Reklama

Stasiński w oparach mgły
Rekontra   
piątek, 03 lutego 2012 08:38

 

W każdą środę bladym świtem zaglądam na stronę internetową „Gazety Wyborczej”. Nie tylko dlatego, że ciekawi mnie, na jaką nutę w redakcji gęgają, jaka „prawda” w redaktorskich szafach zaczyna skrzeczeć, czy też jaki szkielet chce z nich wypaść, ale przede wszystkim interesuje mnie jak zmienia się skrzywienie linii redakcyjnej tandemu Kurski – Michnik. Cóż też dręczy moich ulubieńców Seweryna Blumsztajna i Magdalenę Środę, jaki upiór ich straszy i oblewa zimnym potem? Pacholęciem będąc, między zadaniami czytywałem „Trybunę Ludu”, dzisiaj równie wnikliwie odczytuję z łamów Wyborczej „znaki czasów”. 

 

 

W jednym z komentarzy pod ubiegłotygodniowym tekstem „Pacewicz i inni” zapytano mnie retorycznie: „Ktoś jeszcze czyta tę badziewną gazetę?”. I komentatorka złośliwie dodała: „Sądziłam, że ten tytuł już padł a Pacewicz jest na bezrobociu”. Informuję tą drogą, że Pacewicz haruje jak dziennikarski wół, na bezrobociu więc nie jest, i że wciąż nie przeprosił. Za co miałby przepraszać, dlaczego powinny zapłonąć ze wstydu jego czerskie policzki? Za psychologiczną ekspertyzę, za wersję wydarzeń na pokładzie TU 154, obrażającą nie tylko dla elementarnych faktów, ale obrażającą pamięć śp. Prezydenta, nie tylko generała Błasika, ale i pilotów. Swoją narrację Pacewicz oparł na insynuacjach i kłamliwych przesłankach. Ma więc za co przepraszać i ma kogo. Chociażby wdowę po oczernionym generale, którego imię i honor wielokrotnie zbrukano, chociażby rodziców pilotów. 

 

Zaglądam, więc do organu Michnika i na jedynce gazety czytam: „Rośnie gniew na ACTA”. Odnotowuję z uśmiechem na twarzy, jak dalece dziennikarstwo „Wyborczej” oderwało są od realu. Dziwią się, że w tłumie wykrzykiwano zarówno hasło: „Precz z brukselską okupacją”, jak i hasło „Raz sierpem, raz młotem…”. Wykropkowanie końcowe, to zapewne brukselska „czerwona hołota”. Czyżby na Czerską nie dotarło, że brukselska biurokracja, brukselscy okupanci są utożsamiani z lewactwem? A to im niespodzianka. Zacytowano w artykule premiera Tuska. Używając swojego ulubionego zwrotu „byłoby ekstrawagancją” (nawiasem pisząc, mocno wytarł ten swój chwyt erystyczny) mówi: „Ekstrawagancją byłoby, gdyby Polska tej umowy nie podpisała i była jedynym krajem … ” i dalej ta sama, co zawsze mantra. Za, ale i przeciw, rozumiecie – wiecie, rozumiecie wy dziennikarze. Nabrał takiej maniery, że do dziennikarzy się zwraca per „wy”. 

 

Zanim wrócę do tematu, jeżeli chodzi o ACTA, to jako autor często cytujący, a cytaty lubię bardzo długie, poczynię jedno spostrzeżenie. Na podstawie artykułu 12-ego można byłoby „aresztować moją publikację”, jeżeli cytat z „Władzy” Tadeusza Konwickiego, czy niestosownego felietonu z roku 1945 Czesława Miłosza byłby zbyt długi. Miłosz felietonista „Dziennika Polskiego” zacznie się przedawniać po siedemdziesięciu latach, a więc dopiero poczynając od roku 2015-ego mógłbym gorszyć ówczesnymi poglądami poety czytelników GW. 

 

Przeskakuję wzrokiem tytuły Wyborczej, szukam omówienia konferencji profesorów amerykańskich. Zaledwie wczoraj przeczytałem u Piotra Stasińskiego, że „mgła smoleńska snuje się po Polsce”. Potwierdzam. Zamglonym jest w stopniu znacznym. Według niego produkują ją już nie „ruscy” lecz „okołopisowscy politycy i dziennikarze”. Z wielką przyjemnością zacytuję (jeszcze mogę uczynić to bezpiecznie) jednego wicemichników: „Kłótnie o „bombę” czy wrak tupolewa toczą się w rodzinach. Wuj jest znawcą konstrukcji kokpitu, a kuzyn – fonoskopii. Ojciec czuje psychologię generała, bo kiedyś był w wojsku”. 

 

A red. Stasiński jest znawcą od czego? Ponoć od determinacji. Narzeka: „To, że tylu ludzi stało się ekspertami od katastrof lotniczych, pokazuje, jak łatwo u nas poderwać zaufanie do państwa” i wyjaśnia swoim czytelnikom „Śledztwo nigdy nie da pełnej informacji, bo wszyscy bezpośredni świadkowie nie żyją, więc trzeba mozolnie analizować dowody pośrednie”. Analityk się znalazł – czynię marginalną uwagę. 

 

I załamując ręce nad klawiaturą wciska w mózgownice czytelników: „Liczy się nie wiedza, lecz wiara”. A spisek, a gdzie PODEJRZENIA? Podejrzenia są i „Pozwalają zamknąć usta każdemu, kto sądzi, że matką wszystkich przyczyn tej tragedii była determinacja, by prezydent nie spóźnił się do Katynia”. 

Stasiński wie, jaka była matka katastrofy, była nią determinacja. Nie kurs i ścieżka, nie brak map, nie „pas wolny”, nie barak zwany wieżą, a determinacja i jej stasińskie opary. 

A jak jest ze „znawstwem” w redakcji „Gazety Wyborczej”? Jak się ma wiara misjonarzy z Czerskiej do wiedzy? 

 

Wiarę, a więc dwuletnią narrację „Gazety Wyborczej” naszkicowałem tydzień temu. Coś drgnęło? Ni cholery. Dzisiaj sektor pierwszy z miejsca katastrofy utożsamia się z kokpitem, a kokpit z kolei z Łazienkowskim parkiem. Sektor pierwszy to kokpit z gen. Błasikiem, gdy tak naprawdę, to ciała generałów znaleziono w sektorach aż dziewięciu. Ciała dwóch pilotów i mechanika natomiast znaleziono w innym sektorze niż pierwszy. A w którym redaktorze Stasiński, wyśledziliście w swojej redakcji? Naczelna Prokuratura Wojskowa ujawniła, że w sektorze 1 prócz ciała gen. Błasika znaleziono szczątki 12 innych osób, ale wśród nich tylko jednego członka załogi, a redaktor Kublik z „Gazety Wyborczej” w leadzie artykułu „Kim byli goście w kokpicie Tu-154” (niezły tytuł swoją drogą, pogratulować) cytuje słowa pułkownika Łukaszewicza „Podczas podchodzenia do lądowania kokpit Tu-154 zamienił się w park Łazienkowski”. A jaki z niego ekspert, jaką dysponuje wiedzą, zaraz się przekonamy. 

I cóż dzisiaj rano czytam? Agata Nowakowska już w tytule się zastanawia: „Kto ściął tę brzozę?”. I lekkomyślnie zadaje pytanie: „Jeśli to nie samolot ściął brzozę swoim skrzydłem, to kto? Rosyjscy drwale pod osłoną mgły?”. 

 

No właśnie, kto? Kapitalne wprost pytanie. Zbadała miejsce przecięcia/złamania? Widziała zdjęcia? Na urwanym skrzydle znaleziono i przeanalizowano pozostałości brzozowej kory? Autorka artykułu wysyła prof. Nowaczyka do Rosji twierdząc, że gdyby nie siedział za biurkiem w Stanach, tylko jak eksperci komisji ministra Jerzego Millera był na miejscu w Smoleńsku, dostrzegłby, że ścięta została nie jedna brzoza, a kilka drzew. 

To wiedza kontekstowo-sytuacyjna – o tych smoleńskich badaniach i badaczach – czy raczej wiara pani redaktor? Czy potrafi podać nazwisko jakiegokolwiek eksperta, który przebadał drzewo? Dotknął jego? Pobrał próbki? 

Czy do Polski trafiło jakiekolwiek drzewo z tych wyciętych tuż po katastrofie? Osmalenie, spalenizna, resztki paliwa, jakikolwiek ślad? Od kogo Nowakowska się dowiedziała, że eksperci komisji Jerzego Millera w Smoleńsku badali brzozę, skoro nawet jej zdjęcie, słabej zresztą jakości, ściągnęli z Internetu? 

A brzoza, jako dowód, jako przyczyna upadku samolotu? Dwa lata po katastrofie, powinniśmy dysponować nie tylko cyfrowymi jej zdjęciami, mieć wyniki badań jej struktury i charakteru uszkodzeń brzozy, ale również samo drzewo. Wiedza czy wiara, redaktorze Stasiński? 

Ale czy brzoza jest taka ważna? Zobaczmy. 

 

Przedwczoraj wieczorem w programie „Lis na żywo” wystąpił wspomniany płk Piotr Łukaszewicz, ekspert również red. Kublik, ten od słów, że kokpit „podczas podchodzenia do lądowania” zamienił się w park Łazienkowski. Emerytowany szef szkolenia Dowództwa Sił Powietrznych powiedział u Lisa – cytuję dosłownie: „zderzenie z brzozą było początkowym momentem katastrofy. Po zderzeniu z brzozą załoga nie miała już wpływu na zachowanie samolotu, ponieważ utrata połowy lewego płata, spowodowała nierównowagę siły nośnej. Siła nośna na prawym skrzydle spowodowała obrót samolotu, jego obrócenie się. W momencie, kiedy samolot się obraca traci również kierunek. I konsekwencją tego stanu rzeczy było zderzenie z ziemią”. Gdyby to był dwupłatowiec, jakiś kukuruźnik być może. Albo samolocik taki, którego fotkę zaprezentowała na facebooku redaktor śledcza Monika Olejnik, ze skrzydłem mocno uszkodzonym przez jakiegoś gąsiora. Ale czy wielotonowy samolot zachowa się tak samo? 

 

Ekspert Łukaszewicz raczył stwierdzić, że nikt nie kwestionuje zderzenia z brzozą, cytuję – mówi do Lisa: „ani pan profesor, którego nazwisko pan przytoczył, ani wszystkie inne osoby, kwestionujące zderzenie, jako przyczynę, nie kwestionują faktu, że takie zderzenie miało miejsce”. 

Otóż kwestionują. Wręcz krzyczą z za oceanu. 

Cóż na to stwierdzenie eksperta odrzeknie Nowakowska, utyskująca, że „Jarosław Kaczyński, choć siedział przy wdowie po gen. Andrzeju Błasiku, co i raz zapadał w kilkusekundowe drzemki”. Czy ich/jej ekspert nie przespał całej prezentacji? Czy w ogóle ma blade pojęcie, o czym mówi? 

Po pierwsze – prof. Nowaczyk przedstawił symulację i wynika z niej, że tupolew nie mógł zderzyć się z brzozą. To była i jest jego główna teza. Oświadczył, że kontakt z brzozą przy pierwszej radiolatarni i kontakt z brzozą, która miała odciąć fragment skrzydła samolotu, nie mogły mieć miejsca”. Tłumaczył, i wyjaśniał metodę wykonanych obliczeń, że nie mogło dojść do zderzenia, ponieważ samolot znajdował się około 14 metrów wyżej. Ale Łukaszewicz i tak trzyma się swojego. Według niego, nikt nie kwestionuje, że do zderzenia z brzozą doszło. 

 

Czy Lis na kilka sekund przed programem, nie mógł szepnąć kilku słów do eksperckiego ucha? Przypominam, że od dawna zasadniczą jego tezą jest to, że zderzenie z brzozą było pierwszym momentem katastrofy. 

A profesor Wiesław Binienda i jego naukowa symulacja? Najpierw kilka słów o profesorze. Uczestniczył w badaniu katastrofy promu kosmicznego „Columbia”, współpracuje z NASA, i od dziesięciu lat jest dziekanem Wydziału Inżynierii Cywilnej University of Akron, redaktorem naczelnym Journal of Aerospace Engineering wydawanym przez American Society of Civil Engineers. Wystarczająca rekomendacja? 

Dlaczego w Polsce nikt nie podjął z nim rzeczowej polemiki? Dlaczego nie znalazł godnego swej wiedzy i swemu doświadczeniu polemisty? 

 

Zaprezentował ekspertyzę dotyczącą tego, co powinno się dziać ze skrzydłem oraz z całym samolotem. Gdyby samolot naprawdę uderzył w drzewo, to jego skrzydło przetnie je niezależnie od wysokości uderzenia, orientacji samolotu czy odległości miejsca uderzenia od końca skrzydła. Oto zasadnicza teza. Jednocześnie podkreślił, że „uszkodzenie skrzydła nie zmniejszyłoby powierzchni nośnej ani stabilności samolotu”. 

 

Ponownie przypomnę. Łukaszewicz w telewizorze mówił, że „samolot utracił połowę lewego płata”, co spowodowała nierównowagę siły nośnej. Tylko z kronikarskiego obowiązku, nie połowę, a jedną trzecią, Rosjanie najpierw podawali długość „urwanego” kawałka lewego skrzydła 4,7 metra, a polscy eksperci zmierzyli na ponad sześć metrów. Ileż kontekstów, ileż możliwych interpretacji. 

A Lis zdawał się być zachwyconym i dumnym mówiąc, że „Pan pułkownik przed przyjściem do studia pokazał tego pendrive`a, tak i tam jest zdjęcie i prosił pan byśmy to zdjęcie pokazali”. 

 

Na zdjęciu jest jakiś tajlandzki samolot z uszkodzonym skrzydłem. Informuję redaktorze Lisie, że w sieci krążą miliony zdjęć samolotów, takich i innych, tysiące z nich przeanalizowano, włącznie z tymi, gdzie samolot lądował w lesie, uderzał w zbocze góry, czy po prostu „wylądował” na swoim dachu i pasażerowie cóż uczynili? Po prostu przeżyli. Zdjęcie, a właściwie zdjątko versus naukowa analiza, należałoby się zwrócić do sekciarzy z Czerskiej. 

Tymczasem redaktor Stasiński mówi o wiedzy, odrzuca wiarę. Swoją wiarę?

 

Informuję. Posługiwanie się zdjęciem, powoływanie się na nie przez eksperta, to czysta wiara, oczywiście – konieczne zastrzeżenie – zmuszająca do stawiania pytań. Każda sprzeczna informacja skutkuje kolejnymi pytaniami. 

Ptak, który utkwił w skrzydle samolociku redaktor Olejnik powoduje co? Stawianie pytań, ale nic więcej. 

 

Wyciąganie wniosków przez Lisa czy Olejnik, przez Stasińskiego czy Pacewicza, przez Kublik czy Czuchnowskiego, jest wyznawaniem wiary w przyczyny katastrofy. 

Jedyna wiedza, wiedza związana z brzozą i jej zachowaniem, jako „pierwszym momentem katastrofy”, to symulacje amerykańskich naukowców. A dowody, wrak, oryginalne czarne skrzynki, rejestratory lotu, oraz sama brzoza, wciąż znajdują się w Rosji. 

Napisałem tydzień temu. Nie wiemy, co jest prawdą, wiemy, co prawdą nie jest.

 

Łatwo obalić hipotezę, trudniej sformułować własną i ją udowodnić. Czekam, bez żadnych emocji, na obalenie dowodów przeprowadzonych przez amerykańskich naukowców. Nie w studio red. Lisa, czy na ulicy Czerskiej w gabinecie redaktora Stasińskiego czy Michnika, ani na redakcyjnym korytarzu przez czy redaktor Kublik. Przez redaktorów we mgle. W oparach mgły. 

 

Ekspert Gazety Wyborczej i Tomasza Lisa stwierdził w jego programie – proszę posłuchać wywodu – że zderzenie z brzozą spowodowała nierównowagę siły nośnej, która to siła spowodowała obrót samolotu, jego obrócenie się, zmianę kierunku. 

Tymczasem teza profesora Nowaczyka, odczytana po prostu z parametrów lotu: „Tu-154 nie zmienił toru lotu na wysokości brzozy, lecz dużo dalej”. 

Wiara, czy wiedza redaktorze Stasiński? Skąd znajduje pan w sobie takie pokłady determinacji? Udowadniając, że nie macie tam na Czerskiej nawet mglistego pojęcia o przyczynach katastrofy. Jaka jest prawda nie wiem, ale nie mam wątpliwości, że wasz tzw. sytuacyjny kontekst nie trzyma się kupy. 

Od dwóch lat zadaję pytania i wciąż czekam na nie odpowiedzi. 

rekontra

 
Ład jako sprzeciw wobec bezładu i bezsensu

 

Patron Polski, święty Stanisław, biskup i męczennik jest patronem ładu moralnego w ojczyźnie. Ład moralny oznacza uznanie najwyższej władzy Boga, od którego wszelka władza pochodzi (Rz 13,1). Bóg jest źródłem władzy i prawa, dlatego Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi (Dz. 5,29). Zadaniem i obowiązkiem ludzkiej władzy jest poddanie się władzy Chrystusa Króla i Jego Królestwa, które nie pochodzi z tego świata (J.18,36), bo pochodzi od Boga, ale jest na tym świecie i sprawia, że świat staje się Boży i ludzki. Próba odebrania władzy Bogu natomiast sprawia, że świat staje się zarazem bezbożny i nieludzki. 

 
HISTORIA DLA IDIOTÓW I PROSTACZKÓW

 

Mamy do czynienia z tak cynicznym i rozmyślnym procesem niszczenia pamięci historycznej, że tylko ludzie pokroju Donalda Tuska byli zdolni go zainicjować i tylko ludzie uznający „Gazetę Wyborczą” za dobry „znak czasu”, mogą go skutecznie przeprowadzić.

 
Misja życia Antoniego Macierewicza

 

Do żony jednego z posłów, który zginął pod Smoleńskiem, dziesięć minut od momentu, kiedy z telewizji dowiedziała się o tragedii, dotarła wiadomość głosowa od jej męża. Poza jego rozpaczliwym wołaniem: „Asiu, Asiu”, słyszała ona potworny szum powietrza, trzaski rozpadającego się samolotu oraz głosy przerażonych ludzi.

Jak myślicie drodzy czytelnicy, dlaczego ta wiadomość nie może przebić się do wiodących mediów, za to karmieni jesteśmy podłym kłamstwem o tym, że PiS chce iść na wojnę z Rosją?

 
Prof. Ireneusz Krzemiński, czyli „Pomidor” lub „dziadka kalesony”?

 

Kiedy oglądam dzisiaj to całkiem liczne grono owych na ruską modłę zaprogramowanych pajaców, to zastanawiam się, gdzie dla tych „elit” III RP znajduje się granica podłości, nikczemności i kłamstwa, poza którą nie ośmielą się wykroczyć?

 
Kiedy już głupcy przejrzą na oczy…

 

Kiedy już prawda o smoleńskiej zbrodni dotrze do Polaków to okaże się, że prawie cała Polska tak naprawdę popierała zawsze Kaczyńskiego i była od samego początku przekonana o zamachu.Ten moment coraz szybciej nadchodzi, a wybuch nastrojów anty-POwskich nastąpi z całą mocą wtedy, kiedy elektorat Tuska pojmie w końcu, jak bardzo się ześwinił po 10 kwietnia 2010 roku, popierając ekipę zdrajców narodu, wspieranych przez medialnych zomowców i kremlowskich zbrodniarzy.

 
Czas łotrów i szubrawców

 

Wkrótce miną dwa lata od smoleńskiego zamachu. Czy ktoś rzeczywiście naiwnie sądzi, że rządzącym w Polsce nikczemnikom zależy na powrocie dowodów zbrodni do Polski? Komu, biorąc pod uwagę historię i doświadczenia kryminalistyki, organów ścigania oraz sądownictwa, najbardziej zależy na ukrywaniu dowodów przestępstwa? Odpowiedź jest jedna – SPRAWCOM.


 
ZAPROSZENIE Na Dzień Otwarty W WYŻSZEJ SZKOLE TURYSTYKI I JĘZYKÓW OBCYCH W WARSZAWIE

    Pobierz

 
Pozostała nam tylko ulica

Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta. Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.

 
CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

 

Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 

 
Kiedy przeproszą za rabina?

 

 

Nazwał Jana Pawła II starym, śmierdzącym chu..m i głupim Polakiem. Czy to nawoływanie do nienawiści? 

 
Tusk to obciach

 

Wygląda na to, że era „płemieła” właśnie dobiega końca

Minęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu premiera Donalda Tuska. W historii najnowszej chyba żaden rząd nie sięgnął dna w tempie tak ekspresowym, jak premier Tusk i jego ministrowie.  Już blisko 2/3 Polaków uważa, że sytuacja w kraju podąża w złym kierunku, co istotne tak negatywną ocenę rząd zawdzięcza przede wszystkim ludziom młodym, pośród których aż 56 proc. jest właśnie tego zdania.

 
BO NAJPIĘKNIEJ MILCZY TRUP...

 

Jakkolwiek byśmy nie oceniali faktu śmierci płk Tobiasza, to – w kontekście tej sprawy – niełatwo zapomnieć o jednym z podstawowych przykazań tajnych służb, które mówi, że „nic nie jest tak piękne, jak milczenie”.

 
21 730 samobójców pod rządami Tuska

 

 

Kiedy 25 kwietnia 2007 roku na życie targnęła się zamieszana w aferę węglową Barbara Blida, wszystkie media odpowiedzialnością za to zdarzenie obarczyły Prawo i Sprawiedliwość. Platforma miała wyeliminować takie tragedie raz na zawsze. Tymczasem w idealnym państwie Donalda Tuska samobójstwa stają się zjawiskiem powszechnym. Zabijają się wszyscy – politycy z pierwszych stron gazet i ci lokalni, urzędnicy państwowi i sportowcy, naukowcy i wojskowi. Z tym, co dzieje się w Polsce i jak traktowani są jej obywatele nie mogą pogodzić się emeryci i ludzie w sile wieku. Lekarze biją na alarm – w społeczeństwie narasta depresja i poczucie beznadziei.

 
Zamiast „schować babci dowód” zabiorą Tuskowi władzę?

 

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że upadek ekipy ciemniaków z Tuskiem na czele oraz nauczka dla wspierających go mediów, stojących na straży szemranego establishmentu III RP, zostaną dokonane ku zaskoczeniu wszystkich, przez tych, na których plecach wieźli się oni przez ostatnie lata.

 
Polityczna świnia działająca na szkodę polskiego prezydenta

 

Podejmując swoje nikczemne działania Arabski nie tylko okazał się człowiekiem wyjątkowo małym, ale po prostu zwykłą polityczną świnią, nie liczącą się z konstytucyjnymi organami Rzeczypospolitej Polskiej, nie mówiąc o tym, że instruowani przez kogoś urzędnicy Kancelarii Premiera przez cały czas narażali życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 
Coś wisi w powietrzu..., kiedy władza staje się śmieszna

 

Mamy do czynienia z poruszeniem prawie-narodowym. Nagle spora grupa obywateli buntuje się przeciwko władzy i rzuca w jej kierunku hasła, które jeszcze miesiąc temu media przypisałyby „pisowcom”. Wszystko za sprawą „sukcesu” polskiej prezydencji, czyli wypracowanemu porozumieniu ACTA. Rząd chce włączyć się do walki z piractwem i chronić własność intelektualną twórców, co grozi konsekwencjami różnorakimi w Internecie, na które użytkownicy się nie godzą. Ruszyła lawina i wcale nie jest pewne, czy szybko się ona zakończy.

 
PO, czyli POlska Poniżona i Ośmieszona

 

Całe tłumaczenie Millera wzięło w łeb, więc póki, co zamknął się on na jakiś czas, do momentu, aż gawiedź zapomni, że gość pozujący na twardziela o twarzy pokerzysty, wyszedł na zwykłego, udającego powagę, wsiowego głupka.

 
Posypała się narracja

 

Zgodnie z przewidywaniami „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Instytut Ekspertyz Sądowych opublikował stenogramy z kokpitu Tu-154 M, w których nie zarejestrowano głosu gen. Błasika. Według wcześniejszych dokumentów, wojskowy miał witać się z załogą, mówić o mechanizacji skrzydeł i podawać poprawne dane z wysokościomierza. Wszystko okazało się bujdą na resorach, podstawą jedynie do rozważań dla „ekspertów” o naciskach na załogę.

 
CO DALEJ?

 

Gdy za kilka dni pojawią się „sondaże” wskazujące na wzrost poparcia dla rządu a ośrodki propagandy przykryją sens opinii biegłych warstwą łgarstw i tematów zastępczych, gdy wspólne posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów przywrócą „porządek” w śledztwie smoleńskim a „przyjaźń” Moskwy i Warszawy dopełni się w projektach wypracowanych w prezydenckim BBN-ie – wszyscy staniemy wobec nieuchronnych konsekwencji pytania: co dalej? Jeśli Polacy mają „zasługiwać na więcej” – niech udzielona odpowiedź uwzględnia dotychczasowe klęski i upokorzenia. 

 
Boże, przybądź nam z pomocą

 

10 stycznia, 21 miesięcy po zbrodni smoleńskiej, którą trzeba uznać za akt wojny przeciwko Polsce, uczestniczyłem razem z misjonarzem ks. Jerzym Gardą i wspólnotą wiernych w modlitwach przy Krzyżu Pamięci, Prawdy i Nadziei na Krakowskim Przedmieściu. Po Apelu transmitowanym z Jasnej Góry, usłyszałem mądre rozważania o intronizacji Jezusa na Króla Polski.