Reklama

Pacewicz i inni
Rekontra   
piątek, 27 stycznia 2012 08:43

 

4 czerwca Piotr Pacewicz, z wykształcenia psycholog, publikuje artykuł: „Nikt nie zawołał: Opamiętajcie się!”. Pełen absurdalnych psychologicznych tez dowodzi, do czego może doprowadzić publicystyczne zaślepienie. Piloci nie działali w próżni. Generał Błasik to zaufany człowiek prezydenta. Dowódca samolotu mógł jego obecność rozumieć jako presję i na koniec pada pytanie: „Postanowił na oczach swego prezydenta i swego dowódcy pokazać, co potrafi polski pilot?”.

 

 

„Tylko, że nie wiemy, gdzie był generał Błasik. Czy stał tam w tych drzwiach, on mógłby się zmieścić w kabinie, chyba nie?” – pyta swojego rozmówcę redaktorka Gazety Wyborczej. W odpowiedzi słyszy – „Myślę, że mógłby się zmieścić”. 

Agnieszka Kublik, dwa lata po katastrofie w Smoleńsku zadaje pytanie, czy generał mógłby się zmieścić w kokpicie. Pytanym jest jeden z ekspertów Gazety Wyborczej, wicenaczelny „Przeglądu Lotniczego’’ Michał Setlak. Rozmowę zatytułowano dość niefrasobliwie – „Nawet gdyby Tu-154M się nie rozbił, to i tak nie wylądowałby bezpiecznie”. 

 

Jak skomentować, tę rozpaczliwą próbę obrony dwuletniego robienia czytelnikom Wyborczej wody z mózgu, jak ocenić wprost rozbrajające – naiwność pytania oraz bezradność pytającej? To powątpiewające „chyba nie” świadczy o wzniesieniu się na kolejny poziom logiki narracji dziennikarki z Czerskiej? Przespała dwa lata? A może, oczywiście za przeproszeniem – należy pytanie potraktować, jako struganie z czytelników Wyborczej głupków? Struganie z nich wariatów? 18 stycznia 

2012 roku, należy zapytać o to – w jakim punkcie znalazła się smoleńska narracja dzienikarzy Gazety Wyborczej. 

 

Dygresja. Dosłownie przed sekundą przeczytałem, że odnalazły się nagrania wideo z wieży w Smoleńsku. Pamiętamy? Najpierw Moskwa zaprzeczała, by w wieży były kamery, potem słyszeliśmy, że zepsuł się kabel od magnetowidu, a dzisiaj nagle taśmy w cudowny sposób się odnalazły. Zobaczymy, czy „samolot był na ścieżce i na kursie. I możemy już czynić zakłady, czy kolejny raz, Wyborcza będzie świeciła oczami za smoleńskie kłamstwa. 

 

Na temat tragedii smoleńskiej pisze się codziennie setki artykułów, krótkich, ale i sążnistych, analitycznych, każdy aspekt narodowej tragedii będzie jeszcze wielokrotnie opisywany i zanalizowany, gdyż po dwóch latach sytuacja może opisać jednym zdaniem:

 

Nie wiemy, co jest prawdą, wiemy, co prawdą nie jest. 

Mnie dzisiaj przede wszystkim interesuje los kokpitu – oryginalne zdjęcia, analiza „zabezpieczonych” śladów, a także mapka obrazująca miejsce znalezienia ciał członków załogi oraz najważniejszych osób, szczególnie śp. generała Andrzeja Błasika. To jest dzisiaj kluczowe pytanie, ważne w kontekście „niechlujnego” dokumentowania katastrofy. Czekam na odpowiedź: czy polscy eksperci uczestniczyli w czynnościach badania kokpitu. 

W jaki sposób ustalono, kto stał, a kto siedział i gdzie. Czytam oto słowa Michała Fiszera, mówiącego o generale Błasiku „był dla mnie prawie jak brat”. Gdy dowiedział się, że generał mógł być w kabinie pilotów pomyślał natychmiast: „stał w drzwiach, tyłem do kokpitu i wyganiał tych, którzy chcieliby przeszkadzać załodze”.

 

Naiwność mniej więcej poziomie zaprezentowanym przez panią Kublik, zastanawiającą się czy generał zmieściłby się w kokpicie. Ale narzuca się pytanie. Dlaczego przyjaciel pozwolił na wielopiętrowe medialne kłamstwa? Dlaczego 

na samym początku, w kwietniu czy w maju nie huknął w studiu telewizyjnym pięścią w stół? 

A czy uwierzył w pijaństwo? Generał Błasik dowodził samolotem? 

 

Arsenał środków erystycznych

Z czym mieliśmy do czynienia przez te dwa lata. Wciskanie kłamstw i półkłamstw, półprawd, czyli kłamstw, świadome i nieświadome, w różnej formie – cytowania anonimowych źródeł oraz źródeł osobowych, oczywiście anonimowych, przecieki z Moskwy i krakowskiego instytutu, z prokuratury i z komisji, medialne wrzutki – lądują debeściaki, patrzcie na nich, jak kozakują, mówią, że jak nie wylądują to ich zabiją, gdyż jego wkurzą. 

Czy redaktor Kublik zagląda 

do nie tak bardzo archiwalnych numerów swojej Gazety? Wystarczy przejrzeć tytuły. „Jak nie wyląduję (my), to mnie zabije (ją) „ – powoływała się „Gazeta Wyborcza” na ustalenia TVN. 

Jarosław Kurski, pierwszy zastępca Michnika twierdził, że polscy piloci zachowywali się tak, jakby „stracili instynkt samozachowawczy”, chcieli lądować „za każdą cenę”, pisał wręcz o szaleństwie”: 

„Piloci prowadzili maszynę pod potworną presją („bo się wkurzy”), z przełożonym – dowódcą sił powietrznych – za plecami. Nie wiadomo, kto właściwie dowodził („prezydent nie podjął jeszcze decyzji, co dalej robić”)” 

a piloci byli według Kurskiego 

za młodzi „by zatrzasnąć drzwi i zawołać: A idźcie wy wszyscy 

do diabła!”.

 

Po przeczytaniu tych słów, wróćmy na Czerską, zajrzyjmy do wczorajszej rozmowy Kublik. Niespodziewanie powołuje się na ekspertyzę psychologa, ponoć świadomość dowódcy statku powietrznego znalazła się w tunelu: „Ważna jest skala tunelowania pierwszego pilota, dlatego twierdzę, że nie było nacisków, czy ingerencji, bo gdyby były to dowódca zostałby wybity z tego tunelu” i puentuje „Przeczytałam to, dlatego, że z tego wynika, że właściwie czy generał Błasik tam był, czy go nie było to nie miało znaczenia”.

 

Przecieramy oczy. Na co się powołuje? Na stwierdzenie psychologa, że nie było nacisków, bo gdyby były, gdyby generał Błasik był w kokpicie, to wybiłby z „z twego tunelu” dowódcę Protasiuka. 

Najpierw przez dwa lata wciska się czytelnikom, że winien był pośpiech, presja, i bezpośrednie naciski generała Błasika (jedna z wypróbowywanych wersji mówiła, że siedział za sterami), a pośrednia presja prezydenta, 

a dzisiaj – dziennikarka Wyborczej powołuje się na opinię, że to nie miało znaczenia?

 

Jak walczyć z dominującą medialną narracją? Przez dwa lata wykorzystano cały arsenał erystycznych środków, pseudownioskowań zaprzeczających jakiejkolwiek logice. Zaglądam do Marka i Wojciecha Wareckich rozważań „Woda z mózgu” o semiotyce politycznej i jako przykład służy im tragedia smoleńska. 

Najważniejsza i podstawowa kategoria wersji zdarzeń, a wiec opozycja prawda – fałsz, została zepchnięta na margines, przez kategorie następujące: kompetentni – nieudolni (polscy piloci), ufający – podejrzliwi (obserwatorzy), przyjaźni – wrodzy (ludzie, społeczeństwa), i w końcu umacniający – osłabiający (przyjaźń między narodami). 

 

Czy można badać przyczyny katastrofy, nie psując przyjaźni między narodami? 

Ponownie przejrzałem wszystkie artykuły zamieszczone 

na stronach internetowych „Gazety Wyborczej” – bardzo pobieżnie zrelacjonuję. Pierwszą wersję wydarzeń (narracji) zaprezentowano 21 kwietnia. Czteroczęściowy artykuł przygotowywał grunt pod winę „presji prezydenta”. Pytano „Czy opóźnienie startu samolotu prezydenckiego mogło przyczynić się do katastrofy”. Pojawia się wątek nacisków: „pilot mógł być naciskany, by mimo negatywnej rekomendacji lądować”. 

 

4 czerwca Piotr Pacewicz, z wykształcenia psycholog, publikuje artykuł: „Nikt nie zawołał: Opamiętajcie się!”. Pełen absurdalnych psychologicznych tez dowodzi, do czego może doprowadzić publicystyczne zaślepienie. Piloci nie działali w próżni. Generał Błasik to zaufany człowiek prezydenta. Dowódca samolotu mógł jego obecność rozumieć jako presję 

i na koniec pada pytanie: „Postanowił na oczach swego prezydenta i swego dowódcy pokazać, co potrafi polski pilot?”.

 

Kostki domina Wybiorczej 

I ostatni artykuł, w budowaniu narracji kluczowy – „Smoleńskie domino”. Czytam w nim, 

że gdyby z przewracającego się szeregu udało się wyjąć którąkolwiek z „kostek” domina, kolejne nie upadłyby. Spróbujmy. Wyciągamy kostkę numer dwa. PRESJA. Czy na Czerskiej nie wiedzą, że jej nie ma? Presji nie było. Usuwamy tezy – „Niepotrzebna też była obecność w kabinie dowódcy sił powietrznych gen. Andrzeja Błasika. Jeżeli on tam był, to na pewno im nie pomagał, lecz jedynie przeszkadzał w koncentracji i podejmowaniu decyzji”. Kostka dziesiąta – „Ryzyko, jak zwykle”. Według dziennikarzy Wyborczej, dowódca samolotu prowadził „jednak maszynę na pas startowy”. Oczywista nieprawda. Samolot nie lądował. Kostka jedenasta. „Czekał Pospieszalski” – podstawowa teza, podpora kostki – „Biegli psychologowie nie mieli wątpliwości: piloci byli pod presją, działali w stresie spowodowanym nie tylko fatalną pogodą”.

 

I ostatnia kostka organu Adama Michnika „Wąwóz”. Oparta 

na dwóch filarach. Obydwa po prostu nie istnieją. Kapitan Protasiuk wiedział o jarze (wbrew twierdzeniom autorów artykułu) i podobno nie zauważył komendy drugiego pilota „odchodzimy”. 

 

Tymczasem cytowane – 

„odchodzimy”, było skwitowaniem (potwierdzeniem) komendy śp. Kapitana Protasiuka – 

„odchodzimy na drugie”. Odczytanie tych słów jest druzgocące dla wersji GW. Dowódca w żadnym momencie lotu nie był i się nie znajdował w żadnym „tunelu świadomościowym”. 

Natomiast w tunelu znalazła się dwuletnia narracja „Gazety Wyborczej”. 

 

Zatytułowałem artykuł „Pacewicz i inni” – gdyż właśnie ten artykuł, psychologa, wrażliwego humanisty, jest ukoronowaniem wierzchołkiem, szczytem dwuletniej narracji. Polecam lekturę tego artykułu, szczytu dziennikarskiej hańby. 

 

 

 

Reklama

Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.