Ponad cztery tysiące podpisów znalazło się na petycji skierowanej do Rady Miasta Warszawy w sprawie usunięcia pomnika Braterstwa Broni Ludowego Wojska Polskiego i Armii Czerwonej, zw. „pomnikiem Czterech Śpiących”. Autorem petycji jest Społeczny Komitet Protestu Przeciwko Przywróceniu Pomnika Braterstwa Broni ,a jego inicjatywę wspierają Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Fundacja „Wolność i Demokracja”, Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie oraz niektórzy mieszkańcy ulicy Targowej, którzy jak mówią „nie mogą już patrzeć” na ów monument. Usunięty w listopadzie 2011 roku pomnik, po odnowieniu, w niezmienionej postaci ma stanąć na ulicy Cyryla i Metodego, tuż obok swej pierwotnej lokalizacji. W związku z powyższym autorzy petycji przypominają władzom Warszawy, że pomnik ten został postawiony kilkaset metrów od ubeckich katowni, w których torturowano żołnierzy niepodległościowego podziemia dokładnie w tym samym czasie, w którym monument ten odsłaniano. Przypominają także, że jest on całkowicie niezgodny z prawdą historyczną i obraża „pamięć i godność żołnierzy AK, WiN i NSZ zamęczonych w katowniach i więzieniach NKWD i UB”. Dlatego też kwestia jego obecności w stolicy jest nie tylko sprawą mieszkańców Warszawy ale wszystkich Polaków, zarówno żyjących w kraju, jak i poza jego granicami. Z tych powodów zachęcają wszystkich do podpisywania protestu w sprawie powrotu na Pragę pomnika gloryfikującego Armię Czerwoną.
Milion na renowację bez podstaw?
Jakby tego wszystkiego było mało, autorzy petycji twierdzą, że z budżetu miasta wydany zostanie milion złotych na renowację pomnika, co jest nie tylko absurdalne ale także nie do końca zgodne z prawem, a jeśli już, to oparte na wadliwych podstawach. Według nich Rada Miasta Warszawy podjęła decyzję o sfinansowaniu odnowienia pomnika na podstawie Umowy o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji, zawartej w 1994 roku pomiędzy rządami Polski i Federacji Rosyjskiej. Tyle tylko, że owa umowa dotyczy miejsc, w których czerwonoarmiści zostali pochowani (cmentarzy żołnierzy radzieckich) albo tych, w których zginęli (np. rozstrzelani przez Niemców). Pomnik „Czterech Śpiących” nie jest ani miejscem pochówku ani pamięci, tylko jak wskazuje jego nazwa – upamiętaniem „braterstwa broni” pomiędzy LWP a Armią Czerwoną. Tym samym postanowienia ww. umowy jego nie dotyczą i wydawanie nań miliona z dziurawego budżetu miasta jest co najmniej nieracjonalne. Miasto jednak jest nieugięte i jak już zapowiedział rzecznik prasowy Urzędu – Bartosz Milczarczyk – „Czterej Śpiący” powrócą i staną na ulicy Cyryla i Metodego. W rozmowie z „Warszawską Gazetą” rzecznik prasowy miasta powiedział także, że wedle jego wiedzy finansowanie renowacji pomnika „Czterech Śpiących” wynika wprost z zobowiązania inwestora budującego drugą linię metra, który jest zobligowany do odnowienia obiektów znajdujących się przy trasie budowy i wymagających czasowego przeniesienia. Odnowienie pomnika wynika zaś z jego fatalnego stanu – mówiąc wprost jego przywrócenie nie byłoby możliwie bez uprzedniej renowacji. Pieniądze na renowację pomnika wykłada więc firma budująca metro, której płaci… miasto Warszawa. Jeśli zaś chodzi o wspomnianą umowę, to rzecznik miasta powołał się na załącznik do niej, w którym „wedle jego wiedzy” wymienione są miejsca pamięci, w tym wspomniany pomnik. Tymczasem na stronie Sejmu przy wspomnianej umowie jako załącznik występuje „Wspólne oświadczenie ministrów spraw zagranicznych Polski i Federacji Rosyjskiej”, w którym nie ma ani słowa o pomniku „Czterech Śpiących” (o innych tego typu obiektach zresztą też).
Ukradziony cokół?
Ogromny pomnik Braterstwa Broni Ludowego Wojska Polskiego i Armii Czerwonej od 18 listopada 1945 roku straszy wjeżdżających do Warszawy – nomen omen – od wschodu. Był pierwszym pomnikiem odsłoniętym po wojnie – stanął na gruzach zburzonego miasta. Ze względu na specyficzny układ rzeźb warszawska ulica nazwała ów pomnik, pomnikiem „czterech śpiących” i podobnie jak inne socjalistyczne monumenty „bohaterów” w stylu Feliksa Dzierżyńskiego, nigdy nie darzyła go sympatią. O pomniku zrobiło się głośno, gdy w związku z budową drugiej linii metra pojawiła się konieczność jego przesunięcia a Rada Ochrony Miejsc Pamięci Walk i Męczeństwa o zgodę na czasowe przeniesienie pomnika poprosiła… Moskwę. Na razie z nieoficjalnych komentarzy urzędników, które pojawiły się już w mediach wynika, że szanse na wyrzucenie pomnika ze stolicy i przeniesienia go do Muzeum w Kozłówce, gdzie gromadzone są tego typu obiekty, są znikome. Nikt nie będzie chciał ryzykować niezadowolenia Rosji. Obronę pomnika zapowiedzieli, jakże by inaczej, radni z SLD. Jednak szansa na pozytywne rozpatrzenie petycji warszawiaków, chociaż znikoma, jeszcze istnieje, więc osoby, które chciałyby ją podpisać, mogą to jeszcze zrobić na stronie:
http://www.petycje.pl/petycja/8251/protest_przeciwko_przywroceniu_pomnika_braterstwa_broni_w_warszawie.html