich szczeblach dawały możliwości ulokowania rodziny i pociotków na liście płac a także, co było istotne w państwie wiecznych deficytów, zdobycia talonów i towarów niedostępnych lub reglamentowanych, a więc luksusowych, przynależnych władzy, o których zwykły NIKT, najczęściej tzw. „inteligencja pracująca”, mógł li tylko pomarzyć. 

 

Budowanie iluzji władzy i lepszego życia „KTOSIA”, wyposażonego wcześniej jako NIKT w pakiet podstawowy służalczości i niskiego poczucia wartości, rozpoczynało się zwykle od mentalnych kalek stanów umysłowych i zachowań swych mocodawców, podpatrywania ich nawyków zawodowych i prywatnych oraz budowania i noszenia ich masek w kontaktach z personelem podległym. Czyli zarządzanie zasobami ludzkimi i przejmowanie tych samych ról, które kiedyś były powodem ośmiogodzinnej traumy, od 8 do 16. 

Odtąd, rozpierająca radość życia z nowego statusu zawodowego, ten dumny wzrok „KTOSIA” i jego sprężysty krok, z jakim co rano, owiany zapachem Brutal – eau de Cologne, składał swój autograf na liście obecności w kantorku personalnej, prowokowały do nierealnych marzeń – o daczy pod miastem, zakazanych – o nowej, młodszej żonie i niewykonalnych – z powodów czysto technicznych, łukach w M-3 z wielkiej płyty. Podwyższyła samoocenę i wykształciła, na wypadek starcia z przysłowiowym Panem NIKT, mechanizm obronny w postaci często ćwiczonej frazy: „Pan nie wie, kim ja jestem”, podobnie do wyuczonych, pokrętnych lub wymijających odpowiedzi na tematy trudne i drażliwe.

 

Nowonarodzony KTOŚ wiedział, że w podziale na cwaniaków i frajerów przypadła mu rola tych pierwszych i jakkolwiek epitet „karierowicz” brzmiał mu obrzydliwie, za to do „nomenklatury”, która przeciwnie – cokolwiek obco i tajemniczo, czuł niewytłumaczalny respekt. I to dla niej, zmaterializowanej w osobach kolejnych naczelnych, nie dla ojczyzny, maszerował z okazji świąt państwowych; dla niej najgłośniej, jak tylko umiał, skandował jednoczące hasła, dla niej wreszcie najwyżej trzymał szturmówkę, by być zauważonym. Dać dowód swego posłuszeństwa i wiary w jedynie słuszną linię. Na wszelkie głosy krytyki, najprawdopodobniej, jak mu wmawiali, elementu wywrotowego, pan KTOŚ włączał zakodowany mechanizm obronny, w słowniczku którego nie było miejsca na inteligenckie, narodowe fanaberie. Jego postawa wobec świata była iście apolityczna, którą traktował jako misję, realizowaną na swoim wąskim odcinku jednakowo w temacie śrubek jak i tego, czym przyszło mu zarządzać, zgodnie z wytycznymi zwierzchników, od których uzależniał własny, względny dobrobyt. Z wrodzonego lenistwa nie zgłębiał tajników własnej hodowli i podobnych mu „KTOSIÓW”; udomowiony czuł wyróżnienie, a bunt jawił mu się jak symbol dawnych, chudych lat. 

Ale te chude lata miały dopiero przyjść. Gdy opadł pomagdalenkowy kurz, KTOŚ zrozumiał, że służalczość to zbyt mało, by utrzymać się na drabinie kariery, oblepionej przefarbowaną na opozycjonistów, budzącą jego wcześniejszy podziw tajemniczą nomenklaturą, która zaczęła rozdawać karty bez tasowania. To była gra w informacje. Kto miał informacje, miał władzę.

„KTOSIA” do gry nawet nie dopuszczono. Jeśli dostatecznie zgłębił marketing dilując kooperantom przysłowiowe śrubki, miał jedno wyjście. Mógł postawić na drobny biznes. Do tego był za cienki; całe życie myśleli za niego inni, a on wykonywał tylko zadania. Gen niewolnictwa zaprogramował jego umysł tak, że pozostawała mu tylko fucha strażnika parkingu lub innego mienia dziko rodzącego się kapitalizmu. Nadal jednak wierzył, że i tym razem na nim się poznają, że posiada te cechy przydatne, nawet gdyby zaprzeczały teorii Darwina i poezji Herberta. Bo przecież, jakby nie patrzeć, był humanistą. W swym pierwotnym idealizmie i naiwności wierzył, że schowano już drabinę, że drogi są tylko proste a drzwi tylko otwarte. Nie potrafił zrozumieć, że ten świat był już CLOSED. 

Nie ma już castingu na „KTOSIA”.

Bo „KTOSIEM” trzeba się urodzić, wyssać z mlekiem matki, odziedziczyć w spadku po ojcu ten najważniejszy kapitał, którego próżno szukać na duchowym cmentarzysku. Więc on, PAN NIKT, który chciałby być PANEM „KTOSIEM” nie wart jest naszej uwagi. To człowiek wydrążony, mieszkaniec Ziemi Jałowej, jak pisał T.S.Eliot w swym doskonałym poemacie.

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.