|
Aldona Zaorska
|
|
piątek, 10 lutego 2012 08:15 |
|
Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Tomasz Arabski nie tylko bezczelnie kłamał, ale też działał na szkodę prezydenta Lecha Kaczyńskiego, podejmując działania niezgodne z prawem. Takie są ustalenia Najwyższej Izby Kontroli, która sprawdziła poczynania szefa Kancelarii Premiera i Rady Ministrów. W październiku 2008 roku Arabski, zapewne zgodnie z wytycznymi Tuska, odmówił prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, który chciał udać się do Brukseli, udostępnienia jednego z rządowych samolotów znajdujących się w 36. specpułku. Twierdził wówczas, że maszyny są potrzebne do zabezpieczenia delegacji, której przewodniczył premier. Kłamał. Nie tylko dysponował dwoma „wolnymi”
Jakami-40, ale też nie miał prawa do decydowania o udostępnianiu prezydentowi samolotu. Mało tego. NIK badając sprawę z 2008 roku stwierdził, że Tuskowy minister bezczelnie łgał także w sprawie przygotowania lotu Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska 10 kwietnia 2010 roku. Zdaniem NIKu Kancelaria Prezesa Rady Ministrów wbrew jego słowom, brała udział w przygotowaniach tej wizyty jako jej „koordynator” – właśnie tak nazywa ją instrukcja w sprawie organizacji lotów o statusie HEAD (taki status miał lot do Smoleńska) oraz porozumienie z 2004 roku między instytucjami uprawnionymi do korzystania z lotnictwa transportowego. Powyższe ustalenia potwierdzają zatem zeznania dowódcy nieistniejącego już 36. specpułku oraz szefa BOR o niekompletnych i zbyt późno składanych zamówieniach lotów przysyłanych im z kancelarii premiera Tuska.
|