Reklama

„Długie ramię Moskwy” obejmuje nas „czule”
Mirosław Kokoszkiewicz   
czwartek, 05 stycznia 2012 08:24

 

Ilość obrońców rozwiązanych WSI, walczących jeszcze dzisiaj o ich „dobre imię” i działających aktywnie w III RP, budzi mój najwyższy niepokój. Jest w to zaangażowana cała rzesza „najwyżej cenionych” dziennikarzy, „wiodące media” oraz wszystkie mianowane i namaszczone przez salon autorytety.

 

 

Niedawno w Częstochowie, po zaledwie dwóch dobach poszukiwań, policja zatrzymała mordercę znanego w tym mieście taksówkarza. Do ujęcia sprawcy w dużej mierze przyczynił się dość słabej jakości zapis z monitoringu w jednym z dużych supermarketów.

 

Policja we wszystkich wiodących mediach triumfowała, chwaląc się, że taki zapis wystarcza, gdyż charakterystyczny chód bandziora i inne jego cechy analizują świetni specjaliści, którzy najczęściej bez pudła są w stanie wytypować sprawcę. Zresztą potwierdza to wiele innych spraw, takich jak pobicia, napady na banki, czy uliczne akty przemocy.

Zapisy wideo to dla organów ścigania bardzo pomocne narzędzie, jednak czy zawsze?

 

20 października 2005 roku, na dwa dni przed drugą turą wyborów prezydenckich w Warszawie, doszło do największego w stolicy od 1939 roku alarmu bombowego. Na przystankach tramwajowych nieznani sprawcy podłożyli kilkanaście ładunków wybuchowych, które później okazały się atrapami.

 

Mimo tego, iż jednego z podejrzanych zarejestrowały kamery monitoringu, sprawców do dziś nie odnaleziono, a całą sprawę umorzono w 2008 roku.

Jeszcze kiedy policja odnajdowała kolejne atrapy bomb, do mediów dotarł anonimowy e-mail o treści:

„Kaczyński = wojna (…) Wybór Kaczyńskiego to budowa Polski ksenofobicznej. (…)”.

 

Dzisiaj o tamtej historii mało już kto pamięta. Przypominam sobie, że wówczas mnożyły się spekulacje, że było to dzieło służb specjalnych, które w ten sposób próbowały pomóc Donaldowi Tuskowi w pokonaniu jego kontrkandydata, śp. Lecha Kaczyńskiego. Takie podejrzenia bardzo uprawdopodobniała historia z tej samej kampanii wyborczej, kiedy to uszyta na potrzeby wyborów, tak zwana „sprawa Jaruckiej” z Konstantym Miodowiczem i Wojciechem Brochwiczem w tle, doprowadziła do wycofania się z wyborów Włodzimierza Cimoszewicza.

 

Od tamtych zapomnianych wydarzeń minęło już ponad sześć lat. Nikt do nich by dzisiaj już nie wracał gdyby nie pojawiła się niedawno za sprawą Ludwika Dorna wiadomość, że tuż przed zaprzysiężeniem na prezydenta, śp. Lecha Kaczyńskiego, Wojskowe Służby Informacyjne przekazały najważniejszym służbom w państwie ostrzeżenie o planowanym w Warszawie przez Al-Kaidę zamachu terrorystycznym. Ponadto WSI miały podobno zalecać wprowadzenie stanu wyjątkowego, co uniemożliwiłoby zaprzysiężenie nowego prezydenta.

 

Rodzi się podejrzenie, że owe atrapy bomb, podłożone tuż przed decydującą rozgrywką wyborczą, były niejako przygotowaniem się, takim rozpoznaniem w boju, przed decydująca akcją służb, mającą w razie zwycięstwa Lecha Kaczyńskiego uniemożliwić mu objęcie najwyższego urzędu w państwie.

Nie sądzę, aby w dzisiejszej Polsce ktoś specjalnie drążył ten temat, który w każdym poważnym państwie stałby się sensacją numer jeden i niewyobrażalnym skandalem.

Czego dowiedzielibyśmy się o III RP, „demokratycznym państwie prawa”, gdyby owe spekulacje, które przecież układają się w dość logiczną całość okazały się prawdą?

 

Otóż dowiedzielibyśmy się, że służby specjalne, których takim bardzo ogólnie określonym zadaniem jest służenie demokratycznemu państwu, wystąpiły przeciwko niemu. 

Czym bowiem jest próba uniemożliwienie narodowi sprawowania władzy poprzez wybranego przez ten naród prezydenta? Czym jest nierespektowanie wyroków demokracji i organizowanie prowokacji wymierzonej w ustrój? Czy nie nazywa się tego na świecie zamachem stanu?

 

Przeczytałem z wielkim zainteresowaniem historyczną pracę Sławomira Cenckiewicza, „Długie Ramię Moskwy”.

Nie powiem, że treść tej książki mnie jakoś specjalnie zaskoczyła czy przeraziła. Ja nie spodziewałem się dowiedzieć niczego innego na temat służby specjalnej o nazwie WSI, niż autor zawarł w tej z benedyktyńską pracowitością napisanej książce.

Dokumenty, logiczne wnioski, słuszna teza i przeprowadzony dowód utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, czym były te służby zakładane, kierowane i szkolone od samego początku przez sowietów i im tak naprawdę służące.

 

Tu poraża zupełnie coś innego.

Jak można było tak groźny i niebezpieczny dla państwa sowiecki twór przenieść nienaruszony w podobno nową rzeczywistość jaka powstała w 1989 roku? A przecież tak się stało, gdyż oprócz nazwy nie zmieniono dosłownie nic.

Ilość obrońców rozwiązanych WSI, walczących jeszcze dzisiaj o ich „dobre imię” i działających aktywnie w III RP, budzi mój najwyższy niepokój. Jest w to zaangażowana cała rzesza „najwyżej cenionych” dziennikarzy, „wiodące media” oraz wszystkie mianowane i namaszczone przez salon autorytety.

A już zupełnym skandalem jest dorabianie w mediach „strasznej gęby”, Antoniemu Macierewiczowi, likwidatorowi WSI przy jednoczesnym pudrowaniu, upiększaniu i fetowaniu w telewizyjnych i radiowych studiach, kursanta GRU i ostatniego szefa WSI, generała Marka Dukaczewskiego.

Mamy kolejny dowód na to, że „Długie ramię Moskwy” ma się dobrze i coraz „czulej” nas obejmuje, zwłaszcza po 10 kwietnia 2010 roku.

Źródła:

http://niezalezna.pl/20 712-dukaczewski-straszyl-lkaczynskiego-zamachem

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.