Reklama

„Sprawa Szymborskiej”
Rekontra   
piątek, 17 lutego 2012 14:24

 

Są dwie prawdy. Jedna medialna, dla maluczkich, kształtująca opinię publiczną i druga dla wtajemniczonych. Co innego pisze się w gazecie, a co innego mówi na naukowym sympozjum.

 

 

Tytuł okropny, przyznaję. Zapożyczony, to próba usprawiedliwienia. Zapożyczyłem od „Gazety Wyborczej”. Jak zawsze w środę o świcie, zaglądam na jej stronę internetową i właśnie rano przeczytałem: „List otwarty ws. Szymborskiej”. Trochę dezorientujący nadtytuł – „Po wypowiedzi posłanki PiS”. Czyżby nagonka na nieprawomyślny pogląd i jego autorkę? Zapewne posłanka nie tylko inaczej myśli, ale ośmieliła się własne zdanie wypowiedzieć na głos. A to już jest zbrodnia, zbrodnia naruszenia autorytetu „autorytety”. 

 

Nie zmienia to faktu, że za sam tytuł ktoś może beknąć na Czerskiej. 

Klikam i czytam. „List otwarty w sprawie Wisławy Szymborskiej” – podpis orwellowski „redkult”. Zanim przejdę do jego lektury, dostrzegam „ZOBACZ TAKŻE”: Szymborska i partyjna linia PiS” oraz „Prawica nie płacze po Szymborskiej”, klik na „Szymborska i linia partyjna”, pojawia się twarz nasrożonego Pawła Smoleńskiego (w kąciku rozmyślań umieszczam spostrzeżenie, że bez charakteryzacji mógłby zagrać Wielkiego Brata) i z leadu artykułu dowiaduję się o – kłopotach prawicy z pamięcią i oblataniem w historii najnowszej. Dziennikarz gazety wzorcem oblatania w historii najnowszej i miernikiem (raczej miarą) amnezji. 

 

Zaraz się przekonam, jakie wy (wy – lewica) macie kłopoty z pamięcią i jak jesteście oblatani w historii najnowszej, gdyż ponownie trafiam na – „ZOBACZ TAKŻE” i link kieruje mnie do artykułu „Szymborska i stalinizm”. Ciepło, bardzo ciepło. 

Czuję się tak, jakby prowadzili mnie za rączkę po rewirach Czerskiej. Przecież z tego się robi cała konstrukcja perswazyjna – jest sprawa – jest linia partyjna – prawica, a jakże, nie płacze – stalinizm i… zanim zobaczę, do czego ma mnie doprowadzić stalinizm, pierwsza uwaga na marginesie. 

 

Albo jednak zobaczę. Klikam „stalinizm”, a tam w punkcie pierwszym „zobacz także” jest link do „Szymborska i partyjna linia PiS”, czyli zrobiłem kółeczko, wróciłem do punktu wyjścia – a więc dygresja numer jeden.

Jestem świeżo (świeżo, tzn. wczorajszy wieczór i ćwierć nocy spędziłem w towarzystwie literatów) po lekturze tekstu Wiesława Pawła Szymańskiego „Uroki dworu” („Bezwonny niebyt”), a także przeczytałem tegoż autora z tomiku „Cena prawdy” esej „Kompromis za trzydzieści srebrników”. Odświeżyłem rozważania Jana Prokopa m.in. „Sowietyzacja i jej maski” (hasłowo – „dwa słowa o amnezji”, „zawiłe dróżki”, dylematy pisarki), a także kilka esejów z opracowania „Sowietyzacja i jej maski” („bat i marchewka albo o polityce kulturalnej”, pokusa niepamięci, grzechy i zasługi PRL-owskich literatów) i końcowe – „Powinności literatury polskiej”. 

 

Zresztą, oto geneza tekstu w pierwotnej postaci – powinności literatów – poetów i pisarzy. Ale napatoczyła się GazWyb z nagonką. 

O cóż poszło? Jakiego kija znaleźli? W radio Krystyna Pawłowicz zapytana o poezję Wisławy Szymborskiej powiedziała – „Ja w jej wierszach nie gustowałam, bo dla mnie ważniejsze jest, aby poeta towarzyszył Polakom w trudnych chwilach narodu” i kontynuowała „Wisława Szymborska kojarzy mi się z Noblem, ale nie kojarzy mi się z Polską, z polską wierzbą, nie kojarzy mi się ani z polską przyrodą, ani polską historią. (…) Poeta ma swoje obowiązki wobec kraju i narodu”.

Właśnie te słowa spowodowały medialną ofensywę. Beata Stasińska, natychmiast pouczyła posłankę PiS: „Poeta, proszę pani, nie ma żadnych obowiązków wobec narodu”.

 

Żadnych obowiązków! 

Dwie setki lat zastanawiania się, tysiące tekstów, debatowanie i się kłócenie, jakie są te obowiązki, powinności literatury i literatów, „Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta/ Możesz go zabić – narodzi się nowy/ Spisane będą czyny i rozmowy” – Czesława Miłosza, czy Zbigniewa Herberta …. – wiele jego wierszy przychodzi do głowy, niech będzie takie oto wezwanie: „ powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy, / bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz / powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem”. A może cofniemy się? Mamy z jednej strony zamykające trylogię Henryka Sienkiewicza wyznanie „dla pokrzepiania serc”, a z drugiej strony słowa z dramatu „Sułkowski”, Stefana Żeromskiego: „trzeba rozrywać polskie rany, żeby nie zabliźniły się błoną podłości”. A w radio pojawia się paniusia, wprost z salonu i mówi – „Poeta, proszę pani, nie ma żadnych obowiązków wobec narodu”.

 

A czas niewolenia, sowietyzacji społeczeństwa? Żadnych obowiązków? Pod ręką mam Stanisława Murzańskiego „Między kompromisem, a zdradą”, a także „Sojusz nieczystych sumień”, „Czerwoną mszę” – monografię stalinizmu Bohdana Urbankowskiego, całego Wata, Miłosza, to co najważniejsze, bywał szczery, oczywiście Trznadla „Hańbę domową” i wszystko co napisał, mam pod ręką prawie wszystko o intelektualistach pod Sowietami, i mam z drugiej strony „Spętaną naukę” Herczyńskiego, „Pułapki zaangażowania” Hirszowicz, a także „Kawior i popiół” Marci Shore, „Lawina i kamienie” – wiadomo czyje, i całego Michnika i większość Dzienników jakie powinno się znać z tamtych czasów. I czytam w gazecie – „żadnych obowiązków”. A jak się już zostanie tą inżynierką dusz, to ma się tylko prawa? 

 

Piszę o tym dość rozwlekłe (podaję nazwiska i tytuły) z dwóch powodów, po pierwsze wskazuję tropy do poszukiwań w antykwariatach czy bibliotekach, a po drugie… Jeżeli napiszę – tak nie było, to niech red. Smoleński się nie obrusza, a po prostu przyjmie, że tak jak twierdzi „nie było”. I ma fragment bibliografii. I kolejna dygresja (a może nie dygresja) – wędruję po stronach internetowych „Gazety Wyborczej” i jeden z linków prowadzi do tekstu Adama Zagajewskiego, w którym czytam: 

„Prawica, jak wiemy, zarzuca jej, niekiedy bardzo brutalnie, krótki okres wierności socrealizmowi. W tego rodzaju rzeczach ważniejsze jest to, jak się wychodzi z takiego zaułka, a nie jak się do niego trafia. Każdy z nas, zwłaszcza we wczesnej młodości, może popełnić błąd. A Wisława Szymborska wyszła ze swojego błędu wspaniale. W całej jej późniejszej twórczości znajdujemy niegasnące nigdy echo tamtego błędu. Była osobą i pisarką spragnioną prawdy, uczciwości intelektualnej i to, że zawiodła za młodu, stało się dla niej nie tylko nauczką, jak mówimy w nadmiernym zdrobnieniu, ale też wielką nauką”.

I zwracam się do autora – zapewne retorycznie, jak rozumie zwrot „wierność socrealizmowi” – i od razu kategorycznie stwierdzam, nie istnieje taki byt, jak socrealizm, pisząc precyzyjnie – nie istnieje coś takiego jak „wierność socrealizmowi”. Żył Stalin, służono Stalinowi, jemu przysięgano wierność (dosłownie), potem przyrzekano, że nic z jego życia nie pójdzie w zapomnienie, był komunizm, można mówić o wierności komunizmowi, była Partia – to właśnie ona literatom rozgarniała mrok. Ale socrealizm i wierność jemu? I napomknę, że czytałem, co tam czytałem – przestudiowałem prawie wszystko, co napisano o „socrealizmie” i niech autorytet GW spróbuje polemiki. Argumenty na stół. 

 

Po co czepia się prawicy, po cóż przesadnie pisze „wyszła z tego błędu wspaniale”? Czy myśli o tomiku wierszy z 1957 roku „Wołanie do Yeti”: „Obmyślam świat, wydanie drugie, wydanie drugie, poprawione”.

Wyszła z błędu wspaniale? Czyli jak? Rymowanym wołaniem? Czyżby Zagajewski nie wiedział jak wyglądał PRL? Lata 1949 – 1956 to jest kulminacja komunistycznego reżimu, to wówczas był totalitaryzmem w czystej postaci – i to wówczas, szepczę na ucho poecie – robiono błyskawiczne literackie kariery. 

 

Wyszła z partii w 1956 roku? Nie. Z czerwonego Parnasu spadali nieliczni. Poeta zaprzeczy? 

Czynię olbrzymi przeskok, brak miejsca na prześledzenie krok po kroku wychodzenia z błędu (jakiż eufemizm, „błąd” – tkwienie w błędzie lat dziesięć, aż stalinizm się rozsypał, a potem przedłużony o lat kolejne dziesięć – co czyni lat dwadzieścia). Może nie opierajmy się na wikipedii i obiegowych faktach, a weźmy do ręki „Twórczość obca nam klasowo” wydawnictwo IPN. Czytam na s. 257, że z partii robotniczej PZPR zostali wywaleni (w oryginale „wyrzuceni”) Paweł Beylin, Jacek Bocheński, Tadeusz Konwicki i w geście solidarności z nimi legitymacje partyjne oddała cała liczna grupa literatów – w tym Brandysowie, Stryjkowski, Woroszylski oraz Wisława Szymborska. Tak to się odbyło, salonowo.

 

Zacytuję Wiesława Pawła Szymańskiego – a jakże z Krakowa, który prostując mit o poetce, jako filarze quasi-podziemnej aktywności pisze, „Wystarczy jeden rozmówca, aby zapewniać z pełną bufonadą o faktach. Powstaje z takich quasi-informacji portret tak przelukrowany, że nikt się nie rozezna, gdzie prawda, półprawda, a gdzie po prostu fałsz. Chyba, że znowu znajdzie się kolejna Joanna Siedlecka”.

I na koniec – Adam Zagajewski stwierdza: „Myślę, że jednym z jej wielkich wrogów – poza tymi największymi, ideologią totalitarną, zbrodnią polityczną – była nuda”, to aż się prosi o rozminięcie tego zdania, o wielkim wrogu poetki – ideologii totalitarnej. Ale konkretnie – źródła, cytaty, daty. 

Są dwie prawdy. Jedna medialna, dla maluczkich, kształtująca opinię publiczną i druga dla wtajemniczonych. Co innego pisze się w gazecie, a co innego mówi na naukowym sympozjum. Biorę do ręki Anny Zarzyckiej „Rewolucja Szymborskiej” i cytuję zaledwie dwie konkluzje o poetce – „zupełny brak dystansu 

do marksizmu i komunistycznej rzeczywistości”, i że temu bezkrytycznemu stosunkowi towarzyszy szczere uwielbienie do komunistycznych przywódców”. Zagajewski ma rację pisząc o wczesnej młodości. To częściowo usprawiedliwia, naiwne, nieumiejące się oprzeć indoktrynacji serce było wykorzystywane „sprawie budowania socjalizmu” – parafrazuję myśl autorki naukowej pracy. 

Ale błąd? 

 

Miałem pisać o czymś całkowicie innym, chciałem napisać kilka słów o Szymborskiej i jak ją widziano na tle XX wieku, łagodnie – ale prewencyjna awantura wszczęta przez środowisko Wyborczej zmieniło plany.

Z kronikarskiego obowiązku, w błyskawicznym tempie – przecież miałem odbyć wędrówkę po artykułach w następującym porządku „jest sprawa, a jakże Szymborskiej – jest linia partyjna, oczywiście PiS-u – jest prawica – która co robi, a właściwie czego nie robi, nie płacze – no i jest stalinizm”. I ten stalinizm pań Szczęsnej i Bikont spowodował wykolejenie narracji.

 

Odfajkowuję. Szanowne panie redaktorki, czytam „Wtedy mało się wiedziało, co robili bolszewicy” i pytam, to jakiś żart, nieprawdaż? W Polsce się wiedziało od lat dwudziestych o Sowietach. W Krakowie wiedziało się wszystko. Wystarczyło chcieć wiedzieć. 

Redaktorze Smoleński, proszę rozwiń myśl: „Oznacza to, że literacko-historyczne opinie Krystyny Pawłowicz nie są dla PiS wersją kanoniczną”. Jaka jest ta wersja „historyczna”? Ale konkrety, nie ślizgaj się po faktach. 

A list kilkudziesięciu „młodych literatów” to istne kuriozum. Czytamy: „Pragniemy wyrazić nasz sprzeciw przed wartościowaniem dokonań jakiegokolwiek twórcy wyłącznie w oparciu o jego światopogląd oraz sztucznie, doraźnie kreowany wizerunek wywiedziony z przesłanek biograficznych i pozbawionych kontekstu fragmentów wierszy”.

 

Otóż szanowni młodzi literaci. Całą twórczość poetki, jest umieszczona w kontekście. Od wiersza o nienawiści „Z Korei” po wiersz „Nienawiść” drukowany na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” kilkadziesiąt lat później. I aż się prosi o rozwinięcie wasza myśl druga: „Uważamy za oczywiste, że każdy ma prawo do posiadania i wyrażania swoich poglądów politycznych – o ile nie nawołują one do agresji wobec innych, niezależnie zaś od tego, jak bardzo okazują się «nienormatywne» i odbiegające od rozpowszechnionych wzorców”.

Otóż poglądy poetki były jak najbardziej normatywne, a czy były wychwalaniem agresji? Pozostawiam to do rozstrzygnięcia waszej poetyckiej wrażliwości, tudzież rozumowi. Wcielcie w życie myśl wyrażoną w liście: „Nie uchylamy się od rozmowy o polityczności literatury”. Ujmijcie w rozważaniach – Polityczność poezji w państwie totalitaryzmie. 

I nie ma sprawy Szymborskiej, jak chciałaby Wyborcza. Jest sprawa prawdy i jest wielkość poezji Szymborskiej. Ale, na polskiej ziemi poeci rodzili się na kamieniu. 

Dedykuję młodym sygnatariuszom listu słowa Zbigniewa Herberta – „czuję ciężki wyrzut/ kiedy go trzymam w dłoni/ i ciało jego szlachetne/ przenika fałszywe ciepło/ — Kamyki nie dają się oswoić/ do końca będą na nas patrzeć/ okiem spokojnym bardzo jasnym”.

rekontra

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.