|
Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.
Wydawało się, iż społeczeństwo się „obudzi”, gdy wyjdą na jaw manipulacje ws. śledztwa smoleńskiego. Okazuje się jednak, że nie. To czy gen. Błasik był w kabinie pilotów czy nie, czy to brzoza urwała skrzydło czy może doszło do awarii samolotu, to interesuje sporą grupę, ale niezdolną do wywołania ogólnopolskiego poruszenia. Choć mówimy tu przecież o narodowej katastrofie, po której zjednoczyły się na krótko miliony ludzi. Miller opowiadający banialuki o obecności gen. Buka w kabinie nie wypada mniej śmiesznie, niż dzisiaj Graś. A jednak słowa po ataku grupy internautów na strony rządowe okazały się bardziej nośne i chwytliwe. Rzecznik rząd w swoim stylu zapewnił, że problemy w sieci wynikają ze wzmożonego ruchu czytelników.
Wszystko to byłoby tylko zabawne, gdyby w grę nie wchodziło bezpieczeństwo państwa. Rząd wraz ze służbami specjalnymi używając banalnych haseł nie potrafi zabezpieczyć swoich stron internetowych. W dodatku – o czym wspominał minister Boni ostatnio – nikt nie wie, kto te zabezpieczenia zakładał, wobec czego urzędnicy państwowi będą przygotowywać… ankiety. Winny od razu przyzna się do wszystkiego Boniemu.
Nigdy nie sądziłem, że właśnie w tak banalnej sprawie władza wyjdzie na śmieszną. Na Facebook’u z Grasia, Sikorskiego, Tuska i Komorowskiego kpi przede wszystkim młody elektorat PO i potencjalni wyborcy tej partii. W dodatku prezydent strzela sobie w stopę i ustami Kozieja straszy wprowadzeniem stanu wojennego w razie cyberataku na wielką skalę.
Cyberatak dopiero jest przed nami. Pojawią się kolejne obrazki, ukazujące słabość naszego państwa. Wystarczy to wszystko oglądać. Mija styczeń, a poza zamieszaniem wokół ACTA zdarzył się ferment z refundacją leków, strzał z miłości Przybyła, obnażono kilka manipulacji związanymi z katastrofą smoleńską. W dodatku sypie się strefa Euro, a za Orbanem wstawia się idol „Gazety Wyborczej”, czyli Donald Tusk. Coś wisi w powietrzu. |